Każdego roku szlaki długodystansowe w USA wydają na świat garstkę nowych „gwiazd”. To może być ktoś bijący rekordy FKT, innym razem rodzina z małymi dziećmi, lub wędrowiec z pieskiem. Gwiazdą 2026 roku została 22-letnia Kamryn Renae. Ubrana w różowe, obcisłe szorty i z dopasowanym lakierem do paznokci, Kamryn wędruje liczącym 4265 km Pacific Crest Trail. Wędruje i kokietuje. A regularne posty na Instagramie i OnlyFans stanowią źródło finansowania jej wyprawy. Śmieszne, kontrowersyjne czy sprytne?
***
Thru-hiking to wędrowanie szlakami długodystansowymi, szczególnie popularne w USA, gdzie trasy takie jak Pacific Crest Trail (PCT), Appalachian Trail czy Continental Divide Trail liczą zazwyczaj od 3000 do 6000 km. To dziedzina dla specjalistów, którzy zwykle całymi latami trenują, gromadzą sprzęt i zdobywają doświadczenie. Większość miłośników tej aktywności traktuje te wyczyny bardzo poważnie. Wokół aktywności zrodziła się swoista subkultura. Wśród Polaków i Polek mamy wielu przedstawicieli thru-hikingu, którzy mogą pochwalić się sporymi osiągnięciami (część z nich należy do grona naszych ekspertów, którzy dzielą się swoimi radami w cyklu poradników). Tymczasem ni stąd, ni zowąd pojawia się w tym środowisku osoba z innego świata, zupełnie „zielona” i wyluzowana (niektórzy powiedzieliby ignorancka) – nic dziwnego, że zawrzało.

Dziewczyna, znana na szlaku pod ksywką Flamingo, postanowiła zaatakować PCT w obcisłych ciuszkach, z pomalowanymi na różowo paznokciami i pełnym makijażem na każdy dzień marszu. Dochodzi do tego fakt, który stał się największym paliwem dla krytyków: swoją pięciomiesięczną wyprawę finansuje środkami z OnlyFans, platformy subskrypcyjnej, na której twórcy – od muzyków do osób tworzących treści erotyczne – zarabiają na subskrybcjach i napiwkach.

Publikacje Renae są zaskakujące, zabawne, stylowe i zmysłowe, ale też kontrowersyjne i podburzające dyskusję. Co to znaczy być przygotowanym lub nieprzygotowanym do takiej wyprawy? Co znaczy przebywać w terenie jako samotna kobieta, do tego starająca się wyglądać ładnie, bo po prostu tego chce?

Historia zaczęła się, jak sama opowiada, dość przypadkowo, w lutym tego roku. Renae, zainspirowana filmem Dzika droga (2014) z Reese Witherspoon i nie mając żadnego pojęcia o długich trekkingach, z dnia na dzień postanowiła wyruszyć na Pacific Crest Trail.
Wcześniej mieszkała w swoim subaru, podróżując między Florydą a Washingtonem w poszukiwaniu ciepłych temperatur. Nie było to tylko kaprysem – w wieku 12 lat zdiagnozowano u niej chorobę Hashimoto, autoimmunologiczne schorzenie tarczycy, które powoduje między innymi silną nietolerancję chłodu. To dodatkowe wyzwanie podczas jej aktualnej wyprawy.

Otrzymała permit na start 26 marca, w dzień swoich 22. urodzin. Jej przygotowania do wyprawy wyglądały inaczej niż u większości thru-hikerów. Zamiast tygodni spędzonych na szukaniu ultralekkiego sprzętu, Renae kompletowała kolekcję różowo-czarnych biustonoszy sportowych, krótkich spodenek i pasujących do nich kurtek, a także planowała, jak utrzymać rutynę pielęgnacji skóry w trudnych warunkach.

Wcześniej nigdy nie biwakowała dłużej niż jedną noc i – jak sama przyznała w wywiadzie dla Outside – nie miała pojęcia, co ją czeka, włącznie z tym, że nawet nie sprawdziła w Google, jak wygląda przejście przez łańcuch Sierra Nevada.
Mimo to, i ku zdziwieniu wielu, okazała się mocną hikerką, pokonując regularnie po 40 km dziennie – tempo niezłe nawet dla doświadczonych długodystansowców.

Już po pierwszych 175 km Renae opublikowała na Instagramie nagranie, w którym malowała paznokcie obandażowanych, brudnych stóp, opowiadając o swojej rutynie makijażowej i tłumaczyła zjawisko „trail magic” – wszystko zalotnym, wysokim tonem głosu i w stroju bardziej kojarzonym z centrum handlowym niż ze szlakiem górskim. Magazyn Interview ochrzcił ją „różową księżniczką PCT”. Jej konto eksplodowało, zbliżając się do 200 tysięcy obserwujących (dzisiaj 220 tysięcy). W tym pierwszym okresie mówiła:
To dużo więcej, niż myślałam — zupełnie inny świat, inna kultura. To niesamowite uczucie, budzić się codziennie i szukać źródła wody. To wydaje się właściwe. Cywilizacja oddzieliła nas od Ziemi, co jest dziwne, bo przecież jesteśmy jej częścią. To wszystko wydaje się naturalne, ale jednocześnie dziwne, bo nie tak nas wychowano.
Reakcje są skrajne. Część komentujących – jak sama podkreśla, głównie mężczyzn – zarzuca jej, że udaje wysiłek, że to wszystko na pokaz. Wykorzystują fakt jej obecności na OnlyFans jako argument, by nie traktować jej serio. W jednym z wywiadów Renae odpowiedziała na te zarzuty:
Wielu mężczyznom brakuje pewności siebie, Nie mogą znieść tego, że dziewczyna może być słodka i kobieca, a przy tym robić coś trudnego w lesie.
Sytuacja zaostrzyła się w maju, kiedy Renae, po około 1125 km od startu, rozpoczęła podejście na Mount Whitney – najwyższy szczyt kontynentalnych Stanów Zjednoczonych i oczywiście jeden z bardziej wymagających fragmentów szlaku. Rankiem 20 maja, po nabraniu wody ze strumienia, z różowym czekanem przypiętym do plecaka, ruszyła w stronę szczytu. Wkrótce poczuła się źle – najprawdopodobniej w wyniku zakażenia wody, w której, jak zauważył jeden z ratowników, mogły znajdować się odchody świstaków. Inni hikerzy, którzy również zmierzali na szczyt, uznali jej stan za wymagający pomocy. Po około trzech kilometrach marszu w ich towarzystwie, przy Guitar Lake, Renae zaczęła wymiotować. Wezwano helikopter, który ewakuował ją do szpitala – co Renae, jak zwykle, sfilmowała i opublikowała. Oto jej relacja z tego dnia:
Incydent ponownie podzielił komentujących: część krytykowała ją za brak doświadczenia i niepotrzebne angażowanie zasobów ratowniczych, inni bronili jej, podkreślając, że problemy z wodą mogły przydarzyć się każdemu, niezależnie od doświadczenia. Po kilku dniach odpoczynku Renae wróciła na szlak.
To, co najbardziej nakręca komentatorów, to jednak nie tylko pytanie, czy Renae jest nieodpowiedzialna, czy sobie poradzi, czy nie. Część dziennikarek i blogerek zajmujących się outdoorem otwarcie przyznaje, że historia Renae stawia ich w niewygodnej pozycji – z jednej strony deklarowana wiara w to, że kobieta może wyrażać swoją kobiecość na szlaku w jakikolwiek sposób, z drugiej osobisty dyskomfort na widok hiperfeminizowanej, różowej estetyki połączonej z dziecięcym tonem głosu w nagraniach…

Sama Renae nie przedstawia się jako aktywistka czy symbol jakiegokolwiek ruchu. Jak zauważają osoby bliżej śledzące jej profil, w materiałach o PCT nie promuje swojego konta na OnlyFans – wątek ten pojawia się głównie w relacjach mediowych o niej, nie w jej własnych treściach. Wpisy na instagramie nie pojawiają się również zbyt często – Renae przez większość czasu (jak wszyscy thru-hikerzy) trzyma telefon w trybie samolotowym.
Młoda Amerykanka mówi po prostu, że robi to, co ją uszczęśliwia, i że gdyby nie różowe paznokcie i dopasowane stroje, czułaby się przygnębiona – a przygnębienie nie pomaga w przejściu 4200 kilometrów.

Niezależnie od tego, jak skończy się jej wyprawa, Renae już zdążyła wywołać dyskusję, która wykracza daleko poza PCT: kto ma prawo czuć się „przygotowany” do dzikiej przyrody, jak powinna wyglądać kobieta w górach na szlaku, w terenie uznawanym za domenę twardości i wytrzymałości, i czy różowy lakier do paznokci to coś, co wymaga w ogóle usprawiedliwienia?











