Bieg Ultra „Granią Tatr” – oczami zawodnika

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 28 sierpnia 2013 14:02

Tak naprawdę mój Bieg Ultra „Granią Tatr” zaczął się w momencie gdy dowiedziałem o jego organizacji, czyli mniej-więcej jesienią ubiegłego roku. Na początku było to tylko takie mówienie, że dobrze by było wystartować, że taki bieg w Polsce jest po raz pierwszy, z czasem decyzja się krystalizowała, wreszcie została podjęta. Wtedy zacząłem myśleć, że łatwo nie będzie i faktycznie miałem rację.

Podszedłem do biegu najbardziej wyluzowany, jak tylko się dało – nie patrzyłem na mapę. Pomyślałem, że skoro ma być tyle różnicy wzniesień, to nie ma sensu kalkulować, tylko trzeba zastosować metodę powoli, ale do przodu. Nie miałem żadnego „komputera pokładowego” typu Garmin lub Suunto, czy też innego wynalazku, bo te jak najbardziej służą do efektywnego treningu, ale przetrwać na trasie i tak by nie pomogły… Wydaje mi się, że to podejście było sensowne, bo skutkowało ukończeniem biegu, i to na wysokiej 38. pozycji.

Bieg Ultra "Granią Tatr"

Bieg Ultra „Granią Tatr” (fot. Piotr Dymus)

Wstałem o 2:30, tak aby dojechać z miejsca zakwaterowania do miejsca startu, który wyznaczony był na różne godziny w zależności od grupy przyporządkowania. Każda z grup liczyła 50 osób i startowały od godziny 4:00 co 10 minut. Ja byłem przyporządkowany do grupy nr 2 i ruszyłem o godzinie 4:10 z Siwej Polany, ubrany w długi rękaw, tank oraz kurtkę.

W plecaku miałem wszystkie wymagane przez organizatora rzeczy, wraz z czołówką na głowie, aby oświetlać ciemną jeszcze o tej porze trasę. Oprócz rzeczy wymaganych przez organizatorów, miałem prowiant na cały bieg czyli, osiem żeli energetycznych, sześć krówek, dwie paczki sezamków i dwa banany.

Było przyjemnie chłodno i sucho – wymarzona pogoda dla biegaczy. Po około 2 km, wraz z końcem asfaltu na drodze na Polanę Chochołowską, rozgrzawszy się wystarczająco, zdjąłem kurtkę i kontynuowałem lekki trucht, cały czas pnąc się w górę.

Na Polanie Chochołowskiej można było już zgasić czołówkę i kontynuować podbieg na Grzesia (1652m n.p.m.). Na szczycie Grzesia musiałem się na chwilę zatrzymać, aby móc podziwiać piękny wschód słońca, który udało mi się uwiecznić zdjęciem „z ręki” moim telefonem.

Wschód słońca (fot. Tomasz Gorszko)

Wschód słońca (fot. Tomasz Gorszko)

Cały czas biegłem wraz z moim kolegą Dawidem, który zwykle osiągał podobne rezultaty i razem nastawialiśmy się na czas w okolicach 15 godzin. Kolejne szczyty Rakoń i Wołowiec osiągnęliśmy dość szybko, a zbieg z Wołowca dostarczył trochę emocji ze względu na dość dużo luźnych kamieni, ale nie było tak źle, jak zapowiadano podczas obowiązkowej odprawy dnia poprzedniego.

Podczas podejść szedłem dość szybko, natomiast zbiegałem trochę wolniej, tak więc Dawid zwykle mnie wyprzedał i na przełęczach meldował się jako pierwszy. Podejście na Jarząbczy Wierch skończyłem około 2 minuty przed nim, nie przejmując się tym zbytnio. Byłem przekonany, że już na przełęczy pod Starorobociańskim Wierchem znowu mnie dogoni – tak się jednak nie stało. Od tego momentu biegłem już w towarzystwie co rusz to innych osób przyczepiając się do kogoś lub ktoś przyczepiał się do mojego pociągu.

Najwyższy punkt biegu (2172m n.p.m) osiągnąłem w bardzo dobrej dyspozycji, zaczynając zbieg w kierunku Ornaka, który nazwałem wielkim kamiennym kopcem kreta :-).

W okolicach Ornaka wyciągnąłem telefon aby dać pierwszą relację z biegu, którą można było śledzić na facebookowej stronie mojego sklepu https://www.facebook.com/TrailRUNpl?ref=hl – w tym miejscu od razu dziękuję za liczne kibicowanie i trzymanie kciuków za udaną misję Grań Tatr!

Miałem w tamtym miejscu doczepioną do siebie grupę około sześciu osób i przez moment zdekoncentrowany rozmową nie byłem pewien czy biegnę dobrą trasą – przede mną nie było nikogo. Zapytałem więc osoby biegnące za mną czy dobrze biegniemy, czy było jakieś rozwidlenie, a oni na to, że biegną za mną…

Bieg Ultra "Granią Tatr" (fot. Piotr Dymus)

Bieg Ultra „Granią Tatr” (fot. Piotr Dymus)

Gdybym się wtedy pomylił, miałbym na sumieniu dodatkowe kilometry kilku osób, ale po mniej więcej 5 minutach dotarłem do miejsca gdzie znajomy Toprowiec Władek Wroniewicz potwierdził, że biegniemy dobrze, życząc na powodzenia.

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn