Jean-Baptiste Liautard: „Moim głównym celem jest marzyć i sprawić, by inni marzyli. Chciałbym, żeby każdy mógł zobaczyć i poczuć to, co czują sportowcy uwiecznieni na zdjęciach. Pokazuję piękno natury i talent ludzi. Fotografie zawsze działały na mnie mocniej niż słowa, dlatego wybrałem ten sposób na dzielenie się swoją pasją do rowerów, podróży i fotografii”.
***
Urodziłem się w małym miasteczku, godzinę drogi od Lyonu. Miasta nigdy mnie nie interesowały, ale miałem to szczęście, że w dzieciństwie mogłem spędzać dużo czasu w rodzinnym domu na wsi. Od najmłodszych lat szwendałem się po okolicy, łowiłem ryby i poznawałem świat przyrody. Niedługo później odkryłem kolarstwo górskie – w pobliżu znajdowało się niewielkie wzgórze, oblegane przez lokalną społeczność pasjonatów MTB.
Rower jest dla mnie synonimem wolności. Wcześniej grałem w tenisa. Wiązały się z tym ciężkie treningi, zawody, dyscyplina… Z kolei w góry jeździliśmy dla przyjemności, czystej zabawy, to była ucieczka od świata rywalizacji. Oczywiście i w tej dyscyplinie są zawody, jednak dla mnie kolarstwa górskiego nie da się zamknąć w żadne ramy. Najbardziej kręci mnie freeride, prędkość, adrenalina, loty. Wolę samodzielnie stawiać sobie wyzwania i wyznaczać cele.

Wkręciłem się w wieku 14 lat i tak już zostało. Lubiłem spędzać czas ze znajomymi na świeżym powietrzu. Jeździliśmy w każdy weekend, aż pewnego razu, mniej więcej w rok po złapaniu rowerowego bakcyla, złamałem obojczyk. Oznaczało to dwa miesiące przerwy od roweru. Początkowo byłem zdruzgotany, nie chciałem rezygnować z weekendowych wypadów, które oprócz samej jazdy stanowiły dla mnie ważny element życia towarzyskiego. Musiałem znaleźć sobie jakieś inne, sensowne i powiązane zajęcie. Kupiłem więc prosty aparat i zacząłem robić zdjęcia.

Od kiedy pamiętam, mój ojciec nosił przy sobie aparat – nie mam pewności, ale być może i to wpłynęło na moje zainteresowania oraz miłość do fotografii. Pierwszą lustrzankę kupiłem w wieku 18 lat. Byłem chyba ostatnią osobą w rodzinie, która kupiła aparat fotograficzny.
Od tamtej pory wiedziałem, że chcę zajmować się tym zawodowo. I szczerze mówiąc, poszło dość szybko. Może dlatego, że zawsze wierzyłem, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko poświęci się temu wystarczająco dużo energii.

Pokochałem fotografię i rzuciłem studia inżynierskie. Uczyłem się i fotografowałem na okrągło. Chciałem podróżować z przyjaciółmi i uwieczniać to, co widzę: akcję, krajobrazy, styl życia. Pokazywać światu swoją wizję kolarstwa i jego piękno. Pierwsza profesjonalna sesja dla magazynu, z zawodowymi riderami, uzmysłowiła mi, że to co sobie wymarzyłem, mam w zasięgu ręki.

Podobnie jak w jeździe na rowerze, także w fotografii lubię wyzwania. To zajęcie wciąż wystawia naszą kreatywność na próbę. Trudno to opisać. Gdy trzymam aparat, czuję się po prostu szczęśliwy. Możliwość uchwycenia momentu w locie, w zgodzie z własną wizją i artystyczną wrażliwością, a później podzielenie się efektami tej pracy ze światem – to coś niesłychanie satysfakcjonującego. Fotografia uzależnia. Nie ma lepszego uczucia nad to, gdy zdjęcie, o którym marzyłeś od kilku miesięcy, pojawia się w końcu na ekranie twojego aparatu.

Aparat i rower to dwa narzędzia, które ułatwiają zwiedzanie świata. W dzieciństwie nie miałem okazji podróżować. Za to później, dzięki fotografii, udało mi się zobaczyć kawał świata. Czuję olbrzymią wdzięczność i cieszę się, że mogłem poznać tyle ciekawych miejsc, ludzi i kultur.
Każda sesja jest inna. Największe znaczenie ma dobra komunikacja, ważne by wszystkie zaangażowane osoby wiedziały, co chcemy wspólnie osiągnąć. Zawsze stawiam sobie wysoko poprzeczkę, a przez to czuję presję. To relacja typu love/hate, bo porażka jest dużą częścią tej gry, często przychodzi frustracja. Warto się jednak starać. Duże znaczenie podczas sesji odgrywa również pogoda, chociaż odrobina nieprzewidywalności czasem się przydaje, nawet jeśli lubisz mieć wszystko pod kontrolą.

W głowie mam zawsze listę pełną różnych konceptów. Nieraz od pomysłu do realizacji mija wiele miesięcy. Czasem świetne zdjęcie powstaje, gdy się tego zupełnie nie spodziewamy. Lubię obie sytuacje, zarówno te dokładnie zaplanowane, jak i te bardziej spontaniczne, unikalne momenty łapane na gorąco.
Jestem perfekcjonistą i nie wycinam niczego ani nie dodaję w postprodukcji. Dlatego bardzo uważam podczas kadrowania, staram się dopracować wszystko przed rozpoczęciem zdjęć. Często przesuwam gałęzie lub przykrywam ziemią jasne kamienie, tak długo aż fotografowana scena stanie się “czysta”. Poza tym w przypadku zdjęć MTB trzy najważniejsze kwestie to: światło, akcja i tło.

Zawsze staram się zapisać w fotografii emocje, które towarzyszyły mi w danej chwili. Próbuję dodać nieco poezji do sportu mechanicznego, co nie jest łatwe. Marzę o takich sytuacjach, gdy akcję da się połączyć ze sztuką. I szukam ich. Główną rolę może w tym przypadku zagrać specyficzny efekt świetlny, wyjątkowy krajobraz lub niespotykane warunki atmosferyczne. Mam nadzieję, że takie zdjęcia zabierają widza w podróż, pobudzają do marzeń.

Rozwój sztucznej inteligencji to świetna sprawa, która ułatwia życie fotografom. Jednak w przypadku sztuki najważniejszy jest wkład człowieka. Jego uczucia, wizja i umiejętności. Historie i wspomnienia zapisane na fotografiach mają olbrzymią moc i nie zastąpi ich kompozytowy obraz stworzony przez robota. Jestem pewien, że AI nie wyprze tradycyjnej fotografii. Niemniej w świecie mediów społecznościowych to kolejny krok zacierający granice między tym co rzeczywiste i nie. A ja w przyszłości chciałbym oglądać więcej prawdziwych zdjęć w druku, a nie tych na małym ekranie.

Rada dla fotografów:
Próbuj myśleć niestandardowo i rób jak najwięcej zdjęć – przede wszystkim takich, które tobie sprawiają przyjemność, a niekoniecznie takich, które inni chcą zobaczyć, czy takich, które zdobędą najwięcej like’ów w mediach społecznościowych. Jeśli chcesz zająć się tym zawodowo, miej świadomość, że połączenie pasji i pracy może być piękne, ale niesie ze sobą również zagrożenia, głównie w sferze zdrowia psychicznego i związków międzyludzkich, bo w takim przypadku poświęcasz danej dziedzinie dużą część swojego życia.
Jean-Baptiste Liautard
***
Materiał ukazał się w 22. numerze Outdoor Magazynu:











