Tatry wiosną są niesamowite. W lesie śpiewają sosnówki i drozdy, tokują cietrzewie i głuszce, budzą się niedźwiedzie. Wystarczy się przyjrzeć. Przyrodę trzeba chronić dla niej samej, ale równocześnie dla ludzi. Wiele się zmieniło, ale nadal ten kontakt i te doświadczenia mają dla nas ogromną wartość. Nie możemy tego popsuć. Rozmawiamy z Michałem Adamowiczem, znawcą Tatr, artystą, przyrodnikiem i ornitologiem.
***
Katarzyna Okuszko: Od czego zacząć doświadczanie przyrody, żeby uniknąć pułapek współczesnego świata?
Michał Adamowicz: To są bardzo trudne pytania, dlatego że w obecnych czasach obraz turystyki jest kształtowany przez media społecznościowe, więc rzeczy, które tam są popularne, stają się jakimś wzorem dla innych ludzi. Kiedyś opowiadanie historii tworzyło nam pewne wyobrażenie o miejscu, do którego się udajemy. Teraz, jak chcemy na przykład wejść na jakąś górę w Tatrach, to możemy zobaczyć 150 zdjęć i film prawie z każdego metra szlaku. To trochę tak, jakby poznać całą fabułę filmu przed jego obejrzeniem. Popularność określonych celów górskich powoduje, że wszyscy popadamy w pułapkę kolekcjonowania i szybko zapominamy, o co w tych górach właściwie chodzi. Dlatego warto traktować media społecznościowe z dużym dystansem.
Pierwsze kroki w doświadczaniu przyrody stawiałem z moim tatą, który zabierał mnie na długie spacery w Tatry, głównie w doliny. Twierdził, że nie ma kondycji, więc nigdy takim zdobywaczem gór nie został. Po prostu szliśmy, oglądając przyrodę dookoła.

K. O. : Twój tata musiał być ekspertem w tej dziedzinie?
M.A.: Nie, ale bardzo lubi przyrodę. Zawsze zachwycał się w naturze różnymi rzeczami: igłami świerków, jakimiś małymi drzewkami, kropelkami rosy na liściach, borówkami. Dopiero z perspektywy czasu zrozumiałem, że ludzie na ogół nie zwracają na to uwagi. Wiedza wcale tu nie jest potrzebna. Dodatkowo sam byłem zafascynowany przyrodą, ptakami przede wszystkim, od bardzo wczesnego dzieciństwa. Tatry są miejscem unikatowym w Polsce, jeśli chodzi o bogactwo bioróżnorodności, więc mogłem tam prowadzić niezwykłe obserwacje. Doświadczając przyrody warto się pochylić nad każdym jej przejawem. Moje pierwsze spotkanie z kozicą była dla mnie ogromnym wydarzeniem, nie wspominając o obserwacji niedźwiedzia, po długim czasie zresztą.

K. O. : Już wtedy interesowałeś się cietrzewiami i zagrożeniami dla tego gatunku?
M.A.: Początkowo pochłaniało mnie wiele aspektów tatrzańskiej przyrody, dopiero kiedy w 2017 roku zacząłem robić badania nad populacją tych kuraków, poznałem czynniki, które im szkodzą. Cietrzew jest w Polsce gatunkiem wymierającym. W latach 70. XX wieku było około 30 tys. osobników, w tej chwili jest może 250 ptaków. Wymiera strasznie szybko z powodu przekształcania środowiska, osuszania albo źle prowadzonej gospodarki leśnej, a także większej liczby drapieżników niż dawniej, głównie za sprawą działań człowieka, takich jak szczepienia lisów przeciw wściekliźnie i wprowadzanie gatunków obcych. Generalnie to wszystko jest napędzane zmianami klimatu. W górach i w krajach północnych panuje jeszcze ten surowy klimat „cietrzewiowy”, ale na nizinach coraz trudniej uciec przed zmianami klimatu i wszystkimi ich konsekwencjami. Obserwując te czynniki oraz zagrożenia, także te ze strony turystyki, zacząłem powoli odkrywać, że góry dla bardzo wielu ludzi nie są tym, czym dla mnie.
K. O. : Jakie było twoje wyobrażenie o tym, czym góry są dla człowieka?
M.A.: Myślałem, że to jest właśnie takie miejsce, gdzie patrzy się na rosę, obserwuje zwierzęta. Muszę też przyznać, że z czasem, zwłaszcza gdy obserwowałem innych turystów i ich dokonania, pojawiła się też jakaś wewnętrzna żądza, żeby na nie wchodzić i, jak to się mówi, „zdobywać je”. Oczywiście góry są tym, czym chcemy, żeby dla nas były, ale jak zacząłem się temu przyglądać, to moje pierwotne podejście wydawało mi się trochę nietypowe i dziwaczne, bo najczęściej spotykałem się z takim twardym, bezwzględnym podejściem do gór. Podczas badań razem z moim przyjacielem Filipem Chudzyńskim zrobiliśmy film o tropieniu tatrzańskich cietrzewi, który się nazywa Kohut. W czasie jego powstawania wrzucaliśmy różne zdjęcia na naszą stronę, pod którymi pojawiały się ikonki z uśmieszkami. Niektórych ludzi najwyraźniej bawiło to, że za zwierzętami wychodzi się w góry. Wtedy zauważyłem, że rzeczywiście chodzenie w góry dla przyrody, myślenie o jej ochronie, o tym, żeby nie zadeptać, nie zajechać, nie zniszczyć, nie hałasować, nie świecić w nocy – nie jest takie typowe.

K. O. : Czym spowodowane jest traktowanie gór wyłącznie jako celu do zdobycia?
M.A.: Myślę, że to pokłosie panującej przez lata narracji. Zdobywcy Korony Himalajów i Karakorum funkcjonują trochę jak bohaterowie i zwycięzcy. Przez to chodzenie po górach kojarzy się z czymś ekstremalnym i konkurencją. Dla wielu Tatry stają się areną sportową. I tak jak do Puszczy Białowieskiej, która jest jednym z ostatnich tego typu obszarów w Europie o cechach lasu naturalnego, turyści przyjeżdżają ze względów przyrodniczych, to w Tatry gównie z powodów turystyczno-sportowych. Zapominają przy tym, że przyroda tatrzańska należy do najbardziej unikatowych w Europie.
K. O. : Co mogłoby zmienić to nastawienie? Idąc z duchem czasu, może jakaś fajna aplikacja, która umożliwia poszukiwanie określonych gatunków i zaznaczanie ich obserwacji?
M.A.: Istnieje aplikacja Naturalist, połączona ze stroną ornitho.pl, gdzie można zapisywać swoje obserwacje. Sam często z niej korzystam. Jest popularna wśród przyrodników, ale większości turystów jest raczej nieznana. Wydaje mi się, że problem tkwi w tym, że przyroda ludzi za bardzo nie interesuje. Może to dlatego, że jest wciąż, szczególnie w Polsce, takim tematem trochę dla dzieci – o miłych zwierzątkach. Poważni ludzie się tym nie zajmują. Mimo że eko trendy są teraz bardzo w modzie, to wydaje mi się, że nie przekłada się to jakoś na głębsze zainteresowanie przyrodą. Słyszałem taką historię z Kościelca. Ojciec z synem weszli na szczyt i podleciał do nich mały ptaszek – płochacz halny. I synek się zapytał taty, co to jest za ptak. Na co tata odpowiedział mu, że ten ptaszek jest tu najmniej ważny.
K. O. : Co można zrobić, żeby rozwinąć w ludziach wrażliwość na przyrodę?
M.A.: Nie czuję się najlepiej w roli aktywisty, więc raczej próbuję coś zmienić poprzez edukację i działania artystyczne. Wraz z Filipem nakręciłem jeden film o cietrzewiach na nizinach pt. Pustać. Ostoja cietrzewia i wspomniany już Kohut, czyli po góralsku cietrzew. W tym drugim obrazie chcieliśmy pokazać Tatry trochę po naszemu, jako że uważamy siebie trochę za takich dziwaków w sposobie ich postrzegania. Skupiliśmy się na zjawiskach przyrodniczych w mikroskali i bardzo uważałem przy montażu, żeby nie pokazać ani jednego znanego widoku. Chciałem przekazać ludziom informację, że Tatry to nie tylko Wielka Korona Tatr czy Orla Perć, schroniska czy Kasprowy, ale że są tam te wszystkie ciekawe i unikatowe miejsca, w których się toczy prawdziwe życie tatrzańskiej przyrody.

K. O. : Jednak te obszary nie są na ogół dostępne dla zwykłego turysty, który musi się trzymać wyznaczonych szlaków. Jak doświadczać przyrody bez łamania przepisów?
M.A.: Gdy prowadziłem badania i kręciłem film, miałem zezwolenie na przebywanie w miejscach, do których dostęp jest ograniczony. Na tak małym skrawku Ziemi jak Tatry pozostawienie pewnej przestrzeni bez wstępu dla turystów jest niezbędne dla ochrony przyrody. Jednak wiele niezwykłych zjawisk można zobaczyć również ze szlaków. Teraz poruszam się po Tatrach jak zwykły turysta i mam swoje patenty na obserwację przyrody. Co roku na wiosnę mam w Tatrach swój święty tydzień. Zabieram lunetę i wypatruję np. z Doliny Kościeliskiej moich kuraków. Wystarczy mi, kiedy zobaczę małą, czarną kropkę z dwóch kilometrów. Jest wiosenny poranek, niebo robi się różowe, na ośnieżonych górskich grzbietach widać te czarne punkciki – to dla mnie niesamowity spektakl. Odległości w Tatrach są ogromne i żeby się nie ograniczać tylko do obserwacji przy szlakach, warto nosić ze sobą lornetkę lub nawet lunetę.
K. O. : Czy cietrzew tatrzański się różni od cietrzewi nizinnych?
M.A.: Generalnie to jest ten sam gatunek. Bardziej stabilne są populacje górskie, bo w przeciwieństwie do terenów nizinnych środowisko jest bardziej trwałe w górach. Na przestrzeni lat poziom wód gruntowych w Polsce się tak drastycznie obniżył, że bagna i mokradła w znacznym stopniu wyschły i zarosły. W 2020 roku w czasie wiosennej suszy doszło nawet do dużego pożaru w Biebrzańskim Parku Narodowym. Warunki nad Biebrzą zmieniły się tak bardzo, że tamtejsza populacja prawie wymarła. W zeszłym roku odzywał się tam tylko jeden ptak. Sytuacja na nizinach jest dramatyczna, ale w Izerach, Karkonoszach i Tatrach cały czas są dobre warunki siedliskowe. W Tatrach cietrzewie żyją głównie powyżej górnej granicy lasu, gdzie jest borówka i kosodrzewina. Są przy tym bardzo przywiązane do swoich ostoi i bardzo płochliwe. Niepokojone raczej nie będą się przenosić, tylko po prostu ograniczą aktywność w tym miejscu, w skrajnych przypadkach nawet rezygnując z rozrodu. A po polskiej stronie żyje tylko 40-50 ptaków, czyli naprawdę garstka, dlatego zachowanie tych terenów jako siedlisk cietrzewia jest tak ważne.

K. O. : Co tak bardzo niepokoi te piękne, górskie kuraki i jak temu zapobiec?
M.A.: Niestety, to właśnie ich teren jest najbardziej zagrożony, głównie przez narciarstwo pozatrasowe. Problem polega na tym, że narciarze poruszają się po ogromnym obszarze, więc gdyby ten ruch mocniej skanalizować tak, by omijał najważniejsze rejony, to negatywny wpływ na cietrzewie zostałby ograniczony. Oczywiście przepisy parkowe wyraźnie mówią, że można poruszać się tylko po wyznaczonych szlakach, jednak w praktyce na ogół wygląda to zupełnie inaczej. Zapewne jest to ograniczanie wolności narciarza i tego pięknego sportu, ale jeżdżąc po głowie cietrzewia ogranicza się z kolei jego wolność. Dla nas to sport, dla wielu z nas nawet pasja, ale dla tych ptaków to po prostu jedyne miejsce do życia. Sądząc po reakcjach w internecie na moje prośby związane z powstrzymaniem się w pewnych rejonach od narciarstwa pozatrasowego, zrozumiałem, że dla wielu ludzi nie jest ważne, czy żyje tam jakiś zagrożony gatunek. Często odpowiadano mi, że w Alpach można wszędzie jeździć i nikt ptaszkami się nie przejmuje. Nie jest to prawda. Po pierwsze, Alpy są dużo większe niż Tatry, a po drugie – są tam wyznaczone strefy ochrony cietrzewia, gdzie stoją tablice i barierki. Działa to mniej lub bardziej skutecznie. W Karkonoszach niektóre szlaki są zamykane na parę tygodni z względu na fakt, że zaczął się okres toków cietrzewi. W Tatrach się tego nie robi. Moje początkowe działania w kierunku ochrony tych ptaków nie spotkały się z żadną reakcją, ale po pokazie naszego filmu, a także po nawiązaniu współpracy TPN z Komitetem Ochrony Kuraków, do którego również należę, udało się wspólnie z działem edukacji TPN wprowadzić na razie miękkie działania, czyli tablice na szlakach, ograniczenie wejścia na szlak na Grzesia z Doliny Chochołowskiej wiosną tak, że dozwolone jest ono od 8 rano ze względu na tokowanie cietrzewi o wschodzie słońca. Odbył się parę razy dzień cietrzewia, a pracownicy parkowi robią w schroniskach prelekcje na temat ochrony tego ptaka. To nie wystarczy, ale jest to ważny pierwszy krok.

K. O. : Wydaje się, że problem edukacji ciągle pozostaje nierozwiązany?
M.A.: Trzeba edukować przede wszystkim dzieci, bo łatwiej dotrzeć do kogoś, kto dopiero sobie jakoś formułuje światopogląd. Nie indoktrynować, ale po prostu najzwyczajniej w świecie informować. Mam też nadzieję, że nasz film wzbudził, przynajmniej u niektórych, jakąś refleksję. Dla tych, którzy potrzebują twardych argumentów, można jeszcze bardziej uściślać dane i cytować badania. Poza tym ludziom nie przychodzi do głowy myśleć o ochronie czegoś, czego nie znają i o czym nie wiedzą, dlatego na szlakach powinny być tablice informujące o tym, jakie zwierzęta tam żyją. Przewodnicy i instruktorzy prowadzący kursy powinni mówić nie tylko o sztuce wspinania, ale też o znaczeniu przyrody w miejscu wspinaczki. To jest bardzo trudne, bo przecież mówimy o około pięciu milionach ludzi korzystających rocznie z uroków Tatr. Paradoksem jest fakt, że dla części ludzi zamykanie tras narciarskich z powodu na przykład wybudzania się świstaków to złe wieści. Z rozczarowaniem przyjmujemy informacje, że cietrzewie tokują albo że zagnieździły się sokoły, i trzeba będzie zrezygnować z naszych planów. Przyroda zaczyna nam przeszkadzać. Niezwykle trudno jest odkręcić taki sposób myślenia. Przyrodę należy chronić nie tylko dla niej samej, ale też dla nas, ludzi.
K. O. : Czy człowiek jest w takim razie częścią tej przyrody, mimo że czasami zachowuje się jak jej największy wróg?
M.A.: To jest fantastyczne pytanie, mocno się nad tym zastanawiam. Czym jesteśmy dla przyrody w XXI wieku? W czasach prehistorycznych rzeczywiście byliśmy jej częścią, musieliśmy polować, uprawiać rośliny, żeby przeżyć. Z naturą wiele nas łączy. Wciąż mamy atawistyczne odruchy, które na to wskazują. Boimy się ciemności, bo nie wiemy, co się w niej kryje… Lubimy zapach deszczu, bo nasz nos wyczulony jest na zapach związku chemicznego o nazwie geosmina, który pierwotnemu człowiekowi dawał znać, gdzie jest woda. A jak jest teraz? Jesteśmy gatunkiem, który zmienił wygląd planety, zmienił klimat, środowisko, wszystko podporządkował faktycznie sobie. Trzeba na nowo zdefiniować naszą rolę w przyrodzie.
K. O. : Czy w takim razie przyroda jest ludziom niepotrzebna?
M.A.: Większość z nas jest w stanie przeżyć całe swoje życie nie mając z przyrodą kontaktu. Po naszym filmie ktoś powiedział, że ma wrażenie, że nigdy nie obcował z taką naprawdę dziką przyrodą. Teraz żyjemy w hałasie, w świetle w ciągu nocy, nie ma ciemności, nie ma ciszy. To są dziwne i nowe warunki dla naszego gatunku, i nic dziwnego, że czujemy się w nich zagubieni i zestresowani. Dla mnie przyroda jest niezbędna dla zdrowia psychicznego. Kiedy dopada mnie niepokój egzystencjalny, związany z przemijaniem i pytaniami o to kim jesteśmy we wszechświecie, to wtedy właśnie to głębokie bycie w przyrodzie ma kluczowe znaczenie. Można poczuć przynależność ze źdźbłami trawy, z owadami, które tam fruwają, kozicami, ptakami – to wszystko przynosi ukojenie. Czuć wtedy, że w tym naszym współistnieniu panuje jakaś jedność i harmonia. Wszystko do siebie pasuje. Takie momenty są możliwe tylko w długim i głębokim kontakcie z naturą, nie powierzchownym, nie na szybko.

Myślę, że oderwanie się od natury i traktowanie jej wyłącznie w sposób użytkowy powoduje, że coś tracimy, w jakiś sposób cierpimy. To co jest dla przyrody szkodliwe, dla nas też nie jest dobre. Generalnie wizerunek przyrody jako czegoś, co nam przeszkadza, jest bardzo niebezpieczny.
***
ROZMAWIAŁA: Kasia Okuszko
FOTO: Michał Adamowicz










