Teraz bardziej doceniam to, co mam na dole – rozmowa po zdobyciu Piku Lenina

przez Administrator | Opublikowano 28 sierpnia 2014 11:47

„Z pewnością bardziej doceniam to, co mam tutaj, na dole, i ludzi, którzy tu są. Tam było zimno, byliśmy głodni i miałem czas, by wiele rzeczy przemyśleć. Wróciłem jako człowiek bardziej otwarty na ludzi, na zmiany”. Z 21-letnim Szczepanem Niemcem z Rzeszowa, studentem Politechniki Rzeszowskiej, który 2 sierpnia wszedł na Pik Lenina w Pamirze (7134 m n.p.m.), rozmawia Jaromir Kwiatkowski.

Na szczycie (fot. arch. Szczepan Niemiec)

Na szczycie (fot. arch. Szczepan Niemiec)

Jaromir Kwiatkowski: To były Twoje pierwsze doświadczenia w wyższych górach?

Szczepan Niemiec: Pierwsze. Wcześniej byłem tylko w Alpach.

Odważny jesteś. Wspinacze z reguły decydują się na siedmiotysięczniki mając za sobą zdobyte pięcio- i sześciotysięczniki.

Wyjazd wyszedł bardzo spontanicznie. Spędzałem Sylwestra na Ukrainie, w Karpatach, razem z Danielem Czisnokiem i Pawłem Pabianem, moimi bardziej doświadczonymi kolegami ze Studenckiego Koła Przewodników Beskidzkich w Rzeszowie. Podczas tego wyjazdu powiedzieli, że chcieliby wejść na Pik Lenina. Stwierdziłem, że pojadę z nimi. Do tamtej pory nie miałem żadnego kontaktu z górami wyższymi, ani nawet nie byłem w Tatrach zimą. Dopiero w styczniu pojechałem tam po raz pierwszy, weszliśmy wtedy na Rysy. W maju pojechaliśmy w Alpy. Tam udało mi się wejść tylko na Gross Venedigera w Austrii (3662 m n.p.m.). Tak więc przed Pikiem Lenina nie byłem nawet na żadnym czterotysięczniku.

Jak przygotowywałeś się do wyjazdu?

Przez cały czas, odkąd się dowiedziałem, że jedziemy, miałem bardzo mocny trening kondycyjny. Przede wszystkim biegałem. Bieganie to klucz do sukcesu. Poza tym dużo czytałem w Internecie na temat wspinania w takich warunkach. Później był wyjazd z dużym nakładem finansowym na zakup sprzętu, bo nie miałem nic, więc musiałem wszystko albo pożyczyć, albo kupić: sprzęt wspinaczkowy, buty, śpiwór puchowy, namiot itd.

Nie mieliście sponsorów?

Nie za bardzo. Jedynie firma Greinplast zasponsorowała nam namiot za ok. 1000 zł, dostaliśmy też trochę odzieży. Natomiast główne koszty – po kilkanaście tysięcy złotych na osobę – musieliśmy ponieść sami.

Jadąc na Pik Lenina na pewno miałeś jakieś wyobrażenie tego, co możesz tam spotkać. Czy okazało się ono adekwatne do rzeczywistości?

Było zupełnie inaczej. Spodziewałem się innych warunków pogodowych, innych reakcji własnego organizmu w okresie aklimatyzacji. Na podstawie relacji internetowych nastawiłem się na to, że choroba wysokościowa będzie czymś tragicznym, lecz czułem się dużo lepiej niż się spodziewałem. Natomiast negatywnie zaskoczyła mnie pogoda: było dużo zimniej i o wiele bardziej wietrznie.

Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

Wyświetlam 2 komentarze
Dodaj swój komentarz
  1. Ulka napisał(a):

    Hey,naprawde inspirunacy wywiad. Swietnie przekazales swoje doswiadczenie i pomimo ze nie bylam w gorach wysokich moge wyobrazic sobie kazdy etap wyprawy…Co myslisz o wejsciu na Kilimandzaro? Koledzy wybieraja sie na wyprawe, ciekawa jestem czy doswiadczenia beda podobne do Twoich..

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn