Marek Kamiński kontynuuje proekologiczną podróż wgłąb Azji

przez Michał Gurgul | Opublikowano 10 czerwca 2018 12:51

Marek Kamiński z końcem maja rozpoczął swoją wyprawę przez Azję. Trasę liczącą około 13000 km, słynny polarnik i podróżnik ma zamiar pokonać samochodem elektrycznym marki Nissan. Zostawiając za plecami Petersburg, Marek odwiedził następnie rosyjską stolicę. Jego dalsza trasa wiedzie wgłąb Azji.

Marek Kamiński i jego elektryczny samochód przed Muzeum Narodowym w Warszawie (fot. FB Marek Kamiński)

Marek Kamiński jest jednym z najlepiej znanych i popularnych podróżników w Polsce. Na swoim koncie ma już wiele wyjątkowych wyczynów, poczynając od wypraw na bieguny polarne, a kończąc na wędrówce wokół Tatr, która stanowiła swojego rodzaju prolog do realizacji dalszych planów w duchu No Trace.

Wnętrze pojazdu przygotowane do długiej podróży (fot. FB Marek Kamiński)

Po 9 miesiącach intensywnych przygotowań Marek Kamiński wyruszył na swoją kolejną wyprawę – podróż do Japonii samochodem elektrycznym, o której pisaliśmy już wcześniej. Podróżnik odwiedził Petersburg i Moskwę, gdzie propagował swoją ideę No Trace. Po spotkaniu z dziennikarzami i naładowaniu baterii w rosyjskiej stolicy Marek wyruszył w dalszą drogę wgłąb Azji, w kierunku Irkucka, nad jeziorem Bajkał oraz granicy Mongolii. Dokładny przebieg trasy można prześledzić na stronie traveler.sharemap.org, a bieżącą relację na swoim facebookowym fanpage’u prowadzi sam podróżnik.

Ekologiczne kontrowersje

Jak pisze Marek Kamiński:

Wyprawa No Trace Expediton rozpoczęła się w miejscu, w którym zapoczątkowana została idea podróżowania No Trace – bez pozostawiania negatywnych śladów w otoczeniu, a jedynie pozytywnych śladów w ludzkich umysłach. Chociaż podróżowanie przyjazne dla otoczenia towarzyszy mi od zawsze, to właśnie od No Trace Tatra postanowiłem szerzyć ten styl podróżowania i pokazywać, jak w nowoczesny, a przede wszystkim rozsądny i świadomy sposób, można eksplorować najbardziej odległe zakątki świata, jednocześnie żyjąc w zgodzie z naturą.

Sam zamysł wydaje się więc raczej szlachetny. W końcu samochody towarzyszą ludzkości od ponad wieku. Wykorzystujemy je chętnie – zarówno na co dzień, jak i podczas wakacyjnych podróży, a mając świadomość wyczerpujących się zasobów nieodnawialnych źródeł energii i rosnącego zanieczyszczenia środowiska, do którego niewątpliwie przyczyniają się samochody – szukamy nowych rozwiązań.

W ostatnich latach coraz bardziej realną alternatywą dla samochodów wyposażonych w silniki spalinowe, stają się auta z napędem elektrycznym. Ich zwolennicy utrzymują, że koszt ekologiczny używania takiego samochodu jest dużo niższy niż w przypadku tradycyjnej technologii. Jednak słychać również głosy krytyki.

Przeciwnicy napędów elektrycznych uważają, iż koszty produkcji (również te ekologiczne) dużych baterii potrzebnych do zasilania elektrycznych silników są znaczne, a i sama energia z gniazdka może pochodzić z różnych źródeł, nie zawsze pozytywnych dla środowiska. Trudno jest jednoznacznie określić jak duży wpływ na środowisko naturalne ma łączny proces produkcji, użytkowania i złomowania samochodów elektrycznych w stosunku do tradycyjnych.

Wydaje się, że jest to kwestia ewolucji. Ludzkość będzie prawdopodobnie stopniowo dochodzić do nowych, lepszych rozwiązań. Jak często bywa – na drodze prób i błędów. Patrząc z tej perspektywy, można powiedzieć, że wyprawa Marka Kamińskiego, niezależnie od jej faktycznego wpływu na środowisko, podnosi świadomość problemów ekologicznych i pobudza dyskusję.

„Kiedy wjeżdżałem do Moskwy nad Kremlem pojawiła się tęcza – może to dobry znak przed dalszą drogą przez Rosję do Irkucka, nad Bajkał i dalej do Mongolii” – relacjonuje podróżnik (fot. FB Marek Kamiński)

Michał Gurgul
źródło: marekkaminski.com, FB MarekKaminskiExplorer

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn