Andrzej Marcisz prezentuje: Tyrol Ice Tour

przez Administrator | Opublikowano 06 marca 2014 11:01

W drugiej połowie lutego, członek SALEWA/Wild Country Team Polska, Andrzej Marcisz wybrał się wraz z Piotrem Kaletą do Tyrolu w celu eksploracji lodospadów dwóch mniej znanych Polakom rejonów Pinnistal i Oberinntal. W drodze powrotnej zespół odwiedził również Kaunertal, Oschengarten i Selleraintal.

Dolina Pinnistal (fot. Piotr Kaleta)

Dolina Pinnistal

Na pierwszy rzut poszła położona niedaleko Innsbrucka malownicza dolina Pinnistal. Zespołowi udało się tam poprowadzić trzywyciągowy klasyk Tyrolu o nazwie Männer ohne Nerven (WI5+) oraz Vorhang (WI4+). Männer ohne Nerven to pokonana po raz pierwszy w 1984 roku linia będąca wówczas najtrudniejszym lodospadem w tej części Alp. Główne trudności skupiają się na ponad 30-metrowej pionowej i miejscami przewieszającej się kolumnie znajdującej się na drugim wyciągu.

Andrzej Marcisz na drugim wyciągu Männer ohne Nerven (fot. Piotr Kaleta)

Andrzej Marcisz na drugim wyciągu Männer ohne Nerven

Stanowisko asekuracyjne składało się z czterech starych, ruszających się haków. Kilka małych mechaników na pewno dałoby lepszy komfort, ale ich nie wzięliśmy. Dokręciliśmy tam długą śrubę plus dwie na starcie w kolumnę, która nie była jednak wylana w takim stopniu jak sugerowałyby zdjęcia, które łatwo można wygooglować w necie. Lód był zapowietrzony i tylko kilka śrub udało się wkręcić tak, że byłem z nich zadowolony. Nade mną, zakrywająca widoczność mała przewieszka uniemożliwiała określenie, ile pionu jest jeszcze do zrobienia. Okazało się, że teren powyżej kładł się i szybko doszedłem do miejsca z możliwością założenia „pancernego” stanowiska. Następny wyciąg za WI4 był już stosunkowo prosty i na dodatek dobrze wylany, więc śruby trzymały jak marzenie – mówi Andrzej.

Piotr Kaleta na pierwszym wyciągu Manner...(fot. Andrzej Marcisz)

Piotr Kaleta na pierwszym wyciągu Manner…

Vorhang to z kolei 70-metrowa szeroka połać lodu (w końcu po polsku Vorhang to Kurtyna), która nie poddała się bez walki:

W czasie wspinania ze znajomymi z Podhala przyszło nam doświadczyć uczucia, kiedy kurtyna pęka podczas wbicia czekana. Tego dźwięku się nie zapomina. Mając już podobne przygody w pamięci oraz różne widziane filmy z takich wypadków chcieliśmy się natychmiast wycofać. Po długim rozmyślaniu za i przeciw, zdecydowaliśmy się jednak na wspinanie. Gdzieś na wysokości 50 metrów, przeszedłem jednak pęknięcie, które było jakby kontynuacją obrywu, jaki miał miejsce w grudniu. Piotrek krzyczał z dołu, że czuje jak na stanowisku cały lód dudni przy każdym wbiciu dziabki. Nie mogłem zrobić już nic więcej, jak tylko szybko napierać do góry. Ponad nami, mienił się lód o nazwie Kameleon, jednak baliśmy się kusić los i trawersować w jego kierunku, gdyż było zbyt lawiniasto. Natomiast chwilę wcześniej, Zakopiańczyków zasypała wielka pyłówka, zakończona godzinnymi poszukiwaniami sprzętu.

Renkfälle w całej okazałości

Renkfälle w całej okazałości

Ze względu na wysokie zagrożenie lawinowe Andrzej i Piotr przenieśli się pobliskiego Oberinntalu. Oddalony o jedyne 100 km rejon położony jest na wysokości ponad 2000 metrów, co miało zapewnić niezłe warunki. Dolina słynna jest głównie z imponującej ściany lodu o nazwie Renkfälle. Jak się szybko okazało jej dużym mankamentem jest blisko 800-metrowe podejście z 150-metrową końcówką, które bez rakiet czy skiturów potrafi porządnie zmęczyć. Sam lód, całe szczęście nie narażony na lawiny, ciągnie się na wysokość 170 metrów i oferuje drogi do stopnia WI6+. Andrzej i Piotr zdecydowali się na próbę na Klassischer Renkfälle. 

Zanim dotarliśmy na miejsce, w ścianie było już 6-7 zespołów. Panował silny mróz, przez co lód był bardzo kruchy i przemrożony. Jedyną w miarę bezpieczną dla nas opcją było wbicie się w Klassischer Renkfälle – wyglądający poważnie, a oceniony tylko na WI IV+ tutejszy klasyk. Jak się później okazało, w zastałych warunkach była to całkiem mocna przygoda. Szczególnie, że jest to ściana bardzo stromego lodu bez półek.  

Piotr Kaleta na Klassischer Renkfälle

Klassischer Renkfälle – Piotrek na stanowisku

Na ostatnich metrach wspinania do akcji wkroczył również huraganowy wiatr, który zaczął skutecznie zacierać ślady ścieżek powrotnych. Na szczęście zespołowi udaje się bezpiecznie skończyć drogę i wrócić do schroniska, a szybki rekonesans w rejonach Kaunertal, Oschengarten i Sellereintal w drodze do Polski pozwolił wyznaczyć Andrzejowi kolejne potencjalne cele na następne sezony. Więcej informacji na temat Tyrol Ice Tour oraz obszerna relacja zdjęciowa znajdują się na blogu Andrzeja Marcisza: http://www.archiwum.goryonline.com/blogwpis-6503

Monika Młodecka

Salewa PR

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn