Marzenia zamieńcie na plany – rozmowa z Olkiem Dobą

przez Administrator | Opublikowano 29 listopada 2014 13:47

167 długich dób, 8 sztormów, nieustanne zmaganie się z ogromem natury – na przełomie 2013 i 2014 roku Aleksander Doba jako pierwszy człowiek na świecie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki pomiędzy najbardziej oddalonymi jego wybrzeżami w Europie i Ameryce Północnej. Z Olkiem rozmawiamy o tym co było najtrudniejsze podczas tej wyprawy, ale także o tym co go najbardziej zafascynowało oraz jak spełniać wielkie marzenia. 

Olek Doba podczas wyprawy (fot. Olek Doba)

Olek Doba podczas wyprawy (fot. Olek Doba)

Aneta Żukowska: Od Twojej Drugiej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej minęło już trochę czasu. Jak na to patrzysz z perspektywy, jak zmieniło się Twoje życie po powrocie?

Olek Doba: Jak to mówię, namieszałem tymi wiosłami, a teraz się z tego tłumaczę. Brakowało mi tam kontaktu z ludźmi, a teraz mam go aż nadmiar. Ale czuję się dobrze, dosyć szybko przystosowuję do lepszych warunków.

O czym się myśli, kiedy jest się zupełnie samemu przez tak długi czas? Jaki jest to stan umysłu?

Myśli się o wszystkim! Jestem realistą, inżynierem mechanikiem i patrzę na świat z perspektywy tego co można zobaczyć, pomierzyć. Mistycznych wrażeń nie mam i nie oczekuję. Na oceanie wyznaczała wszystko przyroda. Wszystko zależało od siły wiatru, od jego kierunku, nie myślałem o niczym innym, tylko jak reagować w bieżącej sytuacji, gdy miałem trudniejsze warunki. Miałem na przykład osiem sztormów, więc myślałem jak się przed nimi zabezpieczyć, starałem się trochę oddalić, żebym chociaż psychicznie miał świadomość, że coś próbowałem zrobić. Niewiele mi się udawało, miałem małe możliwości, ale zawsze byłem te kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów dalej od gorszych warunków, to poprawiało samopoczucie. Potem myślałem jak to przetrwać i nie mogłem się doczekać kiedy to minie. Najgorzej było w nocy, bo wtedy nie widziałem fal i tłukły mnie raz po raz mniej lub bardziej niespodziewanie. Fale są bardzo nieregularne, co któraś fala jest większa, a rzadziej jeszcze co któraś jest fenomenalna, dwa razy większa niż przeciętne. Wtedy dwa razy mocniej tłuką w kajak i nie wychodzą nawet próby drzemki. Jest to tylko cierpienie, czekam kiedy zrobi się jasno, a wtedy jest już fajnie.

Trasa wyprawy Olka Doby

Trasa wyprawy Olka Doby

Jak byś opisał Twój kajak?

Ma on dwie główne cechy. Pierwsza – jest niezatapialny. Gdyby na przykład wszystko pootwierać, podziurawić go w wielu miejscach, to on i tak nie może zatonąć. Ma kilka komór wypornościowych, wypełnionych materiałem nienasiąkliwym wodą. Druga ważna właściwość – nie może pływać do góry dnem. Gdyby go fale obróciły do góry dnem, to dzięki jego konstrukcji, sam by stanął do normalnej pozycji. Będąc na takim kajaku, nie martwiłem się o to, że coś mi się stanie. Ani razu tak naprawdę nie czułem się zagrożony. A gdy czułem się bezpiecznie, to podziwiałem przyrodę: o, jakie duże fale, jeszcze takiej nie miałem, może następna będzie ciekawsza…

Olek Doba tuż przed dopłynięciem do Cape Canaveral na Florydzie (fot. Piotr Chmieliński)

Olek Doba tuż przed dopłynięciem do Cape Canaveral na Florydzie (fot. Piotr Chmieliński)

Fascynacja.

Tak. Często pytam ludzi, czy pamiętają jakie wrażenie robi na nich ognisko. W lesie, jest miło, jest nastrój, kilka osób, czasem się nic nie mówi, i patrzy się na ogień jak na żywą istotę. Ja podobnie reaguję na ognisko i na duże fale. One też się zmieniają, to jest coś żywego. Każda fala jest inna, raz się załamuje w jednym, raz w drugim miejscu, raz na mnie, raz obok. I w dzień jest to fascynujące, obserwuje się to z bezpiecznej pozycji, kontempluje przyrodę.

Czy będąc samotnie na kajaku, na bezkresnym oceanie, można też kontemplować burzę?

Burze, tak to fascynujące uczucie. Mówi się czasem „cisza przed burzą”. Wyobraź sobie, że zbliża się burza tropikalna od horyzontu do horyzontu, ciemno, kłębiący się wał szkwałowy. Chmury burzowe, cumunilimbus, sięgają do kilkunastu kilometrów wysokości. Są to ogromne góry. I zbliża się to do mnie, widzę, że jest już nieuchronne, choć jeszcze jest cisza, spokój. Pojawiają się emocje, robią się już białe grzywacze, za chwilę to we mnie walnie. I to jest radość oczekiwania czegoś groźnego i niesamowitego. Nie mam możliwości uniknięcia tego i czekam na spotkanie, ufając że jestem taki mały, mały kajak, że jak pioruny walą, to trudno we mnie trafić. I z tą mistyczną myślą czekam na spotkanie z żywiołem. Jestem przygotowany na pierwsze uderzenia szkwału, a potem to narasta…

Żeby były duże fale, musi być spełnionych kilka czynników. Musi być odpowiednio głęboka woda, musi być rozległy akwen, odpowiednia siła wiatru i odpowiednio długi czas wiania tych wiatrów, żeby one miały czas tworzyć i rozhuśtać coraz większe fale. I jeśli te cztery czynniki mamy spełnione, mamy wspaniałe widowisko.

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn