W ostatnich dnia 2024 roku Małgorzata Tomik przebiegła autorską pętlę na terenie Tatr. Biegaczka pokonała 100 km dystansu i niemal 7500 m przewyższeń w 25 godziny i 42 minuty.
***
Biegaczka planowała przygodę od dawna:
Rok 2023. Po przebiegnięciu Szkocji wszerz (w ramach Race Across Scotland), wracam do pomysłu tatrzańskiej przygody. Zmieniam pracę, miejsce zamieszkania – od października 2023 mój adres to Zakopane. Odczuwam ten czas jako odwilż, powrót do tego, jak rozumiem ultra, mój sport, moje góry, moją pasję. I powrót do koncepcji.
Zimowa Pętla Tatrzańska nabrała w mojej głowie nowego kształtu – to już nie linia tylko dla mnie. Zaplanowałam ją tak, żeby osoby z dużym doświadczeniem górskim i biegowym mogły odtwarzać ją zimą, a turyści planować odcinkowe pokonanie trasy “na raty”. I oto jest.Choć plan kiełkował już od 4 lat, na jego realizację zdecydowałam się 2 dni przed startem. Zadecydowało pojawienie się wyczekiwanych warunków. Niemal Idealnych.

Ostatecznie ultrarunnerka pokonała trasę w dniach 30-31 grudnia 2024 roku. Na pokonanie 100 km dystansu i niemal 7500 m przewyższeń potrzebowała 25 godziny i 42 minuty.

Tomik radzi:
Najbardziej strome odcinki chciałam pokonywać w górę, nie w dół (preferencje). Na stromych trawersach (Tatry Zachodnie, okolice Łopaty) chciałam być w nocy, tak, żeby śnieg był bardziej zmarznięty. Taki wybór miejsca startu skutkuje tym, że odcinki graniowe niestety pokonujemy pod wiatr (w Tatrach wieje przeważnie z kierunku południowego zachodniego, ale nie jest to reguła). Warto brać to pod uwagę planując trasę i wielogodzinne przebywanie na grani, szukać “wiatru w plecy”. Jeśli myślisz, że porywy 30-40 km/h na grani Cię nie zmęczą – to zmęczą. Po kilku godzinach.
Podstawowym warunkiem bezpieczeństwa jest stałe pozostawanie w ruchu. Każda przerwa w tak długim wysiłku, w ujemnej temperaturze, momentalnie wychładza. Stałe dostosowywanie tempa do swoich możliwości, warunków, terenu i pozostałego dystansu, wiedza na temat reakcji swojego ciała i troska o termikę są podstawowym warunkiem powodzenia realizacji całej Pętli.

O stylu:
Moim marzeniem było podejść do projektu w stylu solo, self supported. To trochę romantyczny, oldschoolowy styl, który zakłada, że nie korzystasz z niczyjej pomocy na szlaku, omijasz infrastrukturę schronisk, nie korzystasz z depozytów czy wsparcia obecnością znajomych, kibiców czy fotografów. Po prostu – jesteś ty, to, co ze sobą zabrałeś i dystans do pokonania. Tyle.

Gratulacje!
źródło: Małgorzata Tomik FB










