Skitourowa moda. Za karnety dziękujemy!

przez Piotr Turkot | Opublikowano 28 grudnia 2016 13:09

Dawniej nie było innej możliwości. Każdy zjazd na nartach wiązał się z podejściem pod górę. Ale moda na wycieczki narciarskie wróciła – i to ze zdwojoną siłą. Czytając o wyczynach pionierów narciarstwa, można tylko zdejmować czapki z głów. Na ciężkich, długich, drewnianych nartach i o bambusowych kijach pokonywali góry, zaliczając zjazdy, które dziś potrafią przysporzyć kłopotu niejednemu narciarzowi.

Od lat 20 i 30 XX w., kiedy powstawały pierwsze ośrodki sportów zimowych, narciarzy zaczęło przybywać. Stopniowo coraz nowocześniejsze wyciągi i boom na narciarstwo alpejskie zepchnęły słynne narciarskie wyrypy na margines. Narciarska historia zatoczyła jednak koło. Paradoksalnie, tym razem rozwój technologii spowodował, że coraz więcej osób, uciekając z zatłoczonych stoków, zaczyna szukać innych form narciarstwa.

Pierwsze kroki na nartach skitourowych – wycieczka na przełęcz Karb (fot. outdoormagazyn.pl)

Wybór, jaki oferują dziś producenci sprzętu: superlekkie narty, łatwe w obsłudze wiązania, karbonowe buty czy cała gama szerokich desek, dających maksimum radości w puchu, a jednocześnie dość lekkich, by nie umordowały na podejściu – to wszystko zachęca do odstawienia wysłużonych slalomek do szafy i spróbowania czegoś nowego.

Jak to, na nartach pod górę? – takie pytanie jeszcze kilka lat temu było na porządku dziennym, a na trenujących czasem z boku trasy skitourowców narciarze zjazdowi patrzyli jak na szaleńców. Teraz jeśli ktoś pyta, to najczęściej dlatego, że chce się dowiedzieć, jak to działa i samemu spróbować. Zatem kilka słów wyjaśnienia.

O co chodzi?

Skitouring to po prostu górskie wycieczki na nartach, podejścia i zjazdy. Pożegnać się z wyciągami pozwalają narty wyposażone w specjalne, ruchome wiązania i naklejane foki.

Kursy lawinowe (fot. F. Pieradzki)

Cała tajemnica leży w pasie materiału (moherowego, syntetycznego lub innego), który nakleja się na ślizg. Odpowiednio ułożone włoski umożliwiają przesuwanie narty w górę, jednocześnie zapobiegając jej obsuwaniu w dół. Drugim nieodzownym elementem wyposażenia skitourowca są wiązania, które ustawione na tryb chodzenia zostawiają piętę luźną (podobnie jak na biegówkach czy śladówkach). Do zjazdu but wpina się tak, jak w klasycznych wiązaniach narciarskich. Do niedawna część wiązań przypominała te zjazdowe – but wpina się wówczas w ruchomą szynę. Obecnie coraz więcej firm produkuje wiązania „pinowe”, które są dużo lżejsze. Tu but trzymają tylko dwa bolce w przedniej części wiązania (do tego konieczne są buty skitourowe ze specjalnymi wypustkami).

Klasyczne narty skitourowe różnią się od zjazdowych przede wszystkim wagą, bo przy dłuższym podejściu każdy kilogram więcej jest ogromnym obciążeniem dla nóg (doświadczeni skitourowcy liczą już gramy). Mają też nieco inną konstrukcję, taliowanie i szerokość, dzięki czemu są przystosowane do jazdy w nierównym terenie i głębszym śniegu.

Skitourowe oblicza

Skitouring to tak naprawdę pojęcie bardzo szerokie. Możliwości jest dużo. Podstawowa forma to właśnie długie wycieczki narciarskie, składające się z podejść i zjazdów. Początkujący wybierają przeważnie jeden cel, jak np. Przełęcz pod Kopą Kondracką albo Grześ czy Rakoń w Tatrach Zachodnich. Wycieczka składa się wtedy z jednego podejścia, przepięcia sprzętu na szczycie i zjazdu w dół. Ale apetyt rośnie w miarę chodzenia, więc później przychodzi pora na dłuższe wyrypy (mówiąc językiem narciarskich pionierów), trawersy np. od schroniska do schroniska, złożone z kilku podejść i kilku zjazdów.

Tura na Wildes Hinterbergl (3288 m n.p.m.) w Alpach Sztubajskich, Tyrol (fot. Hans Herbig / Tirol Werbung)

Kiedy przenosimy się w teren wysokogórski czy lodowcowy, który wymaga odpowiedniej asekuracji, mówimy raczej o skialpinizmie. Tu nie wystarczają już tylko umiejętności narciarskie. Trzeba wiedzieć, jak bezpiecznie poruszać się po lodowcu czy pokonać skalny uskok lub żleb nienadający się do zjazdu, posiadać odpowiedni sprzęt i umieć go używać.

Wiele osób uprawia tak zwany freetouring, czyli połączenie freeride’u ze skitourami. Świadomie decydują się na szersze i trochę cięższe narty (świetnie nadające się do jazdy w puchu), bo dla nich głównym celem jest zjazd, a nie podchodzenie na nartach. Wybierają krótsze podejścia, które są tylko środkiem do wymarzonego celu.

Inni łapią bakcyla sportowej rywalizacji i idą w kierunku speed touringu czy ski runningu. Tu znaczenie ma każdy gram. Zawodnicze narty są wąskie i ultralekkie (ok. 600 g), buty karbonowe, a w plecaku tylko niezbędne minimum. Liczy się prędkość.

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn