Outdoor Magazyn
  • Start
  • Aktualności
    • Wspinaczka
    • Tatry
    • Alpinizm
    • Himalaizm
    • Biegi górskie i trail
    • Podróże
    • Poza trasą
    • Narty
    • Rajdy
    • Drytooling
    • Rowery
    • Szkolenia/Warsztaty
    • Konkursy
    • Jaskinie
    • Triathlon
    • Praca w outdoorze
  • Kierunki
    • Miejsca
    • Relacje
    • Wyprawy
  • Poradniki
    • Trekking & Góry
    • Skitouring
    • Turystyka
    • Trail running i Rajdy
    • Freeride
    • Biegówki
    • Fotografia & Film
    • Kuchnia
  • Testy
    • Obuwie
    • Odzież
    • Sprzęt & akcesoria
  • Sprzęt
    • Nowości
    • Poradnik sprzętowy
    • Przegląd rynku
    • Sklepy outdoorowe
    • Przewodniki
  • Ludzie
  • Kultura
    • Festiwale
    • Film
    • Książki
    • Prasa
    • Wystawy i Teatr
  • Patronat
  • Outdoor Mag
  • Gdzie kupić?
Brak wyników
View All Result
  • Start
  • Aktualności
    • Wspinaczka
    • Tatry
    • Alpinizm
    • Himalaizm
    • Biegi górskie i trail
    • Podróże
    • Poza trasą
    • Narty
    • Rajdy
    • Drytooling
    • Rowery
    • Szkolenia/Warsztaty
    • Konkursy
    • Jaskinie
    • Triathlon
    • Praca w outdoorze
  • Kierunki
    • Miejsca
    • Relacje
    • Wyprawy
  • Poradniki
    • Trekking & Góry
    • Skitouring
    • Turystyka
    • Trail running i Rajdy
    • Freeride
    • Biegówki
    • Fotografia & Film
    • Kuchnia
  • Testy
    • Obuwie
    • Odzież
    • Sprzęt & akcesoria
  • Sprzęt
    • Nowości
    • Poradnik sprzętowy
    • Przegląd rynku
    • Sklepy outdoorowe
    • Przewodniki
  • Ludzie
  • Kultura
    • Festiwale
    • Film
    • Książki
    • Prasa
    • Wystawy i Teatr
  • Patronat
  • Outdoor Mag
  • Gdzie kupić?
Brak wyników
View All Result
Outdoor Magazyn
Brak wyników
View All Result

Hotel Chiguana

Andrzej Muszyński Andrzej Muszyński
26 lipca 2026
Felieton, Trekking, Wyprawy
0
Boliwia Muszyński

Pamięć, wbrew wszelkim pozorom i sztuczkom, nie znosi chronologii (fot. Andrzej Muszyński)

Podziel się na FacebookuPodziel się na Twitterze

Wiosną 2025 roku wędrowałem samotnie przez pustkowia Boliwii. Trwało to dziesięć dni. Ciągnąłem za sobą specjalnie skonstruowany przeze mnie wózek terenowy, na którym dźwigałem zapasy wody i żywności. Zacząłem przy Lagunie Quara, głęboko na płaskowyżu Altiplano, a skończyłem na środku salaru, to jest solniska Uyuni, w jego oślepiającej bieli.

*

Boliwia Muszyński
Wiosną 2025 roku wędrowałem samotnie przez pustkowia Boliwii  (fot. Andrzej Muszyński)

Już wtedy, skazany na wielką samotność, mając za towarzyszy jedynie płochliwe wikunie w oddali, zastanawiałem się, co w mojej pamięci ocali czas z tak szalonej dawki obrazów, barw, które tam, na planecie Altiplano, układają się na sobie kolejnymi tłustymi, ale czystymi jak łza warstwami bieli, fioletu i błękitu. Już wtedy czułem, że niewiele, bo pamięć, wbrew wszelkim pozorom i sztuczkom, nie znosi chronologii. Jest z natury wybiórcza – i przez to twórcza. To fascynuje. Przywodzi na myśl grę, loterię czasu i przestrzeni, na którą nie mamy wpływu – co umysł raczy ocalić? Bo na pewno nie to, co byśmy sobie życzyli. Wydarzenia, w szczególności tego typu, nabierają przez to głębi, drążonej przez stały upływ chwil.

Boliwia Muszyński
Wydarzenia, w szczególności tego typu, nabierają przez to głębi, drążonej przez stały upływ chwil (fot. Andrzej Muszyński)

Trafiłem jedynkę. Wytypowałem wtedy trafnie tylko jeden moment, który osiądzie na dnie głowy. Kierowca, Valerio z Uyuni, żegna mnie na płaskowyżu i odjeżdża swoją wielką terenówką. Pogoda jest fatalna. Zaczyna sypać śniegiem i wiać. Pierwsze kilometry, na wysokości blisko pięciu tysięcy metrów, z takim ładunkiem idzie się ciężko, a wilgoć sprawia, że piasek pod stopami jest ciężki i spowalnia. Zasłona mgły chroni jednak zmysły przed otchłanią, jaka się wokół mnie roztacza, pulchnie w formy wulkanów. Chcę dojść do kolejnej laguny i przetrwać pierwszą noc, oswoić nowe reguły. Z pamięci wyłania się tamten poranek: stalowe chmury, namiot i wysokogórskie murawy sprószone śniegiem. Laguną stąpa różowy flaming. Świeży śnieg na wulkanach przypomina lekki lukier. I tylko tego flaminga słychać. Gdy kroczy po stwardniałej powierzchni laguny, dźwięk wydaje się tak doniosły, jakby ktoś podkręcił gałką głośnika. Jestem na Altiplano, blisko równika, a widzę Alaskę, daleką północ.

Już po powrocie opowiadałem o tym wybitnemu, nagradzanemu wspinaczowi. Technicznie rzecz biorąc, takie przedsięwzięcie to dla niego bułka z masłem. Zaskoczył mnie swoim wyznaniem i uczciwością. Powiedział: nie dałbym rady. Dlaczego? – dopytywałem zdziwiony. Nie wytrzymałbym psychicznie samotności w takiej pustce – odparł. Z podobnymi zdaniami spotkałem się już wcześniej. Odwykliśmy od pustyni i ascezy. Tymczasem przez większość dziejów ludzkości wędrówka przez pustkowia była jeśli nie codziennością, to normą. Od wsi do wsi, od schronu do schronu, od drzewa do drzewa. Od laguny do laguny, w których odbija się rój lodowatych gwiazd, a przestrzeń multiplikuje się, rozciąga do tego stopnia, że umysł nie jest w stanie udźwignąć jej i docenić, i po prostu kładzie się znużony spać.

Boliwia Muszyński
Przez większość dziejów ludzkości wędrówka przez pustkowia była jeśli nie codziennością, to normą (fot. Andrzej Muszyński)

Przez to do tego typu wydarzenia nie pasuje pożądana forma podsumowania, relacji, raportu, które przeczą jego istocie. Czas jest fizycznie związany z przestrzenią. Na pustyni czuć to najlepiej. Przestrzeń nie ma tu wyraźnego limitu, rozmywa się w solnym mirażu i myśl nie sięga daleko. W południe jest beznadziejnie. Chowasz się w skrawku cienia, gotujesz makaron i nie chce ci się ruszyć. To jest mój czas – nigdzie to zdanie nie wybrzmiewa tak dosłownie. Ten nadrealizm nie pozwala też natychmiast uznać wewnętrznie tego miejsca. Jest zbyt czyste. Do granic nasycone nieznanymi barwami. Zbyt abstrakcyjne. Zbyt idealne, bo z subtelną dawką dysproporcji, co cechuje wielkie dzieła. Nie ma mowy o kontemplacji, jaką sobie wyobrażamy. Cywilizacja uczyniła z niej karykaturę. Postawiła znak równości między nią, a wygodą. Tymczasem na pustyni, w samotności i znoju, skupiasz sie na najbliższym ruchu. Odarty z refleksji stajesz sie materialną częścią otoczenia. To właśnie budzi prawdziwą z nią solidarność. Nie tą, która przypisuje rzeczom ludzkie projekcje; znacznie prostszą i pierwotną. To przykucie do nieobeszłej ziemi i teraźniejszości nie pozwoliło mi przewidzieć, że sceny, które wyryją się w mojej pamięci najsilniej, będą związane nie z naturą, a z ludźmi, którzy na rozległym tle odzyskują wyrazistość.

Otóż po długiej wędrówce z Altiplano, które nie chciało mnie wypuścić, stawiając przed oczami grząskie, suche zbocza, zacząłem w końcu zniżać się zboczami wulkanu w kierunku Salaru Chiguana, mniejszego niż Uyuni, ale na uboczu. Pragnąłem tego, zmarznięty i strzaskany wiatrami. Po pokonaniu kilku rozpadlisk, przez które przenosiłem wózek, po bardzo trudnym dniu, podczas którego pokonałem ponad trzydzieści kilometrów, rozbiłem w silnym wietrze ostatni biwak na skraju Altiplano. Widziałem jak toną w salarze ostatnie promienie słońca, i nim wsiąkną, tworzą kałuże nasyconego minerałem światła. Doznałem wtedy czegoś, co przychodzi po wielu dniach przebywania w głuszy – poczucia całkowitego wyobcowania z kontekstów, które narzucają ludzie i historia. Mówiąc prościej, zapomniałem, że jestem w Boliwii. Ta myśl wydała mi się pozbawiona sensu. Byłem wśród brązowych kamieni.

Boliwia Muszyński
Zapomniałem, że jestem w Boliwii. Byłem wśród brązowych kamieni (fot. Andrzej Muszyński)

O świcie ruszyłem w dół. Na salarze rozwrzeszczałem się z radości. Poczułem, że jestem w domu. Wiedziałem, że po drugiej stronie znajduje się stare pustynne pueblo Chiguana, prawdopodobnie opuszczone, ale spodziewałem się tam jednej, dwóch rodzin i żołnierzy zgrupowanych w jednostce wojskowej. Tam miałem uzupełnić wodę.

Po południu, ciągnąc ostatnie kilometry w narastającym skwarze, poczułem wdzięczność, że to miejsce jest niedaleko. Nagle odezwało się kłucie w Achillesie, czego nie brałem pod uwagę. Uchroniłem się w życiu przed kontuzjami. Te partie ciała nigdy nie zawodziły, więc zrozumiałem, że obciążenie w poprzednich dniach było naprawdę duże. Na horyzoncie rysowały się kopuły budynków, posadzonych przy starej linii kolejowej, którą do dziś przewozi się sól. To było jak scena, którą kojarzymy z niejednego filmu: obcy, intruz wyłania się z nicości i wkracza do ruiny. Domy, które kiedyś były zamieszkane, wypełniał gruz. Znikąd nie dobiegał głos. Były jednak ślady życia – boisko, pusta butelka, szmata. Pojąłem, że przypominające albańskie bunkry kopuły to niewielka jednostka wojskowa, o której mi mówiono. Mur wokół niej pokrywały złowieszcze graffiti, pełne gróźb i przemocy. Na wietrze kołysał się worek bokserski. Wszedłem ostrożnie przez uchylone wrota. Wartownia stała pusta. W środku jednego z okrągłych betonowych budynków usłyszałem ludzkie głosy. Zacząłem wołać, ale bez skutku. W końcu, po długiej chwili, dialog ucichł, więc musieli mnie usłyszeć. Wyszli na zewnątrz w plastikowych klapkach, niespecjalnie zdziwieni. Mój widok budził sensację wśród turystów, których kilka razy spotkałem, przemierzających te pustkowia z napędem 4×4, ale nie wśród miejscowych, jakby przyzwyczajonych do surrealizmu tej krainy – nie bez powodu jedną z pustyń nazwano tu Salvadore Dali. W mirażu zestaw wulkanów drży jak garnki na ruszcie. Auto w oddali jedzie metr nad ziemią. Z roztworu soli, siarki, wody i światła może w końcu wyłonić się każda forma życia, więc czym jest Polak z trzydziestoma litrami wody na aluminiowym wózku? Poza tym mają tu ważniejsze problemy. W całym kraju brakuje benzyny.

Z początku odmówili mi gościny. To przecież wojsko, które ma chronić kraj przed szpiegami. Nalegałem, ale nienachalnie. Domyśliłem się, że jeden z nich to dowódca. Nie wyglądał na więcej niż trzydzieści lat. Szeregowych nie było. Kazali mi usiąść na kamieniu w oddali. Widziałem stamtąd, jak z rękami w kieszeniach dyskutują. Obiecałem im, że dobrze zapłacę. Szeptali, ale w tym miejscu nic nie chroni sekretów. „¿Que hacemos?” (co robimy?) – padło po raz ostatni z ust dowódcy, jakby usprawiedliwiał sam siebie, bo chwilę potem zaprosili mnie do środka. Dali mi pokój z półkolistymi skosami sufitu. Wszystko, co widziałem w środku, przypominało kadry z jeszcze innych filmów, tych o wojsku, z czasów biedy i transformacji. Druty, beton, pajęczyny. Żółta wanna. Rozbebeszone gniazdka w ścianie. Grzyb. W środku pomieszczenia było też biurko. Dowódca odruchowo przesunął przywarte do niego krzesło i postawił je na środku, jakby na przesłuchanie.

Boliwia Muszyński
Zaprosili mnie do środka. Dali mi pokój z półkolistymi skosami sufitu (fot. Andrzej Muszyński)

Przez pół doby uczestniczyłem w życiu tak obcych mi ludzi. Ich gestom i słowom, które pozwoliły oswoić rzeczywistość, o wiele bardziej ponurą i trudną niż moja, choć to oni mieli stały dach nad głową.  Wieczorem zapukali do drzwi i zaprosili mnie na kolację. Wtedy zobaczyłem po raz pierwszy szeregowych. Mieli mniej więcej po osiemnaście lat. Śniadzi i pryszczaci, z Amazonii, wywleczeni przez los na rewers własnego życia, skrajne przeciwieństwo tego, do czego przywykli. Zdążono im już wpoić, by nie patrzeć w twarz. Sięgać wzrokiem najdalej ramion, przynajmniej przy posiłku, ze wzrokiem wbitym posłusznie w talerz. Wypiekane przez siebie marne pieczywo kładli na wysłużonym drewnianym blacie i odrywali z niego kęsy. Spędzają tu dwa miesiące, po czym wracają do macierzystej jednostki w Potosi.

Boliwia Muszyński
Przez pół doby uczestniczyłem w życiu tak obcych mi ludzi (fot. Andrzej Muszyński)

Przez pół doby, na środku pustyni pokrytej solą, przypatrywałem się ich zamkniętym na emocje twarzom. Ich dziecięcym kształtom. Ich otępiałym oczom. Horrorowi tresury. Jak słowo, komenda chroni ich od szaleństwa w otoczeniu, w którym można tylko zwariować. Jak ruch brody dowódcy unosi z ław całą grupę i kieruje do prania drelichu w odcieniu selwy. Jak gest, niczym zaklęcie, gromadzi ich na boisku piłkarskim z krzywymi bramkami, z którego do nocy pod okno będzie się nieść tuman kurzu i latynoskie przekleństwa. Jak o świcie, w tych samych pozycjach, znów zasiądą do śniadania, by spożyć je w bezwzględnej ciszy. Rozmawiali tylko dowódca, jego przyboczny i ja. W przypływie szczerości zapytałem, jak sobie tu radzą przez tak długi czas, gdy najbliższa osada znajduje się dziesiątki, jeśli nie setki kilometrów stąd. Jest co robić – odparł szef – każdego dnia. Ale tak naprawdę, to po co tu jesteście? – drążyłem pół żartem. Chronimy granicę z Chile – wyjaśnił. A za oknem już wstawał kolejny dzień, taki sam jak wczoraj, tak samo przepełniony blaskiem, od którego można oślepnąć. To pamiętam najbardziej. Nie przypuszczałem, że tak będzie, gdy po raz ostatni spoglądałem z daleka na zarys pueblo Chiguana.

*

Boliwia Muszyński
Ale tak naprawdę, to po co tu jesteście? – drążyłem pół żartem. Chronimy granicę z Chile – wyjaśnił.
Tags: Andrzej MuszyńskiBoliwiaFelietonPolecamywyprawa
Andrzej Muszyński

Andrzej Muszyński

Powiązane wiadomości

felieton tatry adamowicz
Felieton

Tatry przez lunetę

31 lipca 2026
Airbus A350-1000ULR
Felieton

W 20 godzin do kangura

28 lipca 2026
Afryka Muszyńskiego
Felieton

Góra, na Której Zgubił się Człowiek

24 lipca 2026
Następny artykuł

Tego lata owady nie mają szans: seria ubrań Skien Valley marki Columbia oferuje ochronę dla całej rodziny

Airbus A350-1000ULR

W 20 godzin do kangura

Ficek Runs Scandinavia – 2900 km przez góry Skandynawii bez wsparcia [aktualizacja]

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Subskrybuj!

Zapisz się do naszego newslettera. Będziesz dostawał informacje o nowościach na stronie.

Najnowsze

TrekTours i Columbia zapraszają na rajd pieszy w Modlinie (fot. arch. TrekTour)

Tam, gdzie historia łączy się z naturą – TrekTours i Columbia zapraszają na rajd pieszy w Modlinie

Artykuł sponsorowany
6 sierpnia 2026
0

Już 5 września 2026r. dziedziniec Twierdzy Modlin znajdzie się w centrum niezwykłej przygody. Rajd pieszy Twierdza Modlin presented by Columbia...

Łukasz Smagała podczas ponad 14-dniowej wyprawy rowerowej wokół Polski (fot. Ł. Smagała)

„Tak naprawdę ta wyprawa nie była próbą sportową. Była próbą dla mnie samego” – rozmawiamy z Łukaszem Smagałą

Magdalena Bryś
5 sierpnia 2026
0

Łukasz Smagała, znany w środowisku wspinaczkowym jako „Smagaś”, od lat szkoli zawodników i wytycza drogi wspinaczkowe jako doświadczony trener oraz...

Bartłomiej Kubkowski (fot. IG Bartłomiej Kubkowski)

Bartłomiej Kubkowski przepłynął Bałtyk wpław. Pierwszy taki wyczyn w historii

Wojciech Słowakiewicz
2 sierpnia 2026
0

Bartłomiej Kubkowski jako pierwszy człowiek pokonał wpław Bałtyk na trasie ze Szwecji do Polski. Po ponad 160 kilometrach i niespełna...

felieton tatry adamowicz

Tatry przez lunetę

Redakcja
31 lipca 2026
0

Za oknem cisza. Przynajmniej w przyrodzie, bo w tym naszym, cywilizacyjnym świecie prawie zawsze i prawie wszędzie jest głośno. Nie...

© 2010-2025 Outdoor Magazyn - Magazyn sportów outdoorowych.

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
View All Result
  • Wydarzenia
  • Sprzęt
  • Kierunki outdoor
  • Kultura
  • Testy
  • Poradniki
  • Gdzie kupić Outdoor Magazyn
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

© 2010-2024 Outdoor Magazyn