Marzenia się spełniają – Bellavista dla Łukasza Dudka i Jacka Matuszka

przez Administrator | Opublikowano 17 sierpnia 2015 12:32

Łukasz Dudek i Jacek Matuszek nie odpuszczają. Na fali ostatniego sukcesu w szwajcarskim Rätikonie, zespół Alpine Wall Tour przeniósł się w Dolomity, by przełamać lody z imponującą północną ścianą Cima Ovest di Lavaredo. W ramach zapoznania, ich pierwszym celem stała się słynna Bellavista.

Chwila dla reporterów (fot. Wojtek Kozakiewicz)

Chwila dla reporterów (fot. Wojtek Kozakiewicz)

Próby na ostrej skale Kirlichspitze zebrały swoje żniwo w postaci spuchniętych palców i ran na opuszkach, dotkliwych do tego stopnia, że skutecznie zatrzymały one Jacka w drodze po sukces, przepuszczając przez kolejne wyciągi Silbergeiera jedynie Łukasza. Dzień odpoczynku pozwolił na zebranie sił, prześledzenie pogody i podjęcie decyzji. Dolomity! Po przyjeździe na parking pod schroniskiem Aurozno, słowa Stefana Glowacza zachwycającego się surowym, oderwanym od reszty świata klimatem Rätikonu nabrały zupełnie nowego znaczenia:

Już z samego rana było nam dane odczuć kontrast pomiędzy naszą nową lokalizacją, a niedawno opuszczonym Rätikonem. Wstajemy o 06:00 rano, by kwadrans później być świadkami, jak obsługa parkingowa drze się na każdego, kto śpi przy samochodzie, a nie daj Boże w namiocie. Ruch jak przed otwarciem supermarketu.

Wychodzimy ścieżką pod nasz cel podróży, nieświadomi tego, co za kilka godzin będzie się tu działo. W resta dwa dni później mamy okazję przyjrzeć się temu zjawisku z bliska. Jedząc śniadanie widzimy, jak w naszą stronę zaczyna napływać rzeka samochodów. W ciągu kwadransa parking wypełnia się około setką aut. Pośpiesznie odkładamy talerze ze śniadaniem, by przepchnąć plecaki bliżej bagażnika. Mamy wrażenie, że przyjezdni rozjechaliby nawet człowieka. ‚Stonka’ – szybko określamy to zjawisko. Towarzyszy nam ono każdego ranka.

Ekspozycja (fot. Wojtek Kozakiewicz)

Ekspozycja (fot. Wojtek Kozakiewicz)

Cel zespołu mieści się na zachodnim z trzech głównych szczytów tworzących masyw Tre Cime di Lavaredo. Zachodnia „Cima” swą sławę zawdzięcza nie tylko lokalizacji, ale też przecinającemu jej północną ścianę największemu okapowi w Alpach. W latach 90. ta charakterystyczna formacja zainspirowała jedną z najznamienitszych postaci w historii wspinania, Alexandra Hubera, który rozpoczął prace nad pierwszą klasyczną linią forsującą masywne przewieszenia.

Zimą 1999 roku Niemiec wytyczył drogę podczas samotnej wspinaczki, a dwa lata później udało mu się ją uklasycznić. Bellavista (8c, 500 m) oprócz bycia pierwszą tak trudną propozycją w alpejskiej ścianie z fizycznego punktu widzenia, szybko zaczęła być określana mianem wyzwania przede wszystkim mentalnego. Potwierdził to nie tylko sam autor, opisując kluczowy wyciąg drogi jako „najstraszniejszy w swojej karierze”, ale również kolejni pogromcy linii. Huberowi nie przeszkodziło to jednak w powrocie na Cima Ovest sześć lat później i dokonaniu kolejnego spektakularnego wyczynu w postaci przejścia drogi Pan Aroma (8c, 500 m).

Łukasz:

Widok północnej ściany wywołuje dreszczyk emocji. Jest ona naprawdę imponująca. Podjęliśmy decyzję, że na razie na warsztat weźmiemy Bellavistę. Przede wszystkim jest ona łatwiejsza, dzięki czemu będziemy mogli przyzwyczaić się do bardzo powietrznego i lotnego charakteru tego miejsca. Pierwszego dnia chcieliśmy przewspinać pięć wyciągów do okapów, a jak będzie czas to także ten najtrudniejszy. Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po skale, więc nie chcieliśmy za dużo na siebie nakładać. Po dotarciu pod start drogi zauważyliśmy, że na kluczowych dwóch wyciągach i dojściowych do nich wiszą poręczówki. Zaoszczędziło nam to sporo roboty, bo Wojtek od razu mógł nas bez problemów kręcić.

Pierwszy wyciąg o trudnościach 7b jest bardzo moralny. Do asekuracji, podobnie jak na całej drodze, służą głównie haki. Niektóre są solidne, niektóre zgniłe i ruszające się w palcach. Odległości między nimi jak w Teplicach. Skała zdradliwa, niby lita, ale niespodziewanie potrafi się urwać. Kolejne wyciągi o trudnościach 6c+, 6a+, 7a i 7a+ są już „normalne”. Tego dnia mieliśmy okazję po raz pierwszy zmierzyć się z kluczowym odcinkiem – słynnym trawersem w dachu, oryginalnie wycenionym przez Hubera na 8c. Z czasem ponoć przybyło haków, więc teoretycznie powinno być łatwiej rozpoznać teren. Jeszcze przed startem powiedziałem Jackowi, że spełniłem już znacznie więcej niż moje marzenia. W czasach, gdy powstawała Bellavista, czytając kulisy pracy nad drogą, w snach nie sięgałem aż tak daleko…

Łukasz na prowadzeniu (fot. Wojtek Kozakiewicz)

Łukasz na prowadzeniu (fot. Wojtek Kozakiewicz)

Pierwszy kontakt z linią uświadomił zespołowi, jak bardzo ich przedramiona odzwyczaiły się od przewieszeń. Spontaniczną decyzję o przeniesieniu się w Dolomity poprzedzały bowiem intensywne przygotowania pod palczastego, płytowego Silbergeiera.

Trzeba zaznaczyć, że na drodze ogromną rolę odgrywa też aspekt psychiczny. Podczas pierwszych prób przestrzeń paraliżowała ruchy, a świadomość, że przelotami są same haki nie dodawała otuchy. Drugiego dnia wyszliśmy z zamiarem wspinania się po dwóch najważniejszych wyciągach: 8b+ i 8a. Podchodzimy do nich po poręczówkach.

Kluczowy wyciąg można podzielić na dwie części: pierwsza jest raczej boulderowa i w okolicach 8a+ – 8b, druga to wytrzymałościowe wspinanie za ok. 8a+ przedzielone średnim restem. Poczynamy sobie coraz swobodniej, udaje mi się urobić wyciąg z jednym blokiem. Jacek zaczyna się irytować, że puchnie w zaskakującym tempie. Szpon jest, ale tutaj potrzebne jest co innego. Wyciąg za 8a okazał się natomiast miłym zaskoczeniem: z pewnością nie zasługuje na swoją wycenę, zgadzamy się, że 7c bardziej do niego pasuje.

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn