Piotr Cholerzyński: bez tytułu

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 12 listopada 2013 11:37

Barszczyk z uszkami był bardzo smaczny, ale smaczniejsze od wilijnej kolacji mogą być tylko już Tatry! Jutro w końcu czeka mnie upragniony wyjazd na grań Zachodnich Tatr!

Tradycyjnie ruszam z peronu Włoszczowa Północ, będąc w drodze do Krakowa zastanawiam się jaką tym razem przygodą obdarzą mnie Tatry?

Kraków wita i znów tradycji staje się za dość, bo czeka mnie postój na dworcu PKP w postaci pięciu bitych godzin. Po części ten czas poświęcam na rozważania o liberalizmie, moim zdrowiu, o księdze Goetii i występujących tam 72 demonach, a o reszcie moich rozważań lepiej nie będę pisał…

Na dworcu obowiązuje „rygor” jak to mają do siebie demokratyczne kraje, czyli jak nie kupię biletu to mnie wygonią z dworca. Po dłuższym namyśle nie kupuje, „prawo stoi za mną” oraz czekan i moje twarde buciki, które są niczym ze stali wykute. Ale jednocześnie umierając z nudów, myślę o kontrolowanej prowokacji ochroniarzy, aby mieć odrobinę rozrywki.

Pomysł odchodzi w dal, gdyż poznaję fajnego dziadka, który jedzie do domu drugi dzień – kabareciarz, z tego żyje. I tak na wspólnej rozmowie przez trzy kolejne godziny miło upływa obojgu nam czas.

Zakopane, godzina 8:30. Poznaje Jana – nowego kompana w góry. Po krótkim przywitaniu ruszamy ostro w góry! Czyli do Kuźnic po bilecik, aby wjechać na Kasprowy… ha ha. Aż my wspaniali turyści.

Wjeżdżamy kolejką na Kasprowy, tam robimy prawdziwą furorę jako dobrze wyposażeni turyści. Stajemy się obiektem fotografowania wielu „polskich Japończyków”. Z Kasprowego idziemy na przełęcz Liliowe, gdzie kończy się i zaczyna grań Tatr Zachodnich. No i jak to lubił mawiać mój były instruktor nauki jazdy z kategorii B:

– No to suniemy młody.

Oczywiście niczego mnie nie nauczył, ale prawko zdałem w miarę bezproblemowo.

Dziś za cel na aklimatyzację stawiamy sobie dojście do Tomanowej przełęczy, więc dość ambitnie. Ruszamy, przed sobą widzimy daleko Goryczkową Czubę, gdzie kilka osób na jej stokach zimą źle kończyło.

Widzimy wyraźne ślady na grani przed nami, więc mamy nadzieję, że ktoś szlak przecierał. Po kilkudziesięciu minutach stajemy przed Goryczkową, ślady idą granią i szlakiem letnim, czyli trawersem po lewej stronie Czuby.

Idziemy trawersem, śnieg niezwiązany, pomimo, że miejscami jest go nie za dużo, to możliwość polecenia z tzw. deską jest momentami całkiem spora.

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn