Dlaczego w góry idzie trzydziestoletni facet, który ma dwójkę dzieci? Rozmowa z Anną Wakulik, autorką sztuki “Wasza wysokość”

przez Administrator | Opublikowano 19 listopada 2014 13:50

Jak oddać scenografią surową przestrzeń górską? Różnymi odcieniami bieli. W takiej przestrzeni właśnie oglądaliśmy czterech aktorów sztuki „Wasza wysokość”, której premiera odbyła się w minioną sobotę w Teatrze WARSawy. Jedynie ludzkie postacie na scenie mają inne barwy, w górskim chłodzie gorące są jedynie ludzkie emocje, marzenia i cierpienie.

Jadwiga Jankowska-Cieślak w roli Wandy (fot. Katarzyna Chmura)

Jadwiga Jankowska-Cieślak w roli Wandy (fot. Katarzyna Chmura)

Główna bohaterka – Wanda – wróciła właśnie z wyprawy, podczas której zginął jej partner. Tłumaczy się podczas konferencji prasowej:

WANDA

Czuję się jak Jezus. Państwa to śmieszy. Ale ja nie czuję się jak ten Jezus, którego się czci, tylko jak ten zelżony i pohańbiony. Być może po to tacy ludzie jak my są państwu potrzebni – żeby było na kogo pluć? Jest nieżywy mężczyzna. I jestem ja, żywa. Dzielenie się tym, co stało się na górze, uważam za bezzasadne, bo nizina nie zrozumie wyżyny, a dół nie zrozumie góry. Bałam się. Nie mogłam oddychać. Rzygałam. Popełniłam kilka błędów. Walczyłam. Źle obliczyłam czas. Zepsuł mi się telefon.

Nie czuję się winna.

Zepsuł się.

Źle obliczyłam.

Popełniłam.

I sama będę z tym żyła*.

Z sali padają też brutalne pytania:

Czy zrobiła pani wszystko, żeby nie spadł? Może pani spać? Może pani myśleć? Może pani uprawiać seks? Brzydzi się pani myślą o sobie? Uważa pani, że powinna tam zostać zamiast niego? Jak pani udowodni, że pani żal?

Pytania zadaje dwoje innych bohaterów sztuki – Anny, dziewczyny chłopaka, który zginął na wyprawie oraz od Operatora. Tak zaczyna się historia, której finał będzie tragiczny. Dlaczego właśnie tak?

Aneta Żukowska: Skąd czerpałaś inspiracje do napisania sztuki „Wasza wysokość”?

Anna Wakulik (autorka sztuki “Wasza wysokość”): Pomysł na sztukę został mi podsunięty przez Katarzynę Kalwat. Zadzwoniła pewnego dnia i powiedziała, że chciałby wyreżyserować coś co ja napiszę, a co dotyczy alpinistów, himalaistów, wspinaczy i generalnie sportów ekstremalnych.

Kiedy to było?

W marcu ubiegłego roku.

Czyli bezpośrednio po głośnych wydarzeniach dotyczących zimowej wyprawy na Broad Peak?

Właściwie tak, nawet w trakcie. Na pewno jeszcze przed śmiercią Artura Hajzera. To były inspiracje wydarzeniami, które przyszły do nas z rzeczywistości, ale mnie interesowało nie tyle to, co się dzieje w mediach na ten temat, tylko zaplecze rodzinne, psychologiczne, socjologiczne środowiska wspinaczkowego. Jak to wygląda poza tym, co widzimy w mediach, poza oficjalnymi wypowiedziami, jakie są konstelacje i układy rodzinne, jak wyglądają prywatne motywacje, skąd się to bierze, dlaczego tam idą, co jest tą chęcią, imperatywem? Czy na przykład w czymś im przeszkadza nizinne życie, czy jest to forma ucieczki od tej codzienności?

I jakie wnioski?

Wnioski różnorakie, nie ma oczywiście jednej odpowiedzi. Nie było też moim celem ferowanie wyroków. Przygotowując się do pisania tego tekstu, wykonałam bardzo dużo pracy dokumentalnej. Były to przede wszystkim filmy i książki, a najciekawsze były dla mnie dwie pozycje: dziennik z wyprawy Mirosława „Falco” Dąsala – materiał ten jest jednym z nielicznych przykładów tego, co człowiek myśli kiedy jest w górach, pisanym z głowy, prywatnym, to kopalnia małych rzeczy, które potem są zazwyczaj zapominane, pomijane, do tego „Góry na opak” Olgi Morawskiej. I to było najciekawsze, znajdywanie tam pewnych tropów. Na przykład trop pokoleniowy, który ważny jest również w spektaklu – ktoś idzie w góry, a okazuje się, że zarówno jego ojciec, dziadek, syn są w to w jakiś sposób uwikłani.

Henryk Niebudek jako Jerzy, Jadwiga Jankowska-Cieślak jako Wanda oraz Monika Pikuła jako Anna (fot. Katarzyna Chmura)

Henryk Niebudek jako Jerzy, Jadwiga Jankowska-Cieślak jako Wanda oraz Monika Pikuła jako Anna (fot. Katarzyna Chmura)

Jest to jakiś bagaż, niekoniecznie chciane dziedzictwo.

Tak, i to wydało się ciekawym punktem do prowadzenia historii teatralnej, która jest właśnie o tym czymś, czego się szuka w sportach ekstremalnych. To jest zwłaszcza widoczne we współczesnym świecie, kiedy ma się wszystko na pewnym podstawowym poziomie, mimo że są oczywiście problemy, podziały społeczne, ale jesteśmy bliżej bogatej północy, niż biednego południa – mało ludzi w Polsce umiera z głodu na ulicy, nie mamy analfabetów.

Mamy klasę średnią.

A jak ma się więcej niż to minimum, do tego dochodzi sporo wolnego czasu, pojawia się przesyt rzeczywistością – myślę, że to widać w postaci Operatora i trochę u Anny. Zaczyna się szukać czegoś głębszego, jakiejś duchowości, miejsc, przestrzeni, gdzie można się udać, by pobyć przez chwilę z sobą samym.

Zakładasz więc, że to jest podstawowa motywacja?

Tak mi się wydaje, że to jest jakiś sposób poszukiwania duchowości, wyciszenia się, odejścia od tego świata.

WANDA (zaczyna mowę pogrzebową)

Oczy miał niebieskie.

Wysportowany.

Chciał wejść.

Mówił: moje życie niedługo się zmieni. Więcej okazji może nie być.

Kto z nas tak nie mówił?

Wróciłby, to jasne.

Ale nie wróci.

Poszedł. Sam. Bez jedzenia. Bez namiotu. Bo tak chodzą bohaterowie.

Od razu „spadł”. To jest najłatwiejsze wytłumaczenie. A może nie spadł? Może siedzi sobie w słoneczku i popija winko, ponieważ miał dosyć tej zawszonej bylejakości waszego życia? Siedzi w swoim małym domku w Tybecie i gdyby tylko mógł, zaśmiałaby się wam prosto w twarz.

Dlaczego nie wraca?

Bo ma was w dupie.

A teraz wstańcie i powiedzcie: dziękujemy, że robiłeś to za nas, wstańcie i powiedzcie dziękuję, no, wstańcie i powiedzcie – dziękuję! (Jerzy wyprowadza Wandę)

Jadwiga Jankowska-Cieślak w roli Wandy (fot. Katarzyna Chmura)

Jadwiga Jankowska-Cieślak w roli Wandy (fot. Katarzyna Chmura)

Jest też romantyzm związany z górami i wspinaniem.

Tak, plus wątek historyczny, który był bardziej zaznaczony w pierwszej wersji sztuki. Góry są ważne w polskiej kulturze – poczynając od Kordiana na Mont Blanc, do tego cała historia taternictwa, mit taterników, fakt, to że tę grupę tworzą ludzie bardzo wykształceni, intelektualnie rozbudzeni. Jest to specyficzny rodzaj sportu, bardziej wyrafinowany, tworzący pewien rodzaj klasy. W golfa grają pewni ludzie, w piłkę inni, środowisko wspinaczy też ma swoje cechy.

WANDA

„Szanowny Panie Ministrze Sportu, upraszam o zakazanie wejść górskich obywatelom kraju tego w dziewięćdziesięciu procentach nizinnego. Proszę, Ministrze, wytłumacz im, że nikt nic z tego nie będzie miał. Tyle autostrad niezbudowanych – proszę Szanownego Ministra o umożliwienie alpinistom alternatywy budowniczej. Czy naprawdę ten kraj potrzebuje trupa? Czy ja muszę drżeć, włączając telewizor? Czy oni muszą wchodzić, żebyśmy poczuli, że coś umiemy, że na coś nas stać, że z czegoś możemy być dumni? Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.”

JERZY

Tak, napisałem ten list. To jest nienormalne. Pół roku – dziesięć trupów. Trzeba tego zakazać.

WANDA

Kanczendzonga. Jadę. Zimą.

JERZY

Szkoda.

WANDA

I ty też.

Czy miałaś wcześniej kontakt ze środowiskiem wspinaczkowym i wspinaniem?

Znam prywatnie kilka osób, które gdzieś tam były zbrudzone rodzinnym, górskim fatum. Między innymi chłopaka, którego tata się wspinał. Jego uwikłanie w to zdecydowanie było dla mnie ciekawe, to jak się zachowuje, co robi, jak reaguje na sytuacje międzyludzkie, jak zachowuje się w relacjach prywatnych.

Nie był to więc zupełnie nowym temat?

W jakiś sposób zawsze mnie interesowało reagowanie w ten sposób na rzeczywistość. Sporty ekstremalne – wyjeżdżam na miesiąc do Ameryki Południowej, żeby się powspinać, ponurkować. Mam pracę, a potem kompletnie z tym zrywam, jestem w innym świecie. Przez chwilę doświadczam karnawału, tańczę na krawędzi. I nie mówię, że to złe – sama wiem, jakie to uczucie wyjechać na kilka tygodni na inny kontynent. Coraz bardziej przekonuję się jednak do wersji, że, cytując Hanocha Levina: „Co to jest podróż? Wsiada się do samolotu i leci, potem wsiada się i się wraca”. Przez chwilę przebywa się w ożywionej pocztówce, ale kontakty międzyludzkie są tak głębokie, jak głębokie może być poznanie człowieka przez kilka dni. Czyli raczej płytkie.

Henryk Niebudek jako Jerzy,  Jadwiga Jankowska-Cieślak jako Wanda oraz Tomasz Tandyk jako Operator (fot. Katarzyna Chmura)

Henryk Niebudek jako Jerzy, Jadwiga Jankowska-Cieślak jako Wanda oraz Tomasz Tandyk jako Operator (fot. Katarzyna Chmura)

Czy obawiasz się opinii środowiska wspinaczkowego, ich reakcji na tę sztukę? Podobnej reakcji do tej, która pojawiła się przy temacie Broad Peaku: jak ona śmie zajmować się naszymi tematami, skoro jest z zewnątrz.

Już miałyśmy z Kasią i aktorami taką sytuację po czytaniu w TR tekstu sztuki. Wydaje mi się, że jest to też kwestia niedobrej promocji, że jest to sztuka o Wandzie Rutkiewicz. Nie jest. Wanda była inspiracją, mityczną alpinistką, jednak wszyscy bohaterowie sztuki są sklejkami różnych postaci, to nie jest film biograficzny, gdzie próbujemy odtworzyć gesty, zachowania, bazujemy na konkretnej biografii. W sztuce pewne wątki są wspólne dla wielu wspinających się. Natomiast po czytaniu przyszło tak zwane środowisko i stwierdziło, że… Wanda mówiła inaczej. Miała inny tembr głosu, była elegancką damą, nie powiedziała nigdy brzydkiego słowa, a do tego nie wyglądała jak Jadwiga Jankowska-Cieślak. W międzyczasie tekst sztuki się zmienił, były pewne detale, które już zostały wyjęte – padało np. imię, Kurt, w onirycznej scenie śmierci. I było to bardzo źle odebrane. Obecnie wydaje mi się, że spektakl odchodzi od realu, kiedy bohaterowie są na górze i szukają tam zupełnie innych rzeczy, a cała rzeczywistość sceniczna jest poetycka. Myślę, że teraz nie będzie to już tak silne. Rozumiem te reakcje, zwłaszcza, że byli to ludzie, którzy znali realną bohaterkę i myśleli, że to będzie o niej. Nie będę jednak ukrywać, że Wanda Rutkiewicz bardzo nas zainspirowała: jej siła, dystans, samotność.

W Twojej sztuce bohaterka o imieniu Wanda jest osobą zimną, zdystansowaną, ale też bardzo wyobcowaną, można powiedzieć, że obcą w tym świecie. Nawet śmierć jest jednak czymś innym, niż dla pozostałych.

Tak, to bohaterka samotna, w pewien sposób wyklęta, na pewno bardzo ambitna, a do tego jej życie jest pełne nieszczęścia w życiu prywatnym. Poza wielką samotnością, mamy też wielką ucieczkowość, rys charakteru, który kazał jej ciągle wyjeżdżać. Myślę też, że wielu wspinaczy tak ma, że gdy wracają na niziny mają wielki niedosyt, denerwują się na codzienność, banalność, na to że jest bałagan, chaos, że trzeba coś zrobić zwyczajnego, co nie jest związane z górami, gdzie nie ma przestrzeni dla siebie.

JERZY

Ten twój głos. Himalajski.

WANDA

Himalajski?

JERZY

Jakby była w nim grudka lodu. Jak się tam mieszka? Malownicza bieda. Znudzeni dobrobytem Szwajcarzy z laptopami.

WANDA

Lubię to.

JERZY

I znowu pogrzeb. Przynajmniej możemy się spotkać.

WANDA

Co to za pogrzeb bez ciała?

JERZY

Chcecie się wspinać, my chcemy patrzeć jak spadacie.

Odśnieżanie podwórka nie jest seksy dla naszej bohaterki.

Dokładnie. U Wandy Rutkiewicz – takiej, którą ja czytam, opierając się na dokumentach – poza nerwicowością, ucieczkowością, samotnością, jest jeszcze wielka potrzeba miłości. Niespełniona. Jedno nieudane małżeństwo, drugie nieudane małżeństwo, trzeci związek, który jak się wydaje z podań, był dobry, zakończył się w sposób tragiczny. Do tego – co jest ważne w wielu biografiach ludzi, związanych ze wspinaczką – otoczenie śmiercią dookoła. W przypadku Wandy są to straszliwe liczby, bo chyba 30 przyjaciół, którzy zginęli w górach.

WANDA

Wspinałeś się najlepiej.

JERZY

Byliśmy młodzi. It`s over.

WANDA

Kawka… Kanapeczka… A kiedyś- trzy ośmiotysięczniki.

JERZY

I dziecko.

WANDA

Jeździsz autobusem, którego nienawidzisz. Oglądasz telewizję, którą gardzisz.

JERZY

A ty z wielką ochotą i impetem odkopiesz zwłoki swojego kolegi na K2, ale chodnika odśnieżyć ci się nie chce, co? Martwe kamienie na szczycie, gdzie nie ma powietrza, to jest to.

WANDA

Życzę miłego all inclusive w Egipcie.

JERZY

A powiedz mi, a pójdziesz tam też w samych majtkach, żeby być na Kanczendzondze pierwszą w samych majtkach?

WANDA

Pójdę.

Statystki dla osób wspinających się są nieubłagane – prawdopodobieństwo, że spotkasz się z czyjąś śmiercią jest bardzo duże.

To są wielkie tragedie w zwyczajnym życiu, a tu wiadomo, że to się wydarzy. Tak mówi statystyka. Druga bohaterka mojej sztuki – Anna – straciła w górach mamę i chłopaka.

JERZY

Jest tyle miast otoczonych górami, a nie są miastami trupów. A tam wychodzisz rano po bułki i widzisz, jak spadają. Latają sobie takie małe trupki na drodze do spożywczego, jakby grawitacja była tam większa niż gdzie indziej. Tamte góry są cmentarzem. Dzień dobry, pytają Europejczycy, chcemy iść się zabić w wasze góry, czy możemy? Oczywiście, trzydzieści tysięcy dolarów i proszę bardzo, oderwanie się od ściany, lawina, zamarznięcie, full service, odpowiadają Szerpowie. Zastanawiają się, czy w Polsce nie ma cmentarzy, bo Polacy zajmują im już pół zbocza.

Czy w przypadku Anny można powiedzieć o inspiracji konkretną osobą?

Jest to miks postaci.

Anna jest jedyną osobą, która formułuje konkretne zarzuty wobec Wandy.

To wynika z sytuacji, w jakiej się znalazła, z tego uwikłania pokoleniowego. Gdy jej mama była z Wandą w górach, zginęła tam. Kolejna wyprawa z chłopakiem Anny, również zakończyła się śmiercią. Anna więc ją oskarża w żałobie.

ANNA (przed portretem młodego wspinacza)

Kanczendzonga? Głupia kurwa, zimna suka. Co ma Kanczendzonga, czego ja nie mam? Co mówiła do ciebie Kanczendzonga? Jak dotykała cię Kanczendzonga? Co zachwyciło cię w Kanczendzondze i czy nie przeszkadzało ci, że wchodziło na nią tylu innych? Słuchaj uważnie: nawet nie zapamiętała twojego imienia, ma cię gdzieś. Kanczendzonga dalej się puszcza ze wszystkimi nacjami i rasami, a ciebie nie ma. I tyle z tego masz. Ty draniu, ty trądzie, ty trutniu, ty pasożycie, ty dupku żołędny, ty kiwnięty dzięciole, ty strzaskana rzepo, ty paprochu, ty farfoclu.

Anna oskarża nie tylko Wandę, ale również samą Kanczendzongę, którą traktuje jak kobietę.

Kobietę, którą była większą konkurencją, niż jakakolwiek inna kobieta na ziemi. Jeśli zaś chodzi o pokoleniowe uwikłania, to również tak wyglądał życiorys Maćka Berbeki. Gdy miał około 10 lat został osierocony przez ojca, po czym to samo stało się z nim, ma trzech synów, przy czym najmłodszy ma około 10 lat.

Berbeka, a więc i Broad Peak. Zastanawiałaś się, jak by Twoja sztuka została odebrana, gdyby była wystawiona jeszcze w ubiegłym roku? Sprawa jest nie tylko delikatna, ale i wciąż budząca emocje.

Może więc i dobrze, że nie została wystawiona w ubiegłym roku.

W pierwszej wersji sztuki padają w pewnym momencie imiona alpinistów, którzy zginęli. Przy czym trzy imiona pasowała do uczestników wyprawy na Broad Peak…

W tej wersji tych imion już nie ma, a przy tym to był mój zupełny freestyle, zupełnie nie kojarzyłam tych imion z aktualnymi wydarzenia. A do tego drugi bohater w sztuce ma na imię Jerzy, ale nie jest to Kukuczka, było to po prostu pierwsze imię, które mi się skojarzyło z piędziesięcioparoletnim facetem. Jak się chce czegoś doszukać, to się znajdzie. Tak jak chirurdzy oglądający serial o chirurgach…

Henryk Niebudek jako Jerzy oraz Jadwiga Jankowska-Cieślak jako Wanda (fot. Outdoor Magazyn)

Jerzy i Wanda (fot. Outdoor Magazyn)

IMG_0248

Temat himalaizmu nie wydaje się ani łatwy ani wdzięczny na sztukę teatralną.

To prawda, nie wydaje się teatralny. Również dlatego wydał mi się ciekawy do rozpisania na dialogi. Są dwie sekwencje wspinaczki, które trzeba było jakoś rozwiązać. Bo jak pokazać wspinanie, stan umysłu, ruch? Trzeba było to przekazać słowami i inscenizacją.

JERZY

Trzy dwieście. Śnieg, lód, wiatr, kryształki lodu, dotykajcie mnie!

WANDA

Cztery i pół tysiąca. Raj.

ANNA

Uwaga, rzygam!

JERZY

Cztery dwieście. Pamiętam swoją pierwszą górę. Nic nie jadłem, nic nie piłem, kiedy na nią wszedłem, chciałem włożyć ją sobie pod poduszkę i z nią spać.

WANDA

Pięć i pół tysiąca – ciało nie należy do mnie, głupie ścierwo, odejdź ode mnie i zgnij, niech zostanę sama, sama.

ANNA

Mamo.

JERZY

Pięć sześćset. Za-ko-cha-nie. Ten moment, kiedy podchodzi do ciebie ktoś, przy kim robi ci się gorąco, przy kim czerwienisz się, dłonie robią się zimne i myślisz: żeby tylko nie słyszał tego cholernego łomotu mojego serca.

WANDA

Sześć i pół – orgazm w mózgu, orgazm w oczach! Zatrzymamy się tu. Znam to miejsce. Ono jest najlepsze.

OPERATOR

Aaa….aa…!

JERZY

Do boju Polsko-oooo!

ANNA

Arka Gdynia, kurwa świnia!

Wracając do Anny – chcąc nie chcąc naznaczona dziedzictwem himalajskim – idzie w te góry. W sztuce została pokazana najbardziej cieleśnie, widzimy jej młodość, witalność i jednocześnie siłę cierpienia.

Wszystkich bohaterów ostatecznie coś w nie ciągnie. Nawet Annę, która całe życie się opiera. A przy tym wydaje mi się, że ma najjaśniejszą motywację: przed chwilą zginął tam jej chłopak, a była to dobra, silna miłość. Wydała mi się wręcz antyczną bohaterką, chce iść w góry, by pochować swojego mężczyznę. Dalej -Jerzy, który na dwadzieścia parę lat zrezygnował z gór zupełnie, ale ten zew się w nim odzywa, gdy ktoś mu proponuje wejście na tę świętą, mitologiczną górę. Kanczendzonga – to góra z biografii Wandy Rutkiewicz, ale samo brzmienie słowa bardzo mi się podobało, to góra magiczna, owiana jakąś wielką legendą. Góra, którą chce się zdobyć.

WANDA

Kim jesteś?

OPERATOR

Wolny zawód. Byliśmy kumplami. Opowiadał mi wszystko. Najbardziej chcę z tobą na Kanczendzongę. Zaraził mnie.

WANDA

Co to znaczy Kanczendzonga?

OPERATOR

Wielka góra?

WANDA

Kanczendzonga znaczy „nie dotykaj mnie, amatorze, swoimi amatorskimi łapskami”. Kanczendzonga znaczy „uważaj”. Kanczendzonga znaczy „lepiej siedź w barze i pij kawę, człowieku nizin”.

Jerzy idzie, choć tam właśnie zginęła jego żona. Ta góra to jest niemalże grób rodzinny. Odzywa się w nim zew tego, co w swoim życiu już próbował. Teraz pracuje w banku, odrzucił góry po śmierci żony, chciał się zająć córką, ochronić ją przed górami. A gdy w końcu przychodzi propozycja, córka jest już dorosła, wyjazd jest sfinansowany, decyduje się. To jest właściwie jedyny bohater, którego drogi nie dopowiedziałam.

JERZY

Jest tyle miast otoczonych górami, a nie są miastami trupów. A tam wychodzisz rano po bułki i widzisz, jak spadają. Latają sobie takie małe trupki na drodze do spożywczego, jakby grawitacja była tam większa niż gdzie indziej. Tamte góry są cmentarzem. Dzień dobry, pytają Europejczycy, chcemy iść się zabić w wasze góry, czy możemy? Oczywiście, trzydzieści tysięcy dolarów i proszę bardzo, oderwanie się od ściany, lawina, zamarznięcie, full service, odpowiadają Szerpowie. Zastanawiają się, czy w Polsce nie ma cmentarzy, bo Polacy zajmują im już pół zbocza.

Wanda, która właśnie wróciła gór, przegrana, oskarżona. Nie wiadomo co się stało, jaki był jej udział w tej tragedii. Na pewno chce w jakiś sposób odkupić swoje winy.

Już w pierwszych zdaniach sztuki porównuje się do Jezusa.

Tak, po Broad Peaku też działy się straszne rzeczy, gdy dwie osoby, które zeszły zostały właściwie zlinczowane, bo każdy poczuł, że może na nich wylać swój kubeł pomyj. Dla Wandy zaś ważna jest też prywatna relacja, chce pomóc Annie, zabrać ją w góry po to, by dokonała symbolicznego pogrzebania. Idzie też po śmierć, ginie podczas tej wyprawy.

OPERATOR

Nic, wiatr i mróz, i szczękanie zębami. A tak zwana dusza bohatera nie działa na tej wysokości, bo musi się martwić odmarzającymi palcami. Nawet ten trup mnie nie interesuje. Filmowanie martwego człowieka? Słabe. Dlaczego to wymyśliłem?

WANDA

Mam prośbę.

OPERATOR

Śnieg. Wiatr. Mróz.

WANDA

Niedużą.

OPERATOR

Łza z oka, gil z nosa, smród z ciała. Tyle.

WANDA

Sfilmuj mnie. Moją śmierć.

OPERATOR

Po co?

WANDA

Nie możesz zmarnować takiej szansy.

OPERATOR

Myślisz, że jesteś ciekawą bohaterką?

WANDA

Jeszcze nie.

OPERATOR

Bohaterka w oczekiwaniu. Miłość. Pokaż się. Zmarszczka. Bardzo piękna.

Młodzi schodzą. Anna się tam oczyszcza i coś domyka w swoim życiorysie, może wrócić do swojej twórczości, do swojego życia.

ANNA

O Boże.

Piękne.

Jakie to piękne.

Czyste piękno.

Ćśś. Ćśś.

To takie piękne, że trzeba być cicho. Ćśśś.

Widzisz? A ty? A ty? Widzicie? To on.

Oczy – niebieskie.

Wysportowany.

Chrapie?

Pewnie chciałby z tobą na piwo.

Pogrzeby zbliżają rodziny.

Wracam do domu.

Opowiem o tym każdemu.

Nikt więcej nie pójdzie w minus sześćdziesiąt i brak tlenu.

Umierać będziemy we śnie. We własnych łóżkach.

Do grobu doprowadzą nas nasze dzieci.

Będą mogły oddychać pełną piersią. Tak jak ja.

Malować będę tylko słońce.

Idę żyć.

Macie wrócić. Zrozumiano?

Osiem sto

Mamy też postać Operatora – czy jest on uosobieniem całego medialnego zła?

Był w pierwszej wersji sztuki. W tej chwili jest młodym człowiekiem, który ma swoje motywacje. Akcja dzieje się w dużym mieście, jest to więc chłopak z Placu Zbawiciela, który ma rodzaj nadmiaru w materialno-finansowej sferze, szuka czegoś, co go zmieni wewnętrznie, co mu da jakieś niesamowite przeżycie. Jedzie nakręcić film. A jednocześnie cały ten aspekt filmowania, streamingu, pokazuje człowieka, który w jakiś sposób stara się żerować na tym środowisku, na tego typu ekstremalnych sytuacjach.

OPERATOR

Spierdalaj, wiesz? To takie ciekawe? Tak?

Szósta trzydzieści, idź do metra.

Siódma osiem, podłącz sobie kroplówkę z ekspresu do kawy.

Ósma, bądź nie wiadomo po co w internetach i miej skurcz brzucha.

Dziewiąta trzydzieści dwie, chciej spierdolić z biura na wyspę Feng Szui w okolicy Chin.

Ale już dwunasta piętnaście – porzuć ten pomysł.

Bój się, że stracisz. Bój się, że nie będziesz miał.

Nakurwiaj na Macbooku, bo ominą cię największe deale świata.

Kawa z Macbookiem czy kamera?

Kamera.

Zrób sobie dług i go miej i się bój.

Kawa czy kamera – jeden chuj.

Spierdalaj.

Każdy z bohaterów – poza Wandą – ma motywacje inne niż górskie i w pewien sposób wszyscy na niej żerują.

Tak, a jednocześnie ona jest osobą przez którą oni przechodzą w te góry. Ona chce pokazać im absolut, przepaść, inność, ten anty-świat. Góry to jest jej dom, rzeczywistość, to wszystko co jest na dole, czego ona nie chce. Co jest ewentualnie trampoliną, żeby tam wrócić. Ostatecznie w górach umiera, chce być tam na wieczność.

Poza poszukiwaniami przeżyć duchowych, jak to nazywasz, są także inne motywacje.

Nie rozmawiałam o nich z himalaistami, bo oni niechętnie o tym mówią, a jeśli już mówią, to, mam wrażenie, na kogoś się kreują. Zresztą nie było moim celem stworzenie sztuki dokumentalnej. To moja literacka zabawa na temat gór.

Na pytanie „po co idziesz w góry?”, odpowiadają: „bo są”.

Nie jest to odpowiedź, która mnie satysfakcjonuje. Chciałam pójść w te ciemniejsze rejony i ciemniejsze motywacje. Są to często jakieś braki, czegoś tu nie dostają i tego szukają w górach.

Nawet gdy mają rodziny, dzieci.

Dokładnie – dlaczego w góry idzie trzydziestoletni facet, który ma dwójkę dzieci? Znam człowieka, który był dobrym, aspirującym alpinistą, ale przestał, gdy się urodziły dzieci. Teraz ma ich trójkę. Nie dotyczy to zresztą tylko alpinistów, można ich porównać do innych grup, dziennikarzy wojennych, podróżników. Pytanie czemu ci ludzie są ciągle w biegu, czy na przykład dlatego, że nie potrafią usiąść i się ze sobą skonfrontować? Zawód-podróżnik jest jakimś znakiem naszych czasów.

WANDA

Nigdy nie wiąż się z alpinistą.

ANNA

Mama alpinistka, tata alpinista w stanie spoczynku, ciotka alpinistka, dziadek z babcią- alpiniści. „Nigdy nie wiąż się z alpinistą”. Jak tak zamierzasz żyć, to nie rób sobie dzieci i nie rozkochuj w sobie ludzi. Tak powinno im się mówić na kursach. Trzydzieści lat. Ledwie nauczył się robić kupę na nocnik i umarł.

WANDA

Lepiej krótko i intensywnie.

ANNA

A ja chcę długo. Chcę zobaczyć, jak to jest mieć dzieci, a potem menopauzę, osteoporozę i wnuki.

Duchowość. Co to dla ciebie znaczy, co to może dzisiaj znaczyć?

O tym dużo rozmawialiśmy na próbach. Wydaje mi się, że wszystkie jogi, wyjazdy do Indii, wspinanie, sporty ekstremalne, słowem próba doświadczenia czegoś przez ciało, wraz z groźbą utraty życia w tych sportach, jest jej poszukiwaniem. Dreszczu, silnego bodźca. Te wszystkie halucynacje w górach, stan narkotyczny – domyślam się, że do tego chce się wracać.

Na Kanczendzondze (fot. Outdoor Magazyn)

Na Kanczendzondze (fot. Outdoor Magazyn)

IMG_0247

Czy po tym wszystkim sama byś chciała spróbować wspinaczki?

Mam dobre buty, w których miałam wejść na piękny szczyt w Wenezueli, ale w końcu chodziłam w nich tylko po… chodniku w Nowym Jorku. Czekają wciąż na swoją szansę. Chyba jednak nie mam wielkich sportowych ambicji. To też było moje pytanie, dlaczego tędy, dlaczego ciałem, dlaczego ludzie decydują się na rodzaj strasznego fizycznego eksperymentu na sobie samym? Rozmawialiśmy o tym na próbach, że teatr jest też miejscem, gdzie wydarzają się takie rzeczy. Dla mnie rodzajem wspinania jest czytanie książek, choć jest to zupełnie niegroźne. A dlaczego wspinacz chce się gdzieś wspiąć, zaryzykować życiem i zdrowiem, wydać na to pieniądze, zaangażować w to mnóstwo osób, nie mieć z tego nic, może poza linijką w jakiejś encyklopedii, choć i o to coraz trudniej, a czemu nie chce na przykład napisać książki i dostać za nią Nobla? Nie wiem. Ale to fascynujące.

Jest też jeszcze kilka innych elementów – himalaistów traktuje się jak herosów, bohaterów, co możesz zobaczyć chociażby na górskich festiwalach. Mamy więc tu niezwykle pociągający mit. A przy tym główną bohaterką sztuki jest kobieta. Niewątpliwie o himalaistach mówi się inaczej niż o himalaistkach. Mężczyzna himalaista jest w pewien sposób czysty, bohaterski, tymczasem w sztuce mamy Wandę, kobietę, wobec której na pierwszy plan szybko wychodzi wątek miłości, seksu, rodziny. Pytanie, czy w ogóle poruszałbyś wątek miłości, gdyby chodziło o mężczyznę?

Dlatego właśnie bohaterka jest kobietą i to wybitną. Nie wiem, czy mnie męski bohater w ogóle by interesował. Mamy tu postać, która naprawdę była pierwsza, ze specyficznymi cechami charakteru, a przy tym musiała się użerać z mężczyznami, były wyprawy z których była kompletnie wykluczona. Rzeczywiście była to feministyczna bohaterka. Choć ze względu na smutną historię, wiele śmierci, także w rodzinie, myślę, że wspinaczka była dla Wandy ucieczką.

A męski bohater? Gdy rozmawiałyśmy z Moniką Pikułą, aktorką grającą Annę, doszłyśmy do wniosku, że jednak coś w tym jest, że kobiety dają przyzwolenie na to: nie jest ze mną, ale jest taki męski, ach, mój samotnik, idzie w te góry, niech ma, niech mi dziewczyny zazdroszczą, mój facet jest na wyprawie, a twój, sorry, pracuje w banku. A w drugą stronę? Wobec kobiety by pewniej to trudniej działało. Kobiecy prestiż nie wzrasta w ten sposób.

Himalaizm wydaje się bardzo ciekawym zjawiskiem społecznym, w aspekcie ucieczki od zwyczajności i nadmiaru. Patrząc na to historycznie – kiedy była ta największa, złota dekada himalaizmu? To lata 70., 80., kiedy wszystko było zamknięte, nie było pieniędzy, i był to jedyny sposób żeby się wydostać z Polski i żeby zarobić. I dodać sobie otoczkę elitarności i wyjątkowości. A może nie? Może jest zupełnie inaczej? Nie wiem. Wspinanie pozostaje dla mnie tajemnicą.

***

W artykule zawarte są fragmenty sztuki “Wasza wysokość” Anny Wakulik, której premiera w reżyserii Katarzyny Kalwat odbyła się 15 listopada w Teatrze WARSsawy. Występują: Jadwiga-Jankowska-Cieślak, Henryk Niebudek, Monika Pikuła, Tomasz Tyndyk. Scenografia: Dominika Skaza, muzyka: Małgorzata Sarbak.

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn