„Za mną cztery skrajne punkty kraju, dziesiątki rzek, ogromne lasy, morze i góry. Mam przekonanie, że przyszło nam żyć w wyjątkowym miejscu na Ziemi. Miejscu, które zasługuje na naszą uwagę i troskę” – mówi Mateusz Waligóra, który w ciągu trzech tygodni przejechał 2165 km na rowerze elektrycznym.
***
1 lipca 2025 r., kontynuując projekt wyjątkowych wypraw przez Polskę, podróżnik Mateusz Waligóra po raz kolejny wyruszył w drogę. Tym razem zamierzał przejechać nasz kraj wzdłuż i wszerz w ramach projektu „Na polskie bieguny”. Jako środek transportu znów wybrał rower elektryczny.
Jak zawsze w podróż zabrał kilka pytań, które rozważał i zadawał spotykanym osobom. Tym razem szczególnie interesowało go, dlaczego w ciągu ostatnich 24 lat w Polsce nie powstał żaden park narodowy. – Park narodowe zajmują ok. 1 proc. terytorium Polski. To dużo poniżej średniej europejskiej. Ochrona przyrody staje się medialnym tematem dopiero, kiedy mamy do czynienia z jakąś katastrofą ekologiczną. A chwilę później znów nikt o niej nie mówi – opowiadał Waligóra na starcie.

Ruszył z Przylądka Rozewie (północny biegun Polski) nad Bałtykiem, by dojechać w Bieszczady w okolice szczytu Opołonek (południowy biegun Polski). Pierwszy tydzień upłynął mu na zmaganiach z upałami. W drugim – codziennie moknął, bo nad krajem przechodziły potężne burze. – Klimat się chwieje, ale ludzie, którzy spotykam na drodze, nie są tym zbytnio zmartwieni – zauważał Waligóra.
Z Bieszczad ruszył na północ, w kierunku kolana Bugu (wschodni biegun Polski). Po drodze mijał tereny, które mogłyby w przyszłości stać się parkami narodowymi, jak np. gęsto porośnięte wielkimi drzewami Pogórze Przemyskie między Ustrzykami Dolnymi a Przemyślem. Od wielu lat mówi się o ustanowieniu tam Turnickiego Parku Narodowego. Zespół Waligóry codziennie publikował w mediach społecznościowych opisy kolejnych takich miejsc.
Pod postami wywiązała się dyskusja. Wiele osób spierało się, czy w Polsce powinny powstawać nowe parki narodowe. – Z zainteresowaniem przyglądałem się tym rozmowom, intencjonalnie nie zabierając w nich głosu. Początkowo byłem przytłoczony obrazem, który był ich owocem – podziału obu stron, które okopały się na swoich barykadach bez chęci na kapitulację – mówi Waligóra.

Dodaje, że po wyprawie stara się patrzeć na to inaczej, bo jeśli temat ochrony przyrody w Polsce wzbudza tak zażartą wymianę zdań, to nie jest nam obojętny i wskazuje, że zależy nam na środowisku. – I tak jak w codziennym życiu, tak i na etapie tworzenia parków narodowych niezbędne będą kompromisy. Wierzę, że warto na nie pójść. Jak to zrobić? W wyborach, bo jak inaczej. Tych przy biało-czerwonych skrzyniach na głosy, ale też w tych codziennych.

Ze wschodniej granicy ruszył w kierunku zachodniej. W trakcie wyprawy nie zawiódł go sprzęt. Po raz kolejny postawił na rower elektryczny, tym razem Riese & Müller Multicharger 2. – Dzięki dodatkowej baterii spakowanej do ogromnych sakw cargo dał mi wolność wyboru drogi bez myślenia o gniazdkach – mówi Waligóra, który mimo niedawnej operacji pleców znalazł sposób, by w trakcie rehabilitacji dalej cieszyć się podróżami.
Obie ścieżki: północ-południe oraz wschód-zachód przecięły się w miejscowości Piątek – geometrycznym środku Polski, skąd Waligóra w ciągu kilku dni dojechał do zakola Odry.

***
Mateusz Waligóra – specjalista od wyczynowych wypraw w najbardziej odludne miejsca planety. Jako pierwszy człowiek w historii przeszedł samotnie największą pustynie Azji – mongolską Gobi, a potem przejechał ją na rowerze w zimie. Na nartach przeszedł Grenlandię oraz samotnie dotarł do bieguna południowego bez wsparcia z zewnątrz. Jest jedynym Polakiem, który zdobył Mount Everest (z poziomu morza!) oraz biegun południowy. Członek The Explorers Club.
Porady Mateusza znajdziecie w naszym cyklu poradników:










