Aktualizacja 9 kwietnia, 2026 – Wigry 3 na Everest. Lucas Wigry dołączył właśnie do grona naszych lubionych podróżników! Choć do realizacji całego projektu jeszcze daleko, pomysłowość, wytrwałość i niecodzienna filozofia szalonego podróżnika zrobiły na nas wrażenie. Z przyjemnością publikujemy aktualizację postępów wyprawy na Mount Everest na składaku Wigry 3. Polak zakończył niedawno stricte rowerowy etap swojej podróży i jest już na szlaku trekkingowym do bazy pod Mount Everestem.
***
O wyprawie – składakiem na Everest
Pod koniec zeszłego roku pisaliśmy o planach Lukasa Wigry:
Na tym etapie zapewne wszyscy powątpiewali nieco, czy do wyprawy w ogóle dojdzie, czy to realny plan, czy tylko zabawny pomysł, który może najzwyczajniej w świecie nie wyjść. Spodobało nam się jednak podejście Lukasa i głównie dlatego udostępniliśmy tę informację. W powyższym artykule znajdziecie szersze wprowadzenie do świata i filozofii Lucasa Wigry, a także ciekawostki organizacyjno-logistyczne. Tu przytaczamy tylko kilka istotnych fragmentów:
Moim marzeniem jest samotne wejście na Everest bez dodatkowego tlenu podczas debiutu na ośmiu tysiącach – tego chyba jeszcze nikt nie zrobił. Stwierdziłem też, że fajnie byłoby to jeszcze jakoś skomplikować, więc wymyśliłem start z Indii z poziomu morza, na rowerze, na którym dojadę pod Everest.

O ośmiotysięcznikach:
W ostatnich latach wejście na szczyty ośmiotysięczne bardzo się zdeprecjonowało poprzez wyprawy komercyjne i w zasadzie można mówić już o „celebryckich” wejściach, podczas których klient lub jakaś znana osoba wchodzi na Everest czy inny szczyt z tlenem, w asyście przewodników, rozkładających mu namioty, gotujących i ogarniających wszystkie inne strategiczne dla wejścia tematy, a jego zadaniem jest tylko wejść i potem odlecieć z bazy helikopterem.
O ambicjach:
Ludzi wynajmujących w górach agencję i przewodników jak najbardziej rozumiem. Chcą wejść na jakiś szczyt, czuć się bezpiecznie, przeżyć przygodę – nie każdy musi mieć jakieś sportowe ambicje.
Jednak z mojego punktu widzenia, chodzenie z tlenem z butli na szczyty 8000 m mija się z logiką. Bo jedyną atrakcją tych szczytów jest właśnie ich wysokość – strefa śmierci, to, że człowiek jest słaby na tej wysokości i się już nie regeneruje. Tam nie ma jakichś niesamowitych widoków czy innych atrakcji, których nie byłoby na niższych szczytach (6–7 tysięcznych). Dlatego zdobywanie czy jakiekolwiek inne wyczyny i rekordy na ośmiotysięcznikach z użyciem tlenu z butli, który fizjologicznie niweluje wysokość, uważam za niepoważne i ja tak nie chcę.
Później Lucas Wigry dzieli się jeszcze jedną ważną puentą:
Jeżeli nie będę w stanie wejść na Everest bez tlenu, to znaczy, że jestem za słaby i że nie powinno mnie tam w ogóle być. Powinienem chodzić po niższych szczytach.
Postępy wyprawy – Wigry 3 na Everest

I etap – rower
Ten etap wyprawy polega na ekstremalnej podróży na rowerze Wigry 3 od wybrzeża Oceanu Indyjskiego do bazy pod Mount Everestem przez Indie i Nepal.
- 23 marca – start wyprawy (24 marca – pierwszy dzień jazdy),
- 25 marca – przyjazd do miejscowości Bankura, 120 km, 36 st. Celsjusza w cieniu,
- 27 marca – 82 km, 500 m przewyższenia, walka z jelitówką,
- 28 marca – jelitówką ciąg dalszy, fatalne samopoczucie, 80 km,
- 29 marca – poprawa formy, 100 km, wjazd do stanu Bihar,
- 30 marca – trudny dzień, przeprawa przez zakorkowaną aglomerację Patna, 80 km,
- 31 marca – 120 km

- 1 kwietnia:
To nie prima aprilis, w 10. dniu mojej ekspedycji, po przejechaniu około 830 km znad Oceanu Indyjskiego, docieram na Wigrach 3 do Nepalu! Nie będę ukrywać, że kamień spadł mi z serca. Ostatnie 10 dni było hardcorową przygodą, jazda na Wigrach przez Indie była ekstremalnie niebezpieczna, praktycznie codziennie dziesiątki razy ocierałem się o śmierć, ale fakty są takie, że ostatecznie wyjeżdżam z Indii bez ani jednego siniaka czy zadrapania.
- 3 kwietnia – druga jelitówką, tym razem nepalska, mimo to 96 km i 800 m przewyższenia, dojazd do miejscowości Katari,
- 6 kwietnia – trudny etap, 42 km, 2100 m przewyższenia:
Dopiero w górach poczułem, ile ten rower I plecak ważą. Rower z osprzętem, jedzeniem i wodą około 20 kg. Plecak obecnie to dodatkowe 17 kg.

- 7 kwietnia – ostatni etap stricte rowerowy, 60 km i 2300 m przewyższenia. Lucas Wigry podsumowuje ten etap:
To nieprawdopodobne, ale w 16 dni przejechałem około 1250 km i pokonałem około 12000 m przewyższenia z Oceanu Indyjskiego do wioski Salleri, skąd wychodzą trasy trekkingowe na Everest. Gdy dzisiaj zobaczyłem sylwetki himalajskich gigantów, łzy napłynęły mi do oczu, bo zdałem sobie sprawę, że już nic mie nie zatrzyma i Wigry przejadą bezawaryjnie całą trasę. Od jutra treking z Wigrami w stronę Everestu, ale to już będzie rekreacja – 15km dziennie, powolne zdobywanie wysokości i aklimatyzacji, oraz regeneracja przed pierwszą rotacją na górze!

II etap – trekking do bazy pod Mount Everest
Ten etap polega na pokonaniu popularnego szlaku trekkingowego do Everest Base Camp (EBC). Część trasy, tam gdzie będzie to możliwe, Lucas pokona na rowerze. Pozostałe odcinki przejdzie z rowerem na plecach.
- 8 kwietnia [aktualizacja 9 kwietnia, 2026]:
Dziś mija 17. dzień mojej wyprawy i nie będę ukrywać – jazda po trasie trekkingowej w kierunku Everestu na Wigrach 3 to prawdziwe wyzwanie. Powoli, ale konsekwentnie zmierzamy do celu, choć nie obyło się bez problemów sprzętowych. W moim bagażniku strzelił kolejny spaw i teraz wszystko trzyma się już tylko na jednym punkcie podparcia. Będzie to dość problematyczne, bo najbliższą spawarkę znajdę prawdopodobnie dopiero w Namche Bazar. Mimo tych trudności, udało mi się dziś dotrzeć na wysokość 3100 m n.p.m.
Postępy na bieżąco możecie śledzić na profilu Lucasa na Facebooku. Znajdziecie tam też wiele ująć z kolejnych etapów wyprawy.
*
Niezmiennie trzymamy kciuki, a niniejszy artykuł kończymy podsumowaniem rozważań, którym przed wyprawą dzielił się Lucas:
Chciałbym pokazać, że w górach nie chodzi tylko o to, żeby wejść na jakiś szczyt po najmniejszej linii oporu i zrobić sobie na nim zdjęcie do social mediów. Warto czasem wykazać się inwencją, taką pozytywną sportową ambicją oraz samodzielnością – wtedy sukces smakuje zupełnie inaczej. A ten Everest na składaku to tylko taka metafora, którą można rozumieć jako jakiekolwiek inne życiowe wyzwanie.











