Po siedmiu miesiącach, przejechaniu 14 000 kilometrów, zaliczeniu trzech krańców Europy, odwiedzeniu 16 państw i przeżyciu nieskończonej ilości przygód, Aleksandra i Daniel Sienkiewiczowie (Loverowi) Aleksandra i Daniel Sienkiewiczowie (Loverowi) zakończyli swoją największą do tej pory wyprawę. Z przyjemnością udostępniamy ich relację.
***
Autorów niniejszej relacji znajdziecie tutaj:
*

To była najdłuższa i najbardziej wymagająca wycieczka w naszym życiu. Pozwólcie, że spróbujemy podzielić się z Wami loverową historią ostatnich 210 dni.
Wszystko zaczęło się po rodzinnym obiedzie w Starym Dworze Barciańskim na Mazurach. Spakowaliśmy ducha wycieczki do sakw i ruszyliśmy przed siebie. Byliśmy zestresowani, serce wyrywało się ku przygodzie, a rozum nie mógł ogarnąć tego, co przed nami. Sporo czasu poświęciliśmy na przygotowania – forma fizyczna, ekwipunek, współprace, logistyka i wiele, wiele więcej. Chyba jednak nie da się przygotować na wszystko.

Plan na wyprawę ewoluował w trakcie pokonywanych kilometrów. Zrezygnowaliśmy z najdłuższego w Europie szlaku rowerowego European Divide Trail na rzecz własnej trasy. Postanowiliśmy odwiedzić TRZY SKRAJNE PUNKTY Starego Kontynentu – Nordkapp, Cabo da Roca oraz Punta de Tarifa.

Długo można by pisać o tym, gdzie byliśmy i co doświadczyliśmy. To aż 7 miesięcy w drodze. Z wiatrem i pod wiatr. W deszczu i słońcu. Przez lasy i miasta. Między jeziorami, wzdłuż rzek i nad morskimi wybrzeżami. W kilku punktach spróbujemy zawrzeć najpiękniejsze dla nas momenty tej wycieczki:
- wietrzny Nordkapp i podwodny tunel,
- Cabo da Roca w objęciach orkanu Claudia,
- małpi Gibraltar i zakwasy po spacerze,
- niedostępna, a jednak zdobyta Tarifa,
- Wyspa Kihnu, gdzie rządzą kobiety na motocyklach
- archipelag Turku z pływającymi sarnami,
- spotkanie ze Świętym w Rovaniemi,
- niekończący się zachód Słońca za kołem podbiegunowym,
- renifery przebiegające drogę w Laponii,
- bajeczne Lofoty,
- cudowna Olandia,
- przerowerowy Bornholm,
- błotniste Morze Wattowe,
- holenderskie wiatraki,
- belgijskie podjazdy,
- luksemburskie mgły,
- francuska Dolina Loary i ślady Joanny d’Arc,
- wybitnie górzysta Hiszpania,
- długie proste wśród drzew oliwnych i dębów korkowych,
- białe miasteczka w Portugalii,
- i stolice: Ryga, Tallin, Helsinki, Sztokholm i Kopenhaga, Bruksela, Amsterdam, Luksemburg, Lizbona.

Noclegi? Co do zasady w namiocie i na dziko. Potrafiliśmy przejechać około 7 dni bez korzystania z kempingu. Mieliśmy ze sobą panele słoneczne i powerbanki – elektornika to ważny element naszego ekwipunku. Całą wyprawę nagraliśmy, a filmy tworzyliśmy już w jej trakcie – jeden seans loverowej wycieczki w tygodniu.

A jeśli lubisz statystyki, to jeszcze dodamy, że pokanaliśmy ponad 100 000 metrów przewyższeń. Gdy Strava to wskazała aż ciężko było nam uwierzyć. Ale tak, były dni i tygodnie, gdzie podjazdy towarzyszyły nam od rana do wieczora. Bo to jak w życiu, gdy jest z górki, to prędzej czy później będzie pod górkę.

Nie obyło się bez kryzysów i problemów. Awaria roweru w Szwecji spędziła nam sen z powiek. Hiszpańska plomba już na zawsze zostanie w zębie męskiej części loverowego zespołu. Zapalone ścięgna Achillesa, powódź w namiocie, trzy infekcje wirusowe, ale… Nie możemy narzekać. Jak na 7 miesięcy to i tak całkiem nieźle!
W wyprawę wyruszyliśmy na rowerach Koga WorldTraveler 2024 i musimy przyznać, że był to dobry wybór. Jedna poważna awaria na 14 000 kilometrów, pierwszy kapieć po 7 tysiącach, stabilność, wtrzymałość. To rumaki stworzone do zdobywania świata. Z pewnością napiszemy i nagramy o nich więcej – zdecydowanie na to zasługują.

Zabrany sprzęt sprawdził się znakomicie. Cały ekwipunek zdał egzamin, ale kilka rzeczy zasługuje na podkreślenie – prawdziwe gejm czendżery. Kurtka puchowa z Alpinusa zapewniła komfort podczas zimnych poranków i nocy. Kurtki i spodnie przeciwdeszczowe JMP pozwoliły na jazdę w trudnych warunkach. Sakwy Extrawheel nie zawiodły, a czołówki Olight oświetlały podróżniczą ciemność. No i liofilizaty – to nasze pierwsze doświadczenie z takim jedzeniem, ale jakie wygodne i pożywne.

I NAJWAŻNIEJSZE – dziękujemy WAM, że jechaliście razem z nami! Wspieraliście nas ciepłym słowem, motywacją, rozmową i wspólnym rozwiązywaniem napotkanych problemów. Dołożyliście także wiele wyprawowych cegieł, które miały dla nas ogromne znaczenie i pozwoliły na kilka więcej chwil relaksu w kwaterach. DZIĘKUJEMY!

Serdecznie zapraszamy na nasz kanał na Youtubie, który znajdziecie pod hasłem Loverowi [tutaj]. Tam mnóstwo inspiracji, szczypta loverowego poczucia humoru i ładne obrazki. Mamy nadzieję, że dobrze się bawicie oglądając przygotowane filmy.

A jeśli spodobała się Wam ta wycieczka i macie ochotę na więcej to śmiało, udostępniajcie znajomym naszą przygodę. Czym więcej loverowych miłośników turystyki rowerowej tym większe projekty przed nami. Dzięki!
Wyprawa dla nas nie kończy się z ostatnim przejechanym kilometrem. Teraz czas na dzielenie się przygodą – w 2026 roku będziecie mogli spotkać się z nami podczas prelekcji i festiwali podróżniczych. Jeśli organizujesz takie wydarzenia lub znasz kogoś kto się tym zajmuje, pisz śmiało.
Aaaa. No i książka w planach.
Jedźmy razem,
Ola i Daniel
Loverowi











