Aktualizacja 15 maja, 2026 – Wigry 3 na Everest. Lucas Wigry dołączył właśnie do grona naszych lubionych podróżników! Choć do realizacji całego projektu jeszcze daleko, pomysłowość, wytrwałość i niecodzienna filozofia szalonego podróżnika zrobiły na nas wrażenie. Z przyjemnością publikujemy aktualizację postępów wyprawy na Mount Everest na składaku Wigry 3. Polak zakończył niedawno stricte rowerowy etap swojej podróży i jest już na szlaku trekkingowym do bazy pod Mount Everestem.
***
Spis treści
O wyprawie – składakiem na Everest
Pod koniec zeszłego roku pisaliśmy o planach Lukasa Wigry:
Na tym etapie zapewne wszyscy powątpiewali nieco, czy do wyprawy w ogóle dojdzie, czy to realny plan, czy tylko zabawny pomysł, który może najzwyczajniej w świecie nie wyjść. Spodobało nam się jednak podejście Lukasa i głównie dlatego udostępniliśmy tę informację. W powyższym artykule znajdziecie szersze wprowadzenie do świata i filozofii Lucasa Wigry, a także ciekawostki organizacyjno-logistyczne. Tu przytaczamy tylko kilka istotnych fragmentów:
Moim marzeniem jest samotne wejście na Everest bez dodatkowego tlenu podczas debiutu na ośmiu tysiącach – tego chyba jeszcze nikt nie zrobił. Stwierdziłem też, że fajnie byłoby to jeszcze jakoś skomplikować, więc wymyśliłem start z Indii z poziomu morza, na rowerze, na którym dojadę pod Everest.

O ośmiotysięcznikach:
W ostatnich latach wejście na szczyty ośmiotysięczne bardzo się zdeprecjonowało poprzez wyprawy komercyjne i w zasadzie można mówić już o „celebryckich” wejściach, podczas których klient lub jakaś znana osoba wchodzi na Everest czy inny szczyt z tlenem, w asyście przewodników, rozkładających mu namioty, gotujących i ogarniających wszystkie inne strategiczne dla wejścia tematy, a jego zadaniem jest tylko wejść i potem odlecieć z bazy helikopterem.
O ambicjach:
Ludzi wynajmujących w górach agencję i przewodników jak najbardziej rozumiem. Chcą wejść na jakiś szczyt, czuć się bezpiecznie, przeżyć przygodę – nie każdy musi mieć jakieś sportowe ambicje.
Jednak z mojego punktu widzenia, chodzenie z tlenem z butli na szczyty 8000 m mija się z logiką. Bo jedyną atrakcją tych szczytów jest właśnie ich wysokość – strefa śmierci, to, że człowiek jest słaby na tej wysokości i się już nie regeneruje. Tam nie ma jakichś niesamowitych widoków czy innych atrakcji, których nie byłoby na niższych szczytach (6–7 tysięcznych). Dlatego zdobywanie czy jakiekolwiek inne wyczyny i rekordy na ośmiotysięcznikach z użyciem tlenu z butli, który fizjologicznie niweluje wysokość, uważam za niepoważne i ja tak nie chcę.
Później Lucas Wigry dzieli się jeszcze jedną ważną puentą:
Jeżeli nie będę w stanie wejść na Everest bez tlenu, to znaczy, że jestem za słaby i że nie powinno mnie tam w ogóle być. Powinienem chodzić po niższych szczytach.
Postępy wyprawy – Wigry 3 na Everest

I etap – rower
Ten etap wyprawy polega na ekstremalnej podróży na rowerze Wigry 3 od wybrzeża Oceanu Indyjskiego do bazy pod Mount Everestem przez Indie i Nepal.
- 23 marca – start wyprawy (24 marca – pierwszy dzień jazdy),
- 25 marca – przyjazd do miejscowości Bankura, 120 km, 36 st. Celsjusza w cieniu,
- 27 marca – 82 km, 500 m przewyższenia, walka z jelitówką,
- 28 marca – jelitówką ciąg dalszy, fatalne samopoczucie, 80 km,
- 29 marca – poprawa formy, 100 km, wjazd do stanu Bihar,
- 30 marca – trudny dzień, przeprawa przez zakorkowaną aglomerację Patna, 80 km,
- 31 marca – 120 km

- 1 kwietnia:
To nie prima aprilis, w 10. dniu mojej ekspedycji, po przejechaniu około 830 km znad Oceanu Indyjskiego, docieram na Wigrach 3 do Nepalu! Nie będę ukrywać, że kamień spadł mi z serca. Ostatnie 10 dni było hardcorową przygodą, jazda na Wigrach przez Indie była ekstremalnie niebezpieczna, praktycznie codziennie dziesiątki razy ocierałem się o śmierć, ale fakty są takie, że ostatecznie wyjeżdżam z Indii bez ani jednego siniaka czy zadrapania.
- 3 kwietnia – druga jelitówką, tym razem nepalska, mimo to 96 km i 800 m przewyższenia, dojazd do miejscowości Katari,
- 6 kwietnia – trudny etap, 42 km, 2100 m przewyższenia:
Dopiero w górach poczułem, ile ten rower I plecak ważą. Rower z osprzętem, jedzeniem i wodą około 20 kg. Plecak obecnie to dodatkowe 17 kg.

- 7 kwietnia – ostatni etap stricte rowerowy, 60 km i 2300 m przewyższenia. Lucas Wigry podsumowuje ten etap:
To nieprawdopodobne, ale w 16 dni przejechałem około 1250 km i pokonałem około 12000 m przewyższenia z Oceanu Indyjskiego do wioski Salleri, skąd wychodzą trasy trekkingowe na Everest. Gdy dzisiaj zobaczyłem sylwetki himalajskich gigantów, łzy napłynęły mi do oczu, bo zdałem sobie sprawę, że już nic mie nie zatrzyma i Wigry przejadą bezawaryjnie całą trasę. Od jutra treking z Wigrami w stronę Everestu, ale to już będzie rekreacja – 15km dziennie, powolne zdobywanie wysokości i aklimatyzacji, oraz regeneracja przed pierwszą rotacją na górze!

II etap – trekking do bazy pod Mount Everest
Ten etap polega na pokonaniu popularnego szlaku trekkingowego do Everest Base Camp (EBC). Część trasy, tam gdzie będzie to możliwe, Lucas pokona na rowerze. Pozostałe odcinki przejdzie z rowerem na plecach.
- 8 kwietnia [aktualizacja 9 kwietnia, 2026]:
Dziś mija 17. dzień mojej wyprawy i nie będę ukrywać – jazda po trasie trekkingowej w kierunku Everestu na Wigrach 3 to prawdziwe wyzwanie. Powoli, ale konsekwentnie zmierzamy do celu, choć nie obyło się bez problemów sprzętowych. W moim bagażniku strzelił kolejny spaw i teraz wszystko trzyma się już tylko na jednym punkcie podparcia. Będzie to dość problematyczne, bo najbliższą spawarkę znajdę prawdopodobnie dopiero w Namche Bazar. Mimo tych trudności, udało mi się dziś dotrzeć na wysokość 3100 m n.p.m.
Postępy na bieżąco możecie śledzić na profilu Lucasa na Facebooku. Znajdziecie tam też wiele ująć z kolejnych etapów wyprawy.
[Aktualizacja 28 kwietnia, 2026]
- 9 kwietnia – drugi dzień trekkingu w stronę Everestu
Idąc z Wigrami na plecach mam bardzo słabe tempo. Musze cały czas kombinować co się bardziej opłaca: trasa trekingowa czy trasa jeepow. Zdemontowalem bagażnik ,który już tylko przeszkadzał.
- 12 kwietnia – Namche Bazar, problemy na wejściu do Parku Narodowego
Na miejscu powiedziano mi, że potrzebuję specjalnego pozwolenia na rower. Próbowałem wyjaśnić sprawę, ale internet był słaby i trudno było się dogadać. Opłaciłem pozwolenie dla siebie, z czym nie było żadnego problemu.
W międzyczasie ktoś mi ukradł kamerą Insta360. Gdy w końcu wyjaśniłem sprawę roweru – który musi zostać u strażników w biurze do czasu uzyskania zgody z Ministerstwa Turystyki Nepalu – zorientowałem się, że sprzęt zniknął.
Mimo tych wszystkich trudności, udałem się już z plecakiem w kierunku Namche, a teraz startuję dalej w stronę Tengboche. Himalaje uczą pokory i akceptacji tego, na co nie mamy wpływu.
Po Wigry wrócę po pierwszej rotacji aklimatyzacyjnej.
- 15 kwietnia – ceremonia Puja i wyjście w kierunku wioski Lobuche i EBC

- 16 kwietnia – dotarcie do EBC
- 17 kwietnia – wejście na Kalla Pattar (5600 m).
Nima załatwił mi pozwolenie na wjazd na Wigrach do EBC, tak że kolejne dni spędzę na powrocie po rower i podjeździe pod EBC.
- 20 kwietnia – przejazd legendarnym mostem Hillarego na Wigrach 3

- 21 kwietnia – Namche Bazar z Wigrami
- 25 kwietnia – kontynuacja aklimatyzacji
Jutro ruszam w górę kontynuować aklimatyzacje, czas w Namche Bazar wykorzystałem na regeneracje i załatwienie spraw w Polsce. Ale trzeba brać się do roboty!
- 28 kwietnia – droga do EBC z Wigrami
Wigry 3 na tle Amadablam – nie sądziłem, że będę mógł kiedyś zobaczyć taki widok!

[aktualizacja 30 kwietnia]
- 30 kwietnia – dotarcie do Everest Base Camp (EBC)

[aktualizacja 15 maja]
- 3-9 maja – pierwsze rotacje aklimatyzacyjne
- 10 maja – decyzja o zakończeniu wyprawy
Łukasz Wigry tłumaczy sytuację:
Wychodząc na pierwszą rotację aklimatyzacyjną miałem nadzieję, że uda mi się wejść na ponad 7500 m. Nic takiego jednak nie nastąpiło, ponieważ droga do tej wysokości nie była otwarta, a ponadto i tak nie było pogody do działania.
Jest 10 maja, czyli na pięć dni przed zwyczajowym oknem pogodowym na Evereście posiadam minimalną aklimatyzacje na niecałe 7000 m. Czyli taką, jak ludzie, którzy planują wchodzić z użyciem tlenu z butli i przy wsparciu przewodników.
Dla mnie wejście w takim stylu nie wchodzi w grę. Nie takie było moje marzenie i nie po to tutaj przyjechałem. Dla próby wejścia bez dodatkowego tlenu potrzebny jest proces aklimatyzacji, trwający 21-25 dni. Dlatego pojawiłem się w bazie już 16 kwietnia. Niestety warunki nie sprzyjały. Teraz już nie ma wystarczająco dużo czasu na dobrą aklimatyzację, przed końcem maja przyjdzie monsun i zakończy sezon.
Dlatego uważam, że jedyna racjonalną opcją jest zrezygnować i spróbować ponownie za rok. Być może warunki będą lepsze.
Albo będę próbować wejść na Everest na swoich zasadach, albo nie musi mnie tam być wcale.

- 14 maja – powrót
*
Niezmiennie trzymamy kciuki, a niniejszy artykuł kończymy podsumowaniem rozważań, którym przed wyprawą dzielił się Lucas:
Chciałbym pokazać, że w górach nie chodzi tylko o to, żeby wejść na jakiś szczyt po najmniejszej linii oporu i zrobić sobie na nim zdjęcie do social mediów. Warto czasem wykazać się inwencją, taką pozytywną sportową ambicją oraz samodzielnością – wtedy sukces smakuje zupełnie inaczej. A ten Everest na składaku to tylko taka metafora, którą można rozumieć jako jakiekolwiek inne życiowe wyzwanie.











