Górami Polski. Moja Compostela – relacji część pierwsza

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 16 maja 2013 10:28

Pierwszy dzień okazał się obfitujący w cały wachlarz atrakcji. A zaczęło się spokojnie. Kolega (Johnny Wasilewski), u którego nocowałam we Wrocławiu, odstawił mnie pod dworzec, skąd przejął mnie Arek Lipin, redaktor naczelny „Gór Izerskich”. Pojechaliśmy razem pod Śleżę, która w ten piękny, upalny dzień jawiła się na horyzoncie niczym japońska Góra Fidżi.

Dotarliśmy do Przełęczy Tąpadła, na której szczęśliwie nie padłam, a wręcz poderwałam plecak i ruszyłam w drogę. Arek odprowadził mnie. Wybrałam szlak opisywany jako skałkowy – trudny i ciekawy. Faktycznie, napotykane rumowiska kamieni oraz wychodnie skalne prezentujące widok na docelowy szczyt, napawały mnie radością.

Po wdrapaniu się na kamienną wieżę widokową, ustawioną w najwyższym punkcie, ogłosiłam zdobycie 1/29 – pierwszego z 29 planowanych masywów. Ślęża to miejsce pradawnego kultu pogańskiego. Świadczą o tym odnalezione przez archeologów liczne kręgi kamienne, rzeźby itp. Istnieją podejrzenia, że pojawiały się tam czarownice. Tak więc, góra to idealna na początek wędrówki takiej czarownicy jak ja.

1/29 Ślęża! Piękny dzień ns dobry początek (fot. Ewelina Domańska)

1/29 Ślęża! Piękny dzień ns dobry początek (fot. Ewelina Domańska)

Schodząc do Sobótki zahaczyłam o górę Wieżycę z bardzo urodziwą wieżą. Dodam, że w masywie znajduje się także góra Radunia – kolejne gdańskie odniesienie.

W Sobótce, chwilę po odwiedzeniu cudami słynącej rzeźby św.Anny, stanęłam na drodze aby złapać autostop. Mogłabym tu długo opowiadać o ludziach, których wówczas spotkałam. Była to rewelacyjna przygoda. Jechałem siedmioma autami, a ostatnim był 40-tonowy tir!

Góry Izerskie

W Szklarskiej Porębie wysiadłam wieczorem i postanowiłam od razu udać się w góry na nocleg. Pierwsze miały być Góry Izerskie. Zapowiadała, jeszcze przed wyprawą, że dopuszczam różne modyfikacje planowanych przejść. Nie mogąc zdecydować się na optymalny wariant pokonania „Izerów”, wprowadziłem zmiany. Zamiast startować z samego zachodu postanowiłam przejść „pod prąd” Głównym Szlakiem Sudeckim, czyli ku zachodowi, po czym „odbić się” od granicy z Czechami i skierować się na wschód.

Wyruszyłam dziarskim krokiem ku Wysokiemu Kamieniowi. Zachwyty nad piękną pogodą skończyły się po ok. 40 min, gdy w połowie wysokości oslepił mnie błysk pioruna. Do tej pory bagatelizowałam słyszane grzmoty, jednak uznałem, że lepiej uważać. Nie usmiechalo mi się zginąć rażona piorunem już pierwszego dnia Zeszłam niżej, kijki zostawiłam na ścieżce, a sama w kuckach czekałam na koniec burzy. Po ok. 15 min szłam dalej. Na szczycie stało schronisko, zamknięte na 4 spusty. Porobiłam zdjęcia z widokiem na Karkonosze, a następnie robiłam moja małą Norkę na polance.

Dzika noc Nory  Padało i było kompletne zamglenie. Nora skutecznie uchroniła mnie przed mandatem! Że strachu przed strażnikami o 6 byłam już na szlaku (fot. Ewelina Domańska)

Dzika noc Nory Padało i było kompletne zamglenie. Nora skutecznie uchroniła mnie przed mandatem! Że strachu przed strażnikami o 6 byłam już na szlaku (fot. Ewelina Domańska)

Noc minęła mi spokojnie. Po upalnym dniu zasnęłam bardzo szybko. Rano troszkę kapało, kręciły się brzydkie burzowe chmury, brzmiało, a ja szłam na zachód.

Zdobyłam Wysoką Kopę (1126 m) – najwyższy szczyt Gór Izerskich, następnie przedzierałam się przez izerskie torfowiska, by na chwilę przed deszczem dotrzeć do schroniska na Stogu Izerskim. I to był początek ulewy, która trwała do końca dnia. Wahałam się czy iść w tych warunkach na Smrek,Stogu przy granicy z Czechami, ale ostatecznie poszłam. W końcu to tylko pół godziny w obie strony. Wracając błogosławiłam równe izerskie sciezki rowerowe i Arka Lipina red. nacz. Gór Izerskich, który zorganizował mi nocleg w schronisku Orle.

2/29 Wysoka Kopa w Górach Izerskich (fot. Ewelina Domańska)

2/29 Wysoka Kopa w Górach Izerskich (fot. Ewelina Domańska)

Przemoczona dotarłam do Izerskiej Łąki, gdzie zagrałam do Cząstki Gorzystów, aby pstryknąć zdjęcie polany. Chatka urocza, ze ścianą wyłożoną książkami i kominkiem po środku. Ale na mnie czekał ostatni odcinek. Niezła ciekawostka – szlak ponad godzinny imitujacy układ słoneczny w skali 1:1 miliarda. Po drodze spotykałam kamienie obrazujące poszczególne planety. Ale mi się dłużyło od Neptuna do Urana…

Przy Orlu stał zegar słoneczny, mój upragniony cel. Niestety okazało się, że mój pokrowiec „popuszcza”, podobnie jak 10-letni plecak. Ale miałam gdzie się wysuszyć. Dostałam wygodny pokój, wykąpałam się. Wielkie dzięki dla Arka i szefa Orła!

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn