Biegiem do zimy, czyli Tatrzański Bieg pod Górę

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 21 października 2013 12:28

Październikowy bieg na Kasprowy Wierch (Polartec® Alpin Sport Tatrzański Bieg pod Górę) to bieg w stylu alpejskim o długości 8,2 km z przewyższeniem 1070 m, w scenerii wysokogórskiej, która zapewnia uczestnikom niepowtarzalne wrażenia. Bieg, w którym chce wziąć udział  każdy biegacz górski i wreszcie finał górskiej ligi Montrail. Oprócz czołowych polskich biegaczy górskich spotkać tu można wiele nietuzinkowych postaci związanych z górami: himalaistów, wspinaczy, ratowników. Ludzi, dla których mierzenie się z własnymi słabościami jest stylem życia.

Panorama ośnieżonych tatrzańskich szczytów (fot. Ilona "Księżniczka" Łęcka)

Panorama ośnieżonych tatrzańskich szczytów (fot. Ilona „Księżniczka” Łęcka)

***

Cechą charakterystyczną biegów górskich jest ścisła zależność wyników sportowych od panujących na trasie warunków atmosferycznych. W tym roku już na kilka dni przed biegiem można było spodziewać się, że będą one surowe i wymagające. W wysokich partiach stok Kasprowego pokryła dwudziestopięciocentymetrowa warstwa śniegu; w połączeniu z ciągłym zachmurzeniem i opadami oraz ujemną temperaturą w dniach poprzedzających start, dawało to ekstremalną wizję biegu.

W piątek po południu w siedzibie organizatora rejestrowano zawodników oraz wydano im pakiety startowe. Wystartowały 342 osoby – nieco więcej niż przewidywali organizatorzy. Limit zgłoszeń został wyczerpany już pół roku wcześniej, kilka dni po rozpoczęciu zapisów. Rejestracja przebiegała sprawnie, a prognozy jednoznacznie potwierdziły słońce w dniu biegu.

Start biegu na Kasprowy (fot. Polartec)

Start biegu na Kasprowy (fot. Polartec)

biegnakasprowy-(149)

W sobotni poranek rejon Ronda Kuźnickiego już od godz. 8:00 zdominowany został przez biegaczy. Zdezorientowani turyści nie mogli znaleźć dla siebie miejsca na chodnikach. Rejon startu wypełnili rozgrzewający się i naładowani energią zawodnicy. Słońce i rześkie, górskie powietrze były dla nich doskonałym sprzymierzeńcem. Wiadomo było jednak, że na górze jest śnieg i -6 °C, zatem większość startujących wybrała cieplejszy ubiór; tylko nieliczni, głównie czołowi zawodnicy, zdecydowali się na  krótkie spodenki.

Na trasie (fot. Ilona "Księżniczka" Łęcka)

Na trasie (fot. Ilona „Księżniczka” Łęcka)

Godz. 10:00. Szybka weryfikacja i start. Początkowe dwa kilometry to spokojny podbieg po asfalcie. Po niecałych dwóch kilometrach wszyscy defilują pod siedzibą Dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego (dzięki uprzejmości której odbywa się ten bieg), a następnie wbiegają na zielony szlak prowadzący na Kasprowy. Kolejne kilometry to kamienista droga, o nieco większym nachyleniu. Zmienne nachylenie wymusza nieustanną weryfikację narzuconego tempa – bardziej strome odcinki odbierają siły, niektórzy przechodzą do marszu. Po czterech i pół kilometra nachylenie nieco odpuszcza i wszyscy starają się nadrobić cenny czas.

Przed Myślenickimi Turniami zdarzają się krótkie, płaskie odcinki, które niczym cisza przed burzą usypiają czujność i koncentrację, stwarzają pozory, że będzie łatwo. Jednak po minięciu przesiadkowej stacji kolejki teren zaczyna się wznosić. Kolejne zawijasy szlaku charakteryzują się już całkiem sporym nachyleniem. Ci biegacze, którzy nie oszczędzali sił na wcześniejszym odcinku, zmuszeni są  w tym miejscu przejść do marszu. Przy tej stromiźnie pokonywanie kolejnych metrów szybkim marszem jest niewiele wolniejsze niż podczas biegu.

Dwa i pół kilometra przed metą pojawia się śnieg, najpierw w postaci szronu, potem lekkiej twardej pokrywy, potem jest go już coraz więcej. Końcowe dwa kilometry to strome podejścia, gdzie szybko narasta wysokość i jest coraz więcej śniegu. Jego głębokość i sypkość powoduje, że w grę wchodzi jedynie szybki marsz. Stopy ślizgają się na boki, wybijając z równowagi. Konsystencja śniegu powoduje, że ani kolce, ani żadne inne wymyślne patenty nie pomogą. Wąska wydeptana ścieżka i głęboki śnieg po bokach powodują, że wyprzedzanie jest niemal niemożliwe, a w przypadku próby wykonania wymaga znacznego spręża.

Śnieg nie ułatwiał biegu... (fot. Ilona "Księżniczka" Łęcka)

Śnieg nie ułatwiał biegu… (fot. Ilona „Księżniczka” Łęcka)

Przed szczytem panują warunki zimowe, jest kilka stopni poniżej zera, wieje wiatr, który silnymi podmuchami potrafi wybić z rytmu. Z drugiej strony, wiatr jest też sprzymierzeńcem, ponieważ wywiewa sporo śniegu i na niektórych odcinkach odsłonięte kamienie pozwalają stawiać długie kroki. Jednak większość to rozdeptany,  sięgający kostek śnieg. Stawianie stóp na takim podłożu wymaga sporo uwagi i precyzji, a co jakiś czas zdarzają się potknięcia i poślizgi, które dodatkowo odbierają siły. Gdy wyłania się górna stacja wyciągu narciarskiego, od mety dzieli zawodników tylko  400 m, ale w dziwny sposób dłużą się one niemiłosiernie.

Ostatnia prosta (fot. Polartec)

Ostatnia prosta (fot. Polartec)

biegnakasprowy-(182)

Końcowy odcinek  to strome podejście na szczyt Kasprowego. Głośny doping zgromadzonych na szczycie kibiców skutecznie mobilizuje do urwania jeszcze kilku sekund. Wreszcie meta, możliwość wyrównania oddechu, rozprostowania pleców i podziwiania  przepięknej panoramy ośnieżonych i skąpanych w słońcu tatrzańskich szczytów.

Pierwszy na szczyt, po 53 minutach i 2 sekundach od startu dotarł  Daniel Wosik, który wygrał również w kategorii wiekowej (M 30)  oraz  Montrail Ligę. 40 sekund po nim na szczycie stanął Kamil Jastrzębski, następny był Lucjan Chorąży.

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn