„Obiecałem żonie i synowi, że wrócę – i wróciłem. To chyba najważniejsze, od czego powinienem zacząć” – Adrian Mazur przesyła relację ze swojej wyprawy, podczas której zdobył 44 najwyższe szczyty 46 państw Europy.
***
Projekt Crown of Europe udało się zakończyć – całość zajęła mi 61 dni. W efekcie pobiłem dotychczasowy rekord Guinnessa, który wynosił 173 dni. Według zasad Guinness World Records lista obejmuje 46 państw i 44 szczyty – i właśnie na tej podstawie rekord został ustanowiony.
Równocześnie, w ramach całej wyprawy odwiedziłem aż 50 państw i zdobyłem 47 szczytów, wliczając m.in. aklimatyzacje w Gruzji oraz najwyższe punkty Walii, Anglii i Irlandii Północnej.
To daje mi ogromną satysfakcję i poczucie spełnienia. Przede wszystkim cieszę się, że wróciłem cały i zdrowy. Kilka drobnych kontuzji, które przytrafiały się w trakcie, goiło się zaskakująco szybko – jakby organizm wiedział, że musi natychmiast wracać do pełnej sprawności.

Sportowe i górskie wyzwania
Od strony sportowej projekt przerósł moje oczekiwania – każdego dnia udawało mi się odnajdywać niewytłumaczalne pokłady energii, mimo że regeneracja często praktycznie nie istniała. Ku mojemu zdumieniu, na wielu szczytach znalazłem się w absolutnej czołówce wejść na platformie Strava, a kilka razy udało mi się nawet osiągnąć pierwsze miejsce.
Nie udało mi się natomiast w pełni utrzymać założenia, by zdobyć wszystkie szczyty solo. Na Islandii wybrałem zły moment na próbę wejścia na Hvannadalshnúkur – lodowiec w lipcu był w bardzo trudnym stanie, z setkami szczelin głębokich nawet na 50 metrów. Po konsultacjach z wieloma przewodnikami (ponad 30 osób mówiło, że to już niemożliwe) podjąłem jedyną rozsądną decyzję – wejść z przewodnikiem. Ostatecznie tylko jedna osoba w całej Islandii się zgodziła. Pogoda dopisała i udało się, ale sam, bez asekuracji, musiałbym zawrócić.
Drugim wyjątkiem była Dufourspitze. Dwukrotnie próbowałem wejść solo, ale fatalna pogoda uniemożliwiła podjęcie próby. Skoro Islandia „złamała” zasadę pełnego solo, tu również zdecydowałem się iść z przewodnikiem – i była to dobra decyzja. Dzień okazał się niezwykle wymagający: zimno, mgła i silny wiatr sprawiły, że choć sama góra była w moim zasięgu, asekuracja była rozsądniejszym wyborem.

Logistyka i finanse
Choć góry same w sobie nie zawsze były ekstremalnie trudne technicznie, prawdziwym wyzwaniem okazała się logistyka: jedna góra po drugiej, bez wytchnienia, z ciągłym przemieszczaniem się pomiędzy krajami, spaniem w samochodach czy na lotniskach. Przez pierwsze 12 dni miałem wsparcie taty jako kierowcy, ale później zostałem już całkiem sam. Sam prowadziłem auto, zdążałem na loty i przesiadki, a w głowie miałem tylko kolejne wyzwanie – następną górę. Trudne i stresujące były też przeprawy graniczne do Rosji, Białorusi czy Ukrainy.
Całość była ogromnym obciążeniem finansowym. Nie udało mi się znaleźć sponsorów przed wyjazdem, dlatego presja budżetowa była olbrzymia. Wszystko – od logistyki, przez transport i noclegi, po sprzęt i ubezpieczenia – zorganizowałem sam. To była wielka lekcja życia i wytrwałości. Przyznam szczerze, że kilka razy chciałem się poddać, ale to żona przekonała mnie, żebym wytrwał do końca.

Refleksja
Cała wyprawa była dla mnie także ogromnym błogosławieństwem od Boga – odwiedzić 50 państw w jedne wakacje to doświadczenie, które na zawsze pozostanie ze mną. Wiem, że będę mógł czerpać z niego siłę na wszystkie przyszłe przeciwności losu.
Podsumowując: pobiłem rekord, nie zachowałem pełnego solo, ale wróciłem – i to z tarczą. Zrealizowałem coś, co dla mnie osobiście było najważniejsze: sprawdziłem granice własnej wytrzymałości i spełniłem marzenie, które chodziło za mną od lat.
Całość można zobaczyć na moich relacjach na Facebooku https://www.facebook.com/share/1BY9vBfLDZ/ . Powoli wrzucam też materiały na Instagram . Dodatkowo projekt zostanie opisany na stronie crownofeurope.pro, gdzie przy każdej górze znajdzie się krótki film, zdjęcia, relacja oraz trasa GPS – aby dokładnie udokumentować wyprawę i ułatwić przygotowania kolejnym osobom, które będą chciały zmierzyć się z tą niezwykłą Koroną Europy.
Na koniec chciałbym podziękować wszystkim dobrym ludziom, którzy mi pomogli w drodze, przyjaciołom za wsparcie duchowe, tacie za pomoc w Alpach, a żonie za nieustanną otuchę i wiarę we mnie.

Adrian Mazur










