Artur Hajzer i jego dzieła

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 31 października 2013 16:01

Dla Artura było pięć powodów wyjścia z domu: wyjazd w góry, wyjście do pracy, wizyta u lekarza (uwielbiał się badać i leczyć), spacer z psem oraz trening, czyli przygotowanie do następnej wyprawy. I to koniec. Oczywiście góry i praca były z tych pięciu powodów najważniejsze. Poza nimi, gdyby w ogóle nie musiał wychodzić z domu, to by tego nie robił. Był maksymalnym domatorem – mówi Izabela Hajzer, wdowa po himalaiście. Temu domatorowi udało się zdobyć siedem ośmiotysięczników, w tym jeden zimą, powołać do życia dwie, swojego czasu topowe, marki outdoorowe, stworzyć program Polski Himalaizm Zimowy i być przy tym ojcem i mężem.

Artur Hajzer na szczycie Makalu, rok 2011 (fot. Adam Bielecki)

Artur Hajzer na szczycie Makalu, rok 2011 (fot. Adam Bielecki)

Artur Hajzer zginął 7 lipca w trakcie odwrotu z Gasherbrumu I, na który wspinał się wraz z Marcinem Kaczkanem. Iza Hajzer przyznała, że każdy z nas znał jakąś twarz Artura. Jedną lub kilka. 51 lat jego życia to jednocześnie różne twarze zarówno himalaizmu, jak i branży outdoorowej – w obu dziedzinach był liderem. Kierownikiem. W obu stworzył dzieła, które przejdą do historii.

Artur – himalaista 

Artur Hajzer urodził się 28 czerwca 1962 roku w Zielonej Górze. 14 lat później mierzył się już z tatrzańskimi ścianami w ramach Harcerskiego Klubu Taternickiego. To tutaj zdobył przydomek „Słoń”. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że zawsze był mocno zbudowany. – Całe życie walczył z bardzo dużą skłonnością do tycia. Chudł właściwie tylko wtedy, gdy trenował i nie jadł. Do tego darzył ogromną miłością słodycze. Nie wiem, po kim to miał, być może po ojcu, którego nie poznałam, bo umarł, jak Artur miał 20 lat. Matka jest szczupła – mówi Iza.

Artur Hajzer oraz Marii Odile i Vincent Fine z Francji w bazie pod południową ścianą Lhotse, rok 1985 (fot. arch. Janusz Majer)

Artur Hajzer oraz Marii Odile i Vincent Fine z Francji w bazie pod południową ścianą Lhotse, rok 1985 (fot. Janusz Majer)

„Słoń” szybko zaczyna się wybijać także w Katowickim Klubie Wysokogórskim. Jego kariera himalajska łączy się wkrótce z najwybitniejszymi – nastaje „złota era” polskiego himalaizmu. W 1986 roku wraz z Jerzym Kukuczką wchodzą na Manaslu nową drogą, północno-wschodnią ścianą i wschodnią granią. W 1987 roku z tym samym partnerem dokonują pierwszego zimowego wejścia na Annapurnę. Latem tego samego roku wytyczają nową drogę na zachodniej grani Sziszapangmy. Rok później, także w towarzystwie Kukuczki, wytyczają nową drogę na Annapurnie Wschodniej.

Pod Shishapangmą, rok 1987: Ryszard Warecki, Janusz Majer, Jerzy Kukuczka, Artur Hajzer (fot. arch. Janusz Majer)

Pod Shishapangmą, rok 1987. Od lewej: Ryszard Warecki, Janusz Majer, Jerzy Kukuczka, Artur Hajzer (fot. arch. Janusz Majer)

Artur Hajzer w drodze na Shishapangmę (fot. arch. Janusz Majer)

Artur Hajzer w drodze na Shishapangmę (fot. Janusz Majer)

W 1989 Artur był głównym organizatorem akcji ratunkowej po lawinie pod Mount Everest, dzięki której udało się sprowadzić jedynego ocalałego Andrzeja Marciniaka – za tę akcję otrzymał nagrodę „Fair Play” Polskiego Komitetu Olimpijskiego. W latach 80. dwukrotnie otrzymał Złoty Medal „Za Wybitne Osiągnięcia Sportowe”.

Ratownicy z Andrzejem Marciniakiem, w tle płn. ściana Everestu. Od lewej: Gary Ball, Andrzej Marciniak, Rob Hall, Artur Hajzer. 1989 rok (fot. arch. Artur Hajzer)

Ratownicy z Andrzejem Marciniakiem, w tle płn. ściana Everestu. Od lewej: Gary Ball, Andrzej Marciniak, Rob Hall, Artur Hajzer. 1989 rok (fot. arch. Artur Hajzer)

Artur trzy razy próbował atakować południową ścianę Lhotse, na której ostatecznie w 1989 roku zginął Jerzy Kukuczka. Tu historia Artura-himalaisty na 15 lat staje się historią Artura-biznesmena.

Artur – biznesmen. Alpinus i HiMountain

Z Januszem Majerem spotykam się w siedzibie firmy Mount. Idąc do gabinetu rzucam okiem na otwarte drzwi do hali produkcyjnej, gdzie wciąż szyte są ubrania marki HiMountain. W gabinecie Janusza w albumach leżą zdjęcia z wypraw. Obok komputera – podręczniki do nauki języka chińskiego. Na półkach poradniki biznesowe.

Artur Hajzer na wyprawie na Everest, rok 1989 (fot. arch. Janusz Majer)

Artur Hajzer na wyprawie na Everest, rok 1989 (fot. arch. Artur Hajzer)

W 1985 roku pojechaliśmy na pierwszą wspólną wyprawę. To była południowa ściana Lhotse – opowiada Janusz. – Artur był najmłodszym uczestnikiem w naszym zespole, wszedł zresztą najwyżej. Od tamtego czasu zżyliśmy się bardzo i zaczęliśmy się przyjaźnić – dodaje. Połączyły ich nie tylko góry, ale także biznes, i to właściwie niemalże przypadkiem.

Jest jesień 1989 roku. Obaj jadą na targi ISPO w Monachium w poszukiwaniu sponsorów dla projektu „14 ośmiotysięczników w jeden rok”. Potrzebny jest milion dolarów.

pismo

Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

Wyświetlam 4 komentarze
Dodaj swój komentarz
  1. […] Polski Himalaizm Zimowy i jednocześnie wyprawa na Broad Peak w kontekście historii tragicznie zmar… […]

  2. […] 51-letni Artur Hajzer, pseudonim „Słoń”, zginął 7 lipca, gdy po nieudanym ataku szczytowym na Gasherbrum I wracał do obozu wspólnie z Marcinem Kaczkanem. Zgodnie z wolą najbliższej rodziny jego ciało zostało pochowane pod szczytem. O niezwykłym życiu Artura możecie przeczytać w obszernym artykule „Artur Hajzer i jego dzieła”.  […]

  3. […] – 2015″ to program sportowy Polskiego Związku Alpinizmu, którego pomysłodawcą był Artur Hajzer, zaś kierownikiem honorowym jest Krzysztof Wielicki. Po śmierci Artura Hajzera w 2013 roku, […]

  4. […] życiem i dokonaniami Artura Hajzera można zapoznać się w naszym reportażu. O Polskim Himalaizmie Zimowym i jego sukcesach za czasów Artura można przeczytać TUTAJ. Wywiad […]

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn