Outdoor Magazyn
  • Start
  • Aktualności
    • Wspinaczka
    • Tatry
    • Alpinizm
    • Himalaizm
    • Biegi górskie i trail
    • Podróże
    • Poza trasą
    • Narty
    • Rajdy
    • Drytooling
    • Rowery
    • Szkolenia/Warsztaty
    • Konkursy
    • Jaskinie
    • Triathlon
    • Praca w outdoorze
  • Kierunki
    • Miejsca
    • Relacje
    • Wyprawy
  • Poradniki
    • Trekking & Góry
    • Skitouring
    • Turystyka
    • Trail running i Rajdy
    • Freeride
    • Biegówki
    • Fotografia & Film
    • Kuchnia
  • Testy
    • Obuwie
    • Odzież
    • Sprzęt & akcesoria
  • Sprzęt
    • Nowości
    • Poradnik sprzętowy
    • Przegląd rynku
    • Sklepy outdoorowe
    • Przewodniki
  • Ludzie
  • Kultura
    • Festiwale
    • Film
    • Książki
    • Prasa
    • Wystawy i Teatr
  • Patronat
  • Outdoor Mag
  • Gdzie kupić?
Brak wyników
View All Result
  • Start
  • Aktualności
    • Wspinaczka
    • Tatry
    • Alpinizm
    • Himalaizm
    • Biegi górskie i trail
    • Podróże
    • Poza trasą
    • Narty
    • Rajdy
    • Drytooling
    • Rowery
    • Szkolenia/Warsztaty
    • Konkursy
    • Jaskinie
    • Triathlon
    • Praca w outdoorze
  • Kierunki
    • Miejsca
    • Relacje
    • Wyprawy
  • Poradniki
    • Trekking & Góry
    • Skitouring
    • Turystyka
    • Trail running i Rajdy
    • Freeride
    • Biegówki
    • Fotografia & Film
    • Kuchnia
  • Testy
    • Obuwie
    • Odzież
    • Sprzęt & akcesoria
  • Sprzęt
    • Nowości
    • Poradnik sprzętowy
    • Przegląd rynku
    • Sklepy outdoorowe
    • Przewodniki
  • Ludzie
  • Kultura
    • Festiwale
    • Film
    • Książki
    • Prasa
    • Wystawy i Teatr
  • Patronat
  • Outdoor Mag
  • Gdzie kupić?
Brak wyników
View All Result
Outdoor Magazyn
Brak wyników
View All Result

Góra, na Której Zgubił się Człowiek

Andrzej Muszyński Andrzej Muszyński
24 lipca 2026
Felieton, Miejsca, Podróże, Wyprawy
0
Afryka Muszyńskiego

Prognozy to wciągająca gra z prawami przyrody, w szczególności z teorią prawdopodobieństwa (fot. Andrzej Muszyński)

Podziel się na FacebookuPodziel się na Twitterze

Zakładam, że jest nas więcej i nie tylko ja sprawdzam pogodę w miejscach, o których nie mogę zapomnieć. Prognozy to wciągająca gra z prawami przyrody, w szczególności z teorią prawdopodobieństwa. Cóż się dziwić, że robi to tylu z nas. Chyba częściej mężczyźni, ale to subiektywne wrażenie, bo tak czynią mój ojciec, teść i wujek. Na pięć dni, na czternaście, na podniecające trzydzieści – na granice ludzkich możliwości władzy nad rzeczywistością. Przez to, pomimo algorytmicznej struktury, jest w tym wciąż coś z rytuału, który zawsze służył, by okiełznać żywioły. Sprawdzać, co dzieje się na świecie, to jak rodzaj intymnej korespondencji z geografią i własnym życiem. La Paz – 19 stopni, leje jak nieszczęście, od tygodnia. Damaszek – ciepło jak na luty. Turecka Licja – dwadzieścia o tej porze? Ale tylko trzy na plusie nocą. Jest mi łatwiej wyobrazić sobie ludzi, o których myślę. Natychmiast stają przed oczami twarze i obrazy. Dar es Salaam, Tanzania: cały najbliższy tydzień jak w podręczniku – 33 stopni w dzień i 27 nocą. Jest luty, a tyle było, kiedy późną nocą, jesienią 2024 roku, wylądowałem w tej byłej już stolicy położonej nad Oceanem Indyjskim.

*

Mrok i wilgoć. Tyle pamiętam. Ciemność afrykańskiej metropolii, rozpirzonej do imentu przez wielkie roboty – tylko w ich obrębie dostrzegłem nieco jaśniejsze odcienie ziemi, bo w tropikalną noc wszechobecny beton zapada się w najcięższe odmiany czerni. Wynająłem na godzinę prosty pokój w centrum, żeby się umyć po długim locie. Młoda muzułmanka w recepcji spała na dłoniach pod wolno obracającym się wiatrakiem. O siódmej byłem na dworcu dalej od centrum, bo stamtąd odjeżdżał pociąg do Kigomy nad jeziorem Tanganika.

Afryka Muszyńskiego
O siódmej byłem na dworcu dalej od centrum, bo stamtąd odjeżdżał pociąg do Kigomy nad jeziorem Tanganika (fot. Andrzej Muszyński)

Wyobrażałem sobie, że dworzec w tym kraju będzie już solidny, ale wszystko było jak dwadzieścia lat temu, kiedy pojechałem pierwszy raz do Afryki. Niski, dawno niebielony barak. Żółty papier, długopisy, kraty. Na ziemi, na plecionych matach, objuczeni ludzie, między którymi ostrożnie stąpałem w kierunku kasy.

Przedział w kuszetce był dość czysty. Chyba zbyt drogi dla tego tłumu, więc spałem w nim sam. Obudziłem się przed południem daleko za miastem. Za oknem skarpa łysa jak kolano i kury. Nigdy nie widziałem tak czerwonej gleby, a na pewno nie w Afryce Zachodniej. Była rudo-złocista. W słońcu nie przypominała nic innego poza wściekłym ogniem. To jest Afryka, z okna pociągu, który przez ponad dwie doby, jak przed wiekami, toczy się do serca kontynentu: niemiły busz. Ciernie, a w cierniach samotny Masaj z nieruchomą głową wpatrzony w nieprzerwany ciąg wagonów. Raz na jakiś czas baobab. Poza tym kurz i gadzina. Odwykłem od tego, choć wychowałem się na jednym podwórku z krową, koniem oraz niezliczoną ilością drobiu. Wciąż mieszkam na wsi, ale zwierzęta już nie chadzają wolno po świecie. To najpierw rzuciło się w oczy: brak zmian i technologii, świat tak łaknący uwagi, a niezmiennie na uboczu. Nie przypominam sobie, bym widział w pociągu kogoś ze smartfonem, nawet starej daty. Wszyscy mieli te najdawniejsze, na przyciski.

Nie mogłem sprawić sobie lepszego prezentu na czterdziestkę, niż obudzić się w tę ważną rocznicę na dworcu w Taborze i usłyszeć sto lat od spikerki w radiowęźle, młodej Tanzanki, z którą miałem przyjemność spędzić długie godziny. To jest sport, który chciałbym uprawiać do śmierci: podróż wolnymi pociągami przez świat. Dłoń wystawiona przez okno i wieczory w afrykańskim warsie. Pojazd, który dla wielu był jedynym sposobem, by bez fizycznego wysiłku dosłownie dotknąć dzikiej przyrody i ujrzeć świat poza blaskiem reflektorów. Pociąg nie kluczy. Odsłania wszystko.

Afryka Muszyńskiego
To jest sport, który chciałbym uprawiać do śmierci: podróż wolnymi pociągami przez świat (fot. Andrzej Muszyński)

Kiedy swoim dźwięcznym, wibrującym głosem ogłaszała przybycie do Kigomy, stałem już przy otwartych drzwiach, za którymi, wśród śpiewu ptaków, usłyszałem swoje imię. Był to taksówkarz. Szedłem wzdłuż torów w kierunku budynku dworca zbudowanego jeszcze przez Niemców w czasach kolonii. Podniosłem wzrok, bo w jego obrysach majaczył obraz, którego sensu nie rozumiałem. Po chwili z bezkształtu wyłoniły się setki głów. Stłoczeni ludzie stali na schodach i wyższych partiach, przez co przypominali rozrosły, niemy chór. Nie sprawiali wrażenia, jakby na kogokolwiek czekali, bo ruch podróżnych nie wywoływał w nich jakiejkolwiek reakcji. Wyglądali, jakby tkwili tu od zawsze. Ich czarne twarze wydawały się blade wobec żywiołowej nocy. Kiedy ich minąłem, stali dalej nieruchomo.

Na południe od Kigomy, tam gdzie kończą się drogi, zaczynają się ścieżki prowadzące do wielkiego lasu. Od szóstej rano, by do niego dotrzeć, jechałem cały dzień starym busem. Tu też – jak przed laty. Smród benzyny i diesla. Troczenie bagażu na dachu, jeszcze w kompletnej ciemności. Silnik do łodzi na tylnych siedzeniach. Wiózł go kompletnie pijany gość, który oparł się łokciem na moim kolanie. Żywe kury związane za nogi i wiązki ryb. Zaraz za Kigomą koniec asfaltu i szeroka, coraz bardziej wyboista droga, wiodąca w kierunku ostatniej wsi pod górami Mahale.

Oto losy w loterii narodzin, które cię ominęły. O świcie, dróżką między kukurydzą i bananowcami, zmierza w naszą stronę młody mężczyzna. Majątek: deska i para klapek. Wieś dalej – ognisko cholery. Jeśli ci to nie pasuje, masz dziesięć-piętnaście lat, żeby zmienić swoje życie. Wcześniej jesteś za młody, później już nie będzie ci się chciało. Najpierw dojedziesz do Kigomy. Następnie dostaniesz się do Dar es Salaam, 1300 kilometrów dalej. A potem to już musisz sam kombinować. Ci ludzie wyłaniali się o świcie zewsząd, jakby podnosili się z trawy. W białych bądź kolorowych koszulach, ku jezdni, gdzie toczyło się życie. Na rowerach i na boso. Wśród zieleni soczystej jak pra-ogród.

Afryka Muszyńskiego
To też się nie zmienia: wciąż lubię zsunąć się na skraj mapy, bo ten pokrywa się z granicą wyobraźni (fot. Andrzej Muszyński)

Jechałem w błocie. To też się nie zmienia: wciąż lubię zsunąć się na skraj mapy, bo ten pokrywa się z granicą wyobraźni. Wyznaczał go tym razem grzbiet gór Mahale nad jeziorem Tanganika, jedna z najtrudniej dostępnych i przez to najlepiej zachowanych puszcz Afryki. Przynajmniej tak o niej piszą. Rysowała się na horyzoncie okrągłymi łagodnymi kształtami. Tak góry malują dzieci i takie lepią z piasku. Buła za bułą. I to narastające podniecenie, gdy góry, do których zmierzamy, wyraźnieją, nabierają treści, z każdym uwidocznionym źlebem i urwiskiem.

Zakwaterowałem się w koszarach należących do parku narodowego. Od razu polubiłem to miejsce. Proste i bezpretensjonalne. Baraki mieszkalne otaczały szeroki dziedziniec, w którym zbierali się pracownicy po dniówce. Siedzieli tu długie tygodnie z dala od rodzin. O turystach nie było tu mowy. Był sklepik, w którym można było kupić piwo Safari albo Kilimanjaro. Mydło, papierosy, orzeszki i niewiele więcej. Już pierwszego dnia poznałem konserwatora parku, który uraczył mnie opowieściami o tutejszej przyrodzie, jakiej nie kupiłbym na żadnym kanale National Geographic.

Afryka Muszyńskiego
Policzyłem, że spędziłem w lesie równikowym, wiele dni marszu od ludzkich skupisk, łącznie trzy i pół miesiąca (fot. Andrzej Muszyński)

Ruszyłem następnego dnia o świcie. Policzyłem, że spędziłem w lesie równikowym, wiele dni marszu od ludzkich skupisk, łącznie trzy i pół miesiąca. Dostałem taki łomot, że starczy. A jednak ciągnie. Próbowałem sobie przypomnieć co. Stało się to prędko. Obco brzmiące słowa z odległych rodzin językowych wypowiadane przy ogniu przez miejscowych, kiedy leżę w ciemności w namiocie. Słowa języka fang, baka, tamazigh, yukpa, kaggaba. W tym przypadku batongwe, dialekt w zasadzie wymierający po tym, gdy Batongwe zostali wysiedleni z gór nad brzeg jeziora Tanganika. Miało to miejsce prawdopodobnie już od lat siedemdziesiątych, a nasiliło się w latach dziewięćdziesiątych, po tym, gdy ekspedycja wybitnych japońskich badaczy doceniła niezwykłość tego ekosystemu i władze Tanzanii zdecydowały się objąć go ochroną. Kto więc pierwszy eksplorował te góry? Żaden doktor Livingstone. Oni – Batongwe. On – Bunengwa, mój rówieśnik, który ze mną szedł. Miał dziesięć lat, kiedy ich przenieśli, razem z całym dobytkiem i pamięcią o świecie, do którego jeszcze parę dekad temu nikt nie miał poza nimi dostępu. Z nazwami, które umrą wraz z nimi, więc zanotowałem kilka z nich. Oto pierwsza: Muhesabantu. Po naszemu – Góra, na Której Zgubił się Człowiek.

Afryka Muszyńskiego
Muhesabantu. Po naszemu – Góra, na Której Zgubił się Człowiek (fot. Andrzej Muszyński)

My, przez te kilka dni, trzymaliśmy kurs. Zbliżaliśmy się do wierzchołka Nkungwe. Nocą na drugim brzegu migotały odległe światła Kongo. Kiedy szedłem urwistą granią ponad lasem, odwiedzaną w zasadzie wyłącznie przez naukowców, czułem zaszczyt. Po prawej w dole – głównie słonie, po lewej – lwy. Za nami hipopotamy i krokodyle. W koszarach pokazano mi zdjęcie – martwy krokodyl gigant, na którego polowała cała wieś po tym, gdy zabił kobietę. To zdarza się tu nierzadko. Na jego grzbiecie siedział człowiek o szklistym spojrzeniu. Trzymam tę fotografię do dziś w telefonie. Na drodze co rusz trafialiśmy na odchody panter i szympansów, które zresztą wkrótce spotkaliśmy. Żyje ich tu prawie tysiąc i trudno szukać drugiego takiego obszaru w Afryce.

To tam wszystko się zaczęło. Miliony lat temu ziemia rozstąpiła się, a głęboki rów zalała woda. Na zachód od niego przetrwał las deszczowy. Na wschód robiło się sucho. Człekokształtne schodziły z drzew i prostowały plecy. To jest poruszające wydarzenie, odbiera oddech. Natknąć się na szympansy nad górską rzeką. Małpy zawsze były dla człowieka lustrem. Tam jednak dochodzi coś jeszcze. Stworzenie, tak bliskie człowiekowi, stoi przed tobą w środowisku, które nas wydało. Uderza cud ciała. Kontrast między jego doskonałą formą, a bezwładnym tłem. Światło padało pionowo na ich twarze, z których unosił się pył, kiedy się iskały.

Afryka Muszyńskiego
Małpy zawsze były dla człowieka lustrem (fot. Andrzej Muszyński)

Wracałem długo. Zacząłem o trzeciej rano w małej wsi. Dwie kule przyparte do muru to nie kamienie, a skuleni ludzie we śnie. Obudziłem ich latarką. Gwiazdy świeciły nad nimi twardo jak ćwieki. Kiedy ocknęli się, zaczęliśmy rozmawiać. Wracałem na wschód. Umyłem się w ciepłej wodzie, zrobiłem pranie, poszedłem do fryzjera. Krople na skórze wskazywały, że Ocean Indyjski jest blisko.

*

Afryka Muszyńskiego
To też się nie zmienia: wciąż lubię zsunąć się na skraj mapy, bo ten pokrywa się z granicą wyobraźni (fot. Andrzej Muszyński)
Tags: AfrykapodróżePolecamy
Andrzej Muszyński

Andrzej Muszyński

Powiązane wiadomości

felieton tatry adamowicz
Felieton

Tatry przez lunetę

31 lipca 2026
Airbus A350-1000ULR
Felieton

W 20 godzin do kangura

28 lipca 2026
Boliwia Muszyński
Felieton

Hotel Chiguana

26 lipca 2026
Następny artykuł
Boliwia Muszyński

Hotel Chiguana

Tego lata owady nie mają szans: seria ubrań Skien Valley marki Columbia oferuje ochronę dla całej rodziny

Airbus A350-1000ULR

W 20 godzin do kangura

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Subskrybuj!

Zapisz się do naszego newslettera. Będziesz dostawał informacje o nowościach na stronie.

Najnowsze

TrekTours i Columbia zapraszają na rajd pieszy w Modlinie (fot. arch. TrekTour)

Tam, gdzie historia łączy się z naturą – TrekTours i Columbia zapraszają na rajd pieszy w Modlinie

Artykuł sponsorowany
6 sierpnia 2026
0

Już 5 września 2026r. dziedziniec Twierdzy Modlin znajdzie się w centrum niezwykłej przygody. Rajd pieszy Twierdza Modlin presented by Columbia...

Łukasz Smagała podczas ponad 14-dniowej wyprawy rowerowej wokół Polski (fot. Ł. Smagała)

„Tak naprawdę ta wyprawa nie była próbą sportową. Była próbą dla mnie samego” – rozmawiamy z Łukaszem Smagałą

Magdalena Bryś
5 sierpnia 2026
0

Łukasz Smagała, znany w środowisku wspinaczkowym jako „Smagaś”, od lat szkoli zawodników i wytycza drogi wspinaczkowe jako doświadczony trener oraz...

Bartłomiej Kubkowski (fot. IG Bartłomiej Kubkowski)

Bartłomiej Kubkowski przepłynął Bałtyk wpław. Pierwszy taki wyczyn w historii

Wojciech Słowakiewicz
2 sierpnia 2026
0

Bartłomiej Kubkowski jako pierwszy człowiek pokonał wpław Bałtyk na trasie ze Szwecji do Polski. Po ponad 160 kilometrach i niespełna...

felieton tatry adamowicz

Tatry przez lunetę

Redakcja
31 lipca 2026
0

Za oknem cisza. Przynajmniej w przyrodzie, bo w tym naszym, cywilizacyjnym świecie prawie zawsze i prawie wszędzie jest głośno. Nie...

© 2010-2025 Outdoor Magazyn - Magazyn sportów outdoorowych.

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

Brak wyników
View All Result
  • Wydarzenia
  • Sprzęt
  • Kierunki outdoor
  • Kultura
  • Testy
  • Poradniki
  • Gdzie kupić Outdoor Magazyn
  • Kontakt
  • Polityka prywatności

© 2010-2024 Outdoor Magazyn