Wagonikiem na szczyt Kilimandżaro?

przez Piotr Turkot | Opublikowano 15 lipca 2019 10:52

Zamiast kilkudniowego trekkingu na „Dach Afryki”, turyści dostają się na szczyt kolejką linową w kilka godzin. Nowa atrakcja i łatwe zdobycie szczytu przyciągnie ich o połowę więcej, niż do tej pory – taki pomysł zapalił się w głowach tanzańskich polityków. UIAA i lokalne organizacje górskie alarmują, że taka inwestycja jest niebezpieczna dla zdrowia i życia turystów, niszcząca dla środowiska, a dla przewodników i tragarzy oznacza utratę klientów.

Kilimandżaro, najwyższa, prawie sześciotysięczna góra Afryki, zwana czasem zdrobniale „Kili”, uchodzi za łatwy do zdobycia szczyt. To od niej często zaczynają kolekcjonerzy Korony Ziemi.

Kilimandżaro (fot. adveture24.pl)

Taka opinia powoduje, że każdego roku próbuje ją zdobyć około 50 tysięcy osób. Na szczyt dociera kilkanaście tysięcy z nich. Teraz pojawił się pomysł, żeby liczbę turystów podwoić i zapewnić im wygodne i łatwe dotarcie na szczyt, dzięki wybudowaniu kolejki linowej.

Takie informacje przekazał tanzański polityk Constantine Kanyasu, od 2018 r. wicepremier ds. zasobów naturalnych i turystyki: „Prowadzimy analizy, czy projekt ma szansę zadziałać. Zainteresowanie nim zgłosiły dwie firmy – jedna z Chin i jedna z kraju zachodniego”.

Na ile poważanie Tanzania rozważa budowę kolejki i zrobienie z Kilimandżaro masowej atrakcji turystycznej, ciężko na razie powiedzieć. Pomysł od razu spotkał się jednak z mocnym sprzeciwem Międzynarodowej Federacji Związków Alpinistycznych (UIAA).

W oświadczeniu, wydanym wspólnie z organizacjami afrykańskimi (Mountain Club of South Africa, Confederation of African Mountain Clubs), podkreślają, że budowa kolejki linowej, będzie miała szereg negatywnych konsekwencji.

Kilimandżaro z Barranco Camp (fot. adveture24.pl)

Już teraz wielu turystów wpada w pułapkę „łatwej góry”. „Przygoda życia”, „wyzwanie dla każdego”, „nie tylko dla alpinistów” – reklamują podbój „Dachu Afryki” liczne organizacje turystyczne z całego świata. Faktycznie, zdobycie szczytu nie wymaga umiejętności technicznych, trudnej wspinaczki, posługiwania się sprzętem alpinistycznym – to klasyczny trekking o umiarkowanym nachyleniu. Duże różnice wysokości powodują jednak, że większość zdobywców musi zmierzyć się z chorobą wysokościową (co roku jest kilka przypadków śmiertelnych).

„Wejście na szczyt Kilimandżaro zwykle jest rozłożone na cztery do sześciu dni. Mimo to, spora część atakujących szczyt cierpi na chorobę wysokościową. Jeśli turyści, nieprzyzwyczajeni do dużych wysokości, zostaną wwiezieni na szczyt w ciągu trzech-czterech godzin, jest bardzo prawdopodobne, że znacznie więcej z nich będzie wystawiona na zagrażającą życiu chorobę wysokościową” – alarmuje UIAA, komentując pomysły tanzańskiego rządu.

Oprócz troski o zdrowie i życie turystów, chodzi też o kalkulację stricte ekonomiczną. Podczas gdy – jak wyjaśnia Kanyasu – tanzański rząd myśli o planach biznesowych, potencjalnych inwestorach i zyskach z nowej atrakcji turystycznej, przewodnicy przeliczają pomysł budowy kolejki na liczbę klientów, których mogliby stracić.

„Za jednym amerykańskim zdobywcą szczytu stoi czasem piętnaście osób – 13 tragarzy, kucharz i przewodnik” – wylicza Loishiye Mollel, szef organizacji tanzańskich przewodników.

Łącznie na Kilimandżaro i pobliskim szczycie Meru pracuje około 20 tysięcy lokalnych przewodników i tragarzy. W ubiegłym roku przychody z turystyki w Tanzanii wyniosły 2,43 mld dolarów.

„To „przyspieszone” zdobywanie Kilimandżaro wpłynie na całą społeczność alpinistyczną, przewodników i tragarzy, którzy żyją z prowadzenia grup na szczyt. Spowoduje też, że odwiedzający nie będą mieli poczucia satysfakcji ze zdobycia szczytu” – zaznacza w swoim oświadczeniu UIAA.

Kilimandżaro to nazwa całego masywu w Tanzanii, przy granicy z Kenią. W jego skład wchodzą trzy wierzchołki: Kibo (5895 m n.p.m.) – z Uhuru Peak, najwyższym punktem na krawędzi krateru; Shira (3962 m n.p.m.) i Mawenzi (5149 m n.p.m.). Na szczyt prowadzi główny, komercyjny szlak – Marangu Route, ironicznie nazywany Coca-Cola Route. Około tysiąc metrów pod szczytem, na wysokości 4730 m n.p.m. działa popularne, zatłoczone schronisko Kibo Hut.

Barbara Suchy
Źródło: Reuters; UIAA; foto: adventure24.pl

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn