Czasem słońce, czasem ciepły, letni deszcz – zamieniając matę do jogi na deskę SUP musimy pogodzić się z tym, że nie na wszystko mamy wpływ. Ta wiedza nas uwalnia i pozwala doświadczać inaczej – zarówno znane asany, jak i otaczający świat. O lekcji odpuszczania, jaką daje praktyka na desce, rozmawiamy z Magdą Bajer, wieloletnią instruktorką jogi i pionierką SUP jogi w Polsce.
***
Wiola Imiolczyk (Outdoor Magazyn): Czym jest SUP joga?
Magda Bajer: To forma praktyki jogi, podczas której zamiast tradycyjnej maty używamy deski Stand Up Paddle. Od kilku latach pływanie na desce typu SUP rozwija się w Polsce w tempie odrzutowym. SUP joga przyszła nieco później, ale jej popularność rośnie. Osobiście zajmuję się SUP jogą od 10 lat, początkowo prowadziłam zajęcia w Anglii, później na Sri Lance, a od powrotu do Polski ponad 5 lat temu prowadzę SUP FIT Poland Studio Natury w Dolinie Trzech Stawów w Katowicach. To tam w sezonie spotykamy się na praktyce SUP jogi wśród zieleni.
Jaki typ jogi praktykuje się na desce?
Prowadzona przeze mnie praktyka na SUPach nie ogranicza się do jednego konkretnego stylu jogi. SUP joga to połączenie różnych stylów, jest tu po trochę wszystkiego, a poszczególne elementy praktyki są dostosowane do umiejętności i stopnia zaawansowania grupy. Czasem na zajęcia przychodzą osoby, które mają już za sobą wiele miesięcy tradycyjnej praktyki. Wtedy wiem, że mogę wprowadzić nieco więcej dynamiki. Jednak nierzadko nawet zaawansowani jogini są zaskoczeni tym, jak inaczej odczuwa się asany, kiedy wykonujemy je na desce.

Czy to znaczy, że są one trudniejsze?
Niekoniecznie, chociaż często tak. Na desce znacznie trudniej jest utrzymać równowagę. Weźmy za przykład pozycję drzewa, w której stoimy na jednej nodze, podczas gdy druga noga jest zgięta i umieszczona po wewnętrznej stronie uda lub pod kolanem. To jedna z trudniejszych pozycji do wykonania na wodzie! Wielu uczestników zajęć ma większy problem z wejściem do pozycji drzewa niż staniem na głowie, podczas gdy na macie jest zupełnie na odwrót.
Pewnie jest jakaś kolejność praktyki, dzięki której powoli oswajamy się z bujaniem?
Tak, przejście przez kolejne etapy jest pomocne i, jak powiedziałaś, pozwala nam oswoić się z niestabilnością otoczenia. Każdą praktykę zaczynam od omówienia kwestii bezpieczeństwa na wodzie, uczestnicy muszą wiedzieć, jak zachować się w kryzysowych sytuacjach. Bez tego nie można wejść na deskę. Kiedy już znajdziemy się na wodzie, zaczynamy od pozycji siedzącej, stopniowo przechodzimy do klęku, pozwalamy naszemu ciału wejść w rytm i poczuć pływy wody. Dopiero wtedy przechodzimy do bardziej wymagających pozycji. Na koniec przychodzi czas na odprężenie…
…można dryfować i cieszyć się słońcem.
Tak, chociaż właściwie cała praktyka SUP jogi jest w dużej mierze właśnie o tym – o doświadczaniu tego, co wokół nas i poczuciu bycia częścią świata. Tradycyjna joga na macie w studiu jest ukierunkowana mocno do wewnątrz, skupiamy się na oddechu i na procesach, jakie w nas zachodzą. Z kolei SUP joga, jako uzupełnienie praktyki na macie, uczy nas tego, że jesteśmy częścią czegoś większego, na co nie do końca mamy wpływ. Pozostaje nam „płynąć z nurtem”.

Nie mamy wpływu na przykład na pogodę.
Dokładnie. Nie zwiększymy temperatury, nie zmniejszymy podmuchów wiatru. Na dodatek każdorazowo wchodzimy w nieznane nam otoczenie, inaczej niż w przypadku jogi w studiu, gdzie jesteśmy oswojeni z miejscem. Na wodzie za każdym razem jest nieco inaczej, słońce pada pod innym kątem, a czasem pada letni, ciepły deszcz. To, co wokół, dzieje się niezależnie od nas. Tak, SUP joga jest w dużej mierze o odpuszczaniu.
Co jeszcze daje nam joga na wodzie?
SUP joga pozwala nam doświadczać na nowo znane nam pozycje i rewidować naszą wiedzę na ich temat. Pamięć ciała zawodzi, kiedy dochodzi ciągłe bujanie deski. Wszystko to prowadzi do pogłębienia praktyki, poszerzenia świadomości ciała – możemy łatwiej dostrzec swoje braki, które nie ujawniają się na macie. To duża nauka.
Także nauka uważności?
Oczywiście! Z założenia joga to praca nad uważnością. Jednak na wodzie skupienie jest nam potrzebne jeszcze bardziej niż na macie. Kiedy gubimy skupienie, wpadamy do wody. W studiu bardzo łatwo się rozproszyć, wchodzimy w pozycję, a później nasze myśli powoli odpływają. Deska to wspaniałe narzędzie, które przykuwa uwagę tu i teraz. Oczywiście nie przeszkadza to w zauważaniu tego, co wokół nas. Na dodatek przez sam fakt, że znajdujemy się wśród zieleni, łatwiej o zachwyt i drobne wzruszenia. Wystarczy przepływająca nieopodal kaczka albo ławica ryb.
A co z korektami i dążeniem do perfekcji w wykonywaniu asan?
Jak wspominałam, SUP joga powinna być traktowana jako uzupełnienie praktyki na macie w studiu. To wtedy jest czas na korekty, na naukę bezpiecznego wchodzenia do pozycji, bo o bezpieczeństwo tutaj chodzi. Nie uważam, żeby każdy powinien wykonywać asanę w ten sam ściśle określony sposób. Najważniejsze, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Dobrze jest umieć czytać swoje ciało, rozszyfrowywać, czy dana pozycja nam nie szkodzi. Jedną z podstawowych zasad jogi jest niekrzywdzenie. Nie tylko innych ludzi, zwierząt czy środowiska, ale także siebie samego. Zamiast wchodzić do pozycji na siłę, nie szanując ograniczeń własnego ciała, warto zatrzymać się w półpozycji albo całkiem odpuścić, usiąść w pozycji dziecka.
Wracając do twojego pytania, praktykując jogę na macie w studiu uczymy ciało i przygotowujemy je do wykonywania pozycji. Z kolei joga na SUPach jest o czymś innym – o doświadczeniu, o radości ze wspólnego bycia na wodzie. A dążenie do perfekcji to coś, co łatwo może odebrać nam przyjemność z praktyki.

Jaki sprzęt jest potrzebny do SUP jogi?
Po pierwsze – deska. Na rynku są różne typy desek, różniące się kształtem, materiałem wykonania i rozmiarem. Możemy wybrać dedykowaną SUP yoga board, która jest szersza i krótsza, przez co bardzo stabilna. Dostępne są także deski allround, czyli uniwersalne, nadające się zarówno do SUP jogi, jak i do pływania. Fajną opcją są deski dmuchane, które można spakować do plecaka i zabrać na przykład do pociągu. Oprócz deski potrzebne jest wiosło, a także leash, czyli taśma, którą przypinamy do łydki, aby deska nie odpłynęła, gdy wpadniemy do wody. Obowiązkowym elementem wyposażenia jest również kamizelka ratunkowa, bez której nie powinniśmy wchodzić na deskę. Osobiście podczas praktyki grupowej wykorzystuję platformę zakotwiczoną do dna jeziora. Wokół platformy są przymocowane promieniście SUPy uczestników. Wygląda to trochę jak pływające słoneczko. Dzięki temu nikt przez przypadek nie odpłynie i możemy skupić się na wspólnej praktyce.
Joga w grupie daje energię, ale wyobrażam sobie, że praktyka w samotności na dzikim jeziorze musi być czymś niesamowitym.
Tak, wtedy jesteśmy sam na sam z naturą, która nas koi i wycisza. Ale też dodaje nam siły i jeszcze silniej wyostrza naszą uważność. Zarówno na świat, który nas otacza, jak i na samych siebie. Bardzo często w tafli wody przeglądamy się jak w lustrze, pojawiają się różne refleksje. To piękny czas, moment uwolnienia, którego trzeba doświadczyć, by zrozumieć jego wartość.











