Outdoor Magazyn
  • Start
  • Aktualności
    • Wspinaczka
    • Tatry
    • Alpinizm
    • Himalaizm
    • Biegi górskie i trail
    • Podróże
    • Poza trasą
    • Narty
    • Rajdy
    • Drytooling
    • Rowery
    • Szkolenia/Warsztaty
    • Konkursy
    • Jaskinie
    • Triathlon
    • Praca w outdoorze
  • Kierunki
    • Miejsca
    • Relacje
    • Wyprawy
  • Poradniki
    • Trekking & Góry
    • Skitouring
    • Turystyka
    • Trail running i Rajdy
    • Freeride
    • Biegówki
    • Fotografia & Film
    • Kuchnia
  • Testy
    • Obuwie
    • Odzież
    • Sprzęt & akcesoria
  • Sprzęt
    • Nowości
    • Poradnik sprzętowy
    • Przegląd rynku
    • Sklepy outdoorowe
    • Przewodniki
  • Ludzie
  • Kultura
    • Festiwale
    • Film
    • Książki
    • Prasa
    • Wystawy i Teatr
  • Patronat
  • Outdoor Mag
  • Gdzie kupić?
Brak wyników
View All Result
  • Start
  • Aktualności
    • Wspinaczka
    • Tatry
    • Alpinizm
    • Himalaizm
    • Biegi górskie i trail
    • Podróże
    • Poza trasą
    • Narty
    • Rajdy
    • Drytooling
    • Rowery
    • Szkolenia/Warsztaty
    • Konkursy
    • Jaskinie
    • Triathlon
    • Praca w outdoorze
  • Kierunki
    • Miejsca
    • Relacje
    • Wyprawy
  • Poradniki
    • Trekking & Góry
    • Skitouring
    • Turystyka
    • Trail running i Rajdy
    • Freeride
    • Biegówki
    • Fotografia & Film
    • Kuchnia
  • Testy
    • Obuwie
    • Odzież
    • Sprzęt & akcesoria
  • Sprzęt
    • Nowości
    • Poradnik sprzętowy
    • Przegląd rynku
    • Sklepy outdoorowe
    • Przewodniki
  • Ludzie
  • Kultura
    • Festiwale
    • Film
    • Książki
    • Prasa
    • Wystawy i Teatr
  • Patronat
  • Outdoor Mag
  • Gdzie kupić?
Brak wyników
View All Result
Outdoor Magazyn
Brak wyników
View All Result

Uløya

Andrzej Muszyński Andrzej Muszyński
5 września 2026
Felieton, Miejsca, Podróże
0
muszyński uloya

Moje oko i język nawykły przez lata podróży do innego świata i siłą rzeczy popadały w rutynę. Potrzebowały odmiany. (fot. Andrzej Muszyński)

Podziel się na FacebookuPodziel się na Twitterze

Wydaje mi się, że piła dużo kawy. A na pewno sporo paliła. Woń tych substancji czuję do dziś. To uświadamia, jak blisko jesteśmy, jako dzieci, z pedagogami. W podstawówce była nauczycielką geografii. W mojej chłopięcej głowie pełniła tę funkcję od zawsze. Wskazywały na to czarno-białe zdjęcia w albumie mojej mamy.

***

Kobieta na fotografiach nosiła czarne podkolanówki i wielkie okulary przeciwsłoneczne modne w latach sześćdziesiątych. Krążyły o niej legendy. Najczęściej mówiło się o niej „kosa”. Być może, ale była to postawa nigdy nieposuwająca się do przemocy. Była geografką i dydaktyczką z powołania. Prowadziła z nami rozmaite zajęcia pozalekcyjne i z dumą prezentowała w terenie to, o czym opowiadała w teorii. Na przykład gnomon. Mieściła w sobie pozornie sprzeczne światy, co jest typowe dla osób rozumiejących przestrzeń: zdolność analitycznej oceny rzeczywistości z autentycznym wyczuciem jej piękna. Tamtego popołudnia piła kawę dłużej niż zwykle. Pamiętam, powiedziała, patrząc na nas: „Jeszcze jeden łyk i zaczynamy”.

Postawiła na biurko wielki globus. Próbowała pokazać nam, skąd wzięły się pory roku. Wzięła odrapaną kulę w dłoń, niczym wróżka, i obracała nią, pozwalając padać strumieniom światła na różne kontynenty. Coś, co było abstrakcją, cyrkiem, w którym bezwiednie występujemy, nabrało logiki. Byliśmy przejęci. To musiała być późna jesień albo wczesna wiosna, bo promienie wpadały przez szybę niemal poziomo. Pani Eugenia Stypa poruszała globusem, jakby opalała go na ogniu. Zatrzymała go w pozycji, w której światło biło pionowo w południową półkulę, ale ślizgało się po najdalszych krańcach północnej. Zrozumieliśmy, czym jest noc polarna. Być może to sprawiło, że nigdy nie zapragnąłem tam pojechać. Wybrałem na dekady południe, to jest żar i obietnicę życia, nadzieję, nawet jak wszystko się sypie. Jak można ciągnąć do świata, którym gardzi światło? Nie wnika w ciała i przedmioty, a ulatnia się tam, skąd przybyło, w lodowaty kosmos, nad którym tak naprawdę wolimy się nie zastanawiać, by nie oszaleć.

muszyński uloya
Słowem, czuć było podłoże, skałę, wodę, co znałem przedtem wyłącznie z gór wysokich lub pustynnych głusz. (fot. Andrzej Muszyński)

Wiosną 2023 roku odebrałem jednak emaila z pytaniem, czy przyjmę zaproszenie na warsztaty literackie na arktycznej wyspie Uløya w ramach Nagrody Literackiej Identitas. Nie zastanawiałem się długo, w zasadzie niewiele wiedząc o miejscu i regułach pobytu. Moje oko i język nawykły przez lata podróży do innego świata i siłą rzeczy popadały w rutynę. Potrzebowały odmiany.

Na lotnisku spotkałem resztę grupy – nominowanych: poetów i poetki Agatę Ludwikowską, Jana Barona, Adriana Sinkowskiego i Małgorzatę Lebdę, znaną dobrze z tych łamów, oraz eseistę Jana Maciejewskiego. Był też Tomasz Kaźmierowski, szef Fundacji Identitas i organizator wyjazdu, jak i prowadzący warsztaty: dr Justyna Melanowska, dr Wojciech Stanisławski i dziennikarka Magdalena Mikołajczuk z Polskiego Radia. Od lat przyzwyczajony do samotnych podróży albo pełnienia funkcji lidera, z przyjemnością poddałem się roli uczestnika. Nie potrzebowałem wiele wiedzieć. Zresztą nigdy nie oglądam miejsc, do których się wybieram, w Internecie. Wolę pozostawić sobie honor pierwszego spojrzenia.

Dolecieliśmy do Tromso na północy Norwegii. Stamtąd kilka godzin jechaliśmy busem w ciemność przetkaną coraz rzadszymi światłami. Czułem, że powietrze jest wilgotne i surowe. Jego zapach był mineralny. Morski, a jednocześnie ziemisty, bardzo konkretny, bo oczyszczony z tysięcy odcieni z ciepłych stref klimatycznych. Ocalał tu tylko jeden: żywiczna, ale chłodna woń karłowatych iglaków. Słowem, czuć było podłoże, skałę, wodę, co znałem przedtem wyłącznie z gór wysokich lub pustynnych głusz, na których człowiek godzi się na brak stadiów pośrednich pomiędzy nim, a chemią nieożywioną. Nic, co człekopodobne, żaden krzak, paproć nie chroni przed widokiem, który ostatecznie przypomina śmierć.

muszyński uloya
Chodzi o ciszę, w której plusk wydaje się niemal materialny. (fot. Andrzej Muszyński)

Byłem zmęczony podróżą, ale nie chciałem by się skończyła, bo wiodła na granicę wyobraźni. Prawdopodobnie była już północ. Zatrzymaliśmy się na pustkowiu, lekko rozkołysane światła przede mną wskazywały, że dalej rozpościera się ocean. Wsiedliśmy na łódź. Woda wydawała się gęsta jak zimna smoła. Subtelne światła łososiarni na wodzie układały się w kształt buddyjskiej barki. Droga na lądzie, która ukazała się w oddali, obramowana wysoko zamontowanymi lampami, pięła się na wyniosłe wzgórze, ale o tej porze prowadziła prosto do gwiazd. Z mroku wyłaniały się kontury wyspy i przystani, na której czekali gospodarze.

W istocie, nie ma na Ziemi miejsca, w którym można by lepiej doświadczyć czegoś na kształt kolonizacji obcych globów. Nie przemawia za tym inność i spektakularność przyrody, niewątpliwej dla ludzi z południa. Chodzi o ciszę, w której plusk wydaje się niemal materialny. O cienką granicę między ziemią, a niebem czystym jak kryształ. Meduzy są gigantyczne. Linie fiordów rysują się z taką mocą, że przestrzeń przypomina nieobeszły pokój, który można urządzić na nowo. Arktyczny pejzaż, niezmącony ludzką fanaberią, stwarza tak silny reżim, że budzi grozę, a jednocześnie buduje poczucie bezpieczeństwa. I wycisza. Problemy tego świata wydają się nie mieć tu dostępu. Podejrzewam, że nim to pierwsze wrażenie minie, a zmysły popadną w rutynę, bądź człowiek zwyczajnie znienawidzi surową przyrodę z jej mrokiem, przybyszom nie znika z twarzy uśmiech. Mnie towarzyszył bezustannie, w szczególności odkąd o poranku ujrzałem świat za oknem.

muszyński uloya
Skala jest tu inaczej rozpięta, jakby ktoś rozciągnął płachtę przestrzeni. (fot. Andrzej Muszyński)

Najpierw zobaczyłem przystań, a jednocześnie dom gospodarzy, Artura i Alicji Paszczaków. Wydzierżawili przed laty nieczynny zakład przetwórstwa ryb i przerobili go na komfortową bazę, skąd wyrusza się na niepospolite wyprawy wspinaczkowe, skiturowe i morskie, a goszczą w niej ludzie z całego świata. W środku jest wielki salon z biblioteką i kuchnią oraz z przeszkloną ścianą z widokiem na morze. Na nim, kawałek dalej, kołyszą się białe łodzie. Na horyzoncie czernią się wyniosłe turnie. Rozmiar płynącej u podnóża łodzi wskazuje, jak jest ogromna. Skala jest tu inaczej rozpięta, jakby ktoś rozciągnął płachtę przestrzeni.

Nim zaczęły się pierwsze warsztaty, poszedłem samotnie do lasu. Po raz pierwszy zobaczyłem taki kolor trawy. Były pomarańczowe w odcieniu nieporównywalnym do czegokolwiek na południu, jak sztuczne ozdoby, naiwne wyobrażenie dalekiego słońca. Ja, grzybiarz od dziecka, nigdy nie widziałem tylu kapeluszy, których nikt nie zbiera. Oto świat, w którym wszystko umiera nietknięte, stare i dożyte. Czas puchnie jak te koźlaki i jego pomiar traci sens. Mgła przysłania i odsłania świat, który wydaje się w okamgnieniu zmieniać formę. Świat strzępił się w niej. Sylwety drzew przypominały mi postaci znane ze skandynawskich mitów. Wyobrażam sobie, że dla pierwszych wędrowców ten widok musiał być szokiem. Być może pierwszy raz w dziejach człowiek przywiązał się do ziemi urzeczony jej magią, bo nie mogły zachęcić go do tego warunki życia. Życie zrodziło się na południu, ale być może idea zrodziła się w chłodzie. Nie tam, gdzie sądzimy, w rzekomych sercach cywilizacji, ale tu, na dalekiej północy, gdzie mózg zmuszony do przetrwania musi działać jak brzytwa, a lodowi bogowie na horyzoncie kuszą, by się do nich modlić albo po prostu tam dotrzeć. Ścieżka wiodła dalej, w górę, wzdłuż strumienia, pod potężny wodospad, który w innych częściach świata miałby tysiąc nazw i opisów, ale tu nie budził sensacji, bo wokół było ich wiele.

muszyński uloya
 Nazwy w tym krajobrazie mają drugorzędne znaczenie. (fot. Andrzej Muszyński)

Któregoś dnia, przy dobrej aurze, wyszliśmy z Arturem w góry. Doszliśmy do wielkiego jeziora, którego nazwy nie pamiętam, podobnie jak szczytu, który zdobyliśmy, poza tym, że pięliśmy się ponad kilometr w pionie. Być może nie kojarzę ich, ponieważ wcieliłem się skutecznie w rolę gościa. Może jest inny powód: nazwy w tym krajobrazie mają drugorzędne znaczenie. Artur wskazywał w powietrzu palcem trasy zjazdów narciarskich i przepraw wspinaczkowych, również solowych i bez asekuracji. Po drodze stanęliśmy nad wielkim czarnym jeziorem. Piękno staje się tu jakby oczywiste i pierwotne, nieprzywarte stosem innych znaczeń. Potem stanęliśmy na wierzchołku, skąd roztaczała się na panorama. Fiordy srebrzyły się tak mocno, że przypominały dopiero co wyhartowane noże wbite w cielska urwisk. Na widnokręgu, przysłonięte u podnóża morską mgłą, lewitowały piki Alp Lyngeńskich. Ujrzałem drugą stronę wyspy.

W tym miejscu ludzie żyli od co najmniej sześciu tysięcy lat. Ta wyspa jest wciąż zamieszkała, ale dwóch zaludnione części nie łączy żadna droga. Pływa się łodzią. Na Uløyi znajduje się wieś Hamnnes, w której mieszka około pięćdziesięciu osób, na całej wyspie około stu. Przez te kilka dni zdążyłem wyczuć, że to miejsce ma swoje tajemnice, opowieści zamkniętego kręgu. Widziałem fotografię, która na to wskazywała. Stare zakłady, w których pozyskiwano fiszbin i ambrę; dzieci, których już nie zastałem. Jadąc na rowerze wzdłuż brzegu, mijałem kilka domów, w których poruszali się wolno starzy ludzie. Kobieta siedziała przy oknie wpatrzona w ocean. Większość z nich spędza tu lato, potem wraca na południe. Zostawiają w domach stale zapalone światła, zasilane energią rzek, co w śnieżną zawieję wciąż może komuś uratować życie. Kiedyś było inaczej. Nie dopytywałem jak, bo istnieją miejsca, które rozpisują w ludzkich sercach historie nieprzekazywalne. Możemy się otworzyć i próbować opowiedzieć, skąd jesteśmy, ale mimo szczerych chęci nasza tożsamość pozostanie sekretem.

muszyński uloya
Istnieją miejsca, które rozpisują w ludzkich sercach historie nieprzekazywalne. (fot. Andrzej Muszyński)

Tromso było ciemne i czyste. Wieczorem przy brzegu, w saunie położonej na wodzie, nagrzani Norwedzy wskakiwali nago do lodowatej wody. Lotnisko było przytulne i ciche. Czekaliśmy na lot do Gdańska. Niewielkie sale odpraw przypominały pokoje. Zajrzałem do jednego z nich. Siedziało tam wielu podróżnych. Próbowałem po ich twarzach ocenić nastrój miejsca, do którego zmierzali. Na tablicy napisano: Spitsbergen. Lot miał trwać nieco ponad dwie godziny. Zapragnąłem tam być.

***

Tags: MiejscaNorwegiapodróżePolecamy
Andrzej Muszyński

Andrzej Muszyński

Powiązane wiadomości

Matterhorn (fot. PT / outdoormagazyn.pl)
Kierunki outdoor

Matterhorn: fatalne warunki na Grani Lwa

2 października 2026
Szlak 66 jezior (66-Seen-Weg) © Juliane Nimke / TMB Tourismus-Marketing Brandenburg GmbH
Kierunki outdoor

Brandenburgia. Wędrówki za zachodnią granicą Polski

29 września 2026
Potężne wodospady, wybuchające gejzery, języki lodowców i czarne, wulkaniczne plaże – Islandia to jeden z najbardziej dynamicznych krajobrazów na Ziemi (fot. Jon T. Jonsson / pexels.com)
Miejsca

Co zobaczyć na Islandii? Najciekawsze atrakcje Krainy Ognia i Lodu

27 września 2026
Następny artykuł
Rzeka Triśuli w Nepalu (fot. Sundar1 - Wikipedia)

Nepal obchodzi dzień żałoby po błyskawicznych powodziach w Himalajach

Projektując Suunto Run 2, postawiono na absolutną lekkość. (fot. Suunto)

Wyznaczaj kolejne biegowe cele. Suunto przedstawia dwie premiery: zegarek Suunto Run 2 oraz pas pomiaru tętna Suunto Smart Heart Rate Belt 2

W rytmie prawdziwej natury, czyli camping i rafting w Zillertal (fot. Zillertal Tourismus / Christoph Johann)

W rytmie prawdziwej natury, czyli camping i rafting w Zillertal

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Subskrybuj!

Zapisz się do naszego newslettera. Będziesz dostawał informacje o nowościach na stronie.

Najnowsze

Karl Bushby in the USA (photo: Karl’s private archive)

Interview with Karl Bushby: 28-year Walk Home

Julia Klimek
5 października 2026
0

Karl Bushby set off from Punta Arenas, Chile, in 1998, pulling a cart with his belongings behind him. He has...

W październiku rusza XII edycja cyklu Pure Powder Tour 2026 by Gopass

Informacja prasowa
2 października 2026
0

W październiku rusza XII edycja cyklu Pure Powder Tour 2026 by Gopass - seria wydarzeń dedykowanych fanom jazdy na nartach...

fot. Columbia Sportswear

Pogoda dyktuje warunki, ty dyktujesz tempo. Ruszaj na trekking z Columbia Titanium Hike

Artykuł sponsorowany
2 października 2026
0

Sezon jesienno-zimowy to czas, kiedy góry pokazują swoje najsurowsze oblicze, a porywisty wiatr, deszcz i nagłe załamania pogody stają się...

Źródła: vodni-brana.cz

Lonże na via ferrary: limity wagowe absorberów

Redakcja
2 października 2026
0

Ważne przypomnienie dla miłośników via ferrat: absorbery w lonżach są produkowane zgodnie z normą EN 958, która zakłada masę użytkownika...

© 2010-2025 Outdoor Magazyn - Magazyn sportów outdoorowych.

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
View All Result
  • Wydarzenia
  • Sprzęt
  • Kierunki outdoor
  • Kultura
  • Testy
  • Poradniki
  • Gdzie kupić Outdoor Magazyn
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

© 2010-2024 Outdoor Magazyn