Natura i jeszcze raz natura! (…) Miłość, rzeźba i wierny pies – z jednej strony, podróże i sport – z drugiej (…), oto największe przyjemności życia!(…) Kocham życie! (J.M. Rytard, U Augusta Zamoyskiego. Wywiad własny „Wiadomości Literackich”, „Wiadomości Literackie” 1927, R.4, nr 1.)
Pod pretekstem 100-lecia pewnej wycieczki rowerowej ruszam ponownie w podróż nieco nostalgiczną, lecz – mam taką nadzieję – także inspirującą. Inspirującą zwłaszcza w czasach, gdy w osobistych osiągnięciach doszukujemy się wyczynów sportowych, pieczołowicie mierzonych odpowiednimi aplikacjami i relacjonowanych za pośrednictwem innych, niestety często ku własnej autodestrukcji. Mam nadzieję, że te wspominki poruszą jakieś struny, może nawet skłonią do refleksji, a nawet jeśli nie, to przynajmniej przywołają jeden lub dwa uśmiechy. Wszak nie każdy z nas urodził się hrabią.
***
Zaczynamy w majątku Jabłoń na Lubelszczyźnie. Tu w 1893 roku rodzi się hrabia August Zamoyski. Wbrew szlachetnemu pochodzeniu, tradycji rodzinnej i poważnemu imieniu, Gucio decyduje poświęcić się sztuce, przede wszystkim rzeźbiarstwu. Już od dziesiątego roku życia z zapałem rysuje karykatury, kuje w metalu i struga w drewnie. Zajmuje się również teorią sztuki i filozofią. Zostaje obywatelem świata, artystą-nomadem i – ku uciesze rodziny – zapalonym sportowcem. Ale o tym za chwilę.

W 1916 roku Zamoyski rozpoczyna swoją artystyczną podróż jako awangardzista w Berlinie i Monachium, a dwa lata później, już w Zakopanem, podejmując eksperymenty w duchu ekspresjonizmu, kubizmu i futuryzmu, tworząc rzeźby będące jedynie grą linii i brył. Później przenosi się do Paryża, gdzie uczy się pracować w kamieniu. Wraca do figury i klasycyzmu, tworzy syntetyczne i monumentalne portrety. Od tego momentu pozostaje wierny rzeźbie w kamieniu, która jest również ciężką pracą fizyczną – jego dłonie, często zakrwawione, pokrywają pęcherze. Wszystko to w zgodzie z kultywowaną przez niego już do końca życia ideą odrodzenia rzemiosła. Próby „myślenia w kamieniu” oraz miłość do rzemiosła, charakterystyczna dla dojrzałej twórczości Zamoyskiego, mają swoje źródło w czasach szczęśliwego dzieciństwa spędzonego w rodzinnym majątku w Jabłoniu – to tam artysta nawiązał silną więź z ziemią i przyrodą. W latach 1940-55 Zamoyski przenosi się do Brazylii, do Rio de Janeiro i do São Paulo, gdzie prowadzi szkołę rzeźby i realizuje prestiżowe zamówienia państwowe. Po powrocie do Europy mieszka przez cztery lata w klasztorze dominikanów w Paryżu, a później, po ślubie z Hélène Peltier, w Saint-Clar-de-Rivière pod Tuluzą, w wiejskim domu-pracowni z kuźnią, w której sam wykuwa swoje narzędzia. Tam, w otoczeniu przyrody, odnajduje spokój i szczęście.
Otóż nie tylko urodziłem się na koniu, ale także urodziłem się Zamoyskim z nazwiska i z „przekonania” (…). Z „zamoyszczyzną” łączy się cały „Weltanschauung” filozoficzny i społeczny, to znaczy nie tylko „jak” żyć, ale i: „dlaczego” się żyje. (A. Zamoyski, Jak i dlaczego wyrosłem z formizmu, „Poezja”, 1968, nr 1.)
Obdarzony niezwykle silną i bogatą osobowością rzeźbiarz-arystokrata, mistrz rzemiosła, wyklęty i wydziedziczony przez rodzinę (za mezalians z tancerką, prekursorką tańca nowoczesnego, Ritą Sacchetto) artysta-banita, w imię humanizmu z zamiłowaniem łączył sztukę i sport. Jeździł konno, biegał, pływał, żeglował. Startował w biegach narciarskich na 18 i 30 km, w sztafetach i biegach na wytrzymałość. Po przeprowadzce do Zakopanego urządził pracownię na Skibówkach, a Rita kontynuowała działalność taneczną i edukacyjną, powołując do życia Szkołę Tańca Rity Sacchetto. W oparach „zakopianiny” (jak mawiał Stanisław Ignacy Witkiewicz) przedstawiciele zakopiańskiej bohemy, między innymi bracia Pronaszkowie, Leon Chwistek, Rafał Malczewski i bliski przyjaciel Augusta – Witkacy, intensywnie uprawiali górskie dyscypliny, przede wszystkim narciarstwo, kolarstwo i wspinaczkę górską. Zamoyski chętnie brał również udział w wyścigach rowerowych, a nawet konkursach skoków narciarskich!
Najkolorowszy i najbardziej gorszący. Gorszyło nie tylko to, że ożenił się z tancerką i wystawia rzeźby do niczego niepodobne, ale i to, że wprowadził zupełnie nowy typ artysty: zadzierzysty, głośny humor, ani śladu suchot, ani peleryny, ani długich czy półdługich włosów, za to buty z ćwiekami, portki z surowego płótna, czy łowieckich pasiaków, szał sportowy, championaty nart, a na dobitkę jeszcze rekordy rowerowe. (Józef Czapski, August Zamoyski, „Kultura”, 1956, nr 2/100, s. 113.)
Jak to często bywało (w tych czasach), najgłośniejszy wyczyn sportowy Zamoyskiego, rajd rowerowy z Paryża do Zakopanego, był efektem zakładu – jak podała Gazeta Poranna: „zakładu o furę dolarów z argentyńskim multimilionerem”. By wygrać zakład, Zamoyski musiał ukończyć rajd w czasie nie dłuższym niż trzy tygodnie. Tak też się stało, od 7 do 28 sierpnia 1925 roku (a więc już ponad 100 lat temu), Zamoyski pokonał liczącą 2928 km trasę z Paryża do Zakopanego, która na dodatek wiodła przez góry Szwajcarii i Tyrolu. Codziennie przejeżdżał około 130 km. „W piątek, 28 sierpnia, w sam dzień swoich imienin, zajechał o 18.20 przed… Kasprowicza, udekorowanego flagą powitalną z dziesięciopałkową koroną [symbol z herbu Zamoyskich – red.], jako że u nas w Rzeczypospolitej pamiętają, co to za ród Zamoyscy” – podała zakopiańska prasa i dodała, że w podróży August „pod Sillein w Austrji, prześcignął pociąg mięszany”. O finale zakładu nic nie wiadomo, prawdopodobnie dlatego, że dżentelmeni o „furach pieniędzy” głośno wówczas nie rozmawiali.
Trenuję muskuły, biegam, robię skakankę, tańczę, wspinam się po górach, jeżdżę na nartach i śpię na śniegu! Poza rzeźbą nie znam wyższej przyjemności, większej możliwości użycia życia, jak sport: cała rzeźba we własnym ruchu ciała… (…). (August Zamoyski, wywiad dla „Zwrotnicy”, 1922.)

Niestety, jego kariera sportowa skończyła się niedługo później. W 1926 roku w wyniku wypadku samochodowego poważnie uszkodził nogę. Szkoda, bo podobno planował „wyprawę zdobywczą w Himalaje”.
Perypetie życiowe i ścieżka artystyczna Zamoyskiego zasługują na znacznie szersze opracowania i takie z powodzeniem można odszukać. Tu skupiłem się jedynie na pewnych wycinkach, które obrazują, jak lekko i z gracją łączył pasje rzeźbiarską i sportową (przygodową). W obu przypadkach kierowała nim potrzeba wolności i radość życia. Był przy tym skromny, po wsi chodził ubrany po chłopsku: kapelusz słomiany, koszula na wierzch i zawsze z psami u boku. Bo bardzo je kochał.
August Zamoyski zmarł w 1970 roku. W ostatnim okresie swojej twórczości próbował za pomocą ekspresyjnie uogólnionych postaci oddać w rzeźbie mistyczne treści i wielkie tematy religijne. Znajduje to odzwierciedlenie w ostatniej rzeźbie, własnym posągu nagrobnym, który zdołał ukończyć przed śmiercią. Został pochowany w ogrodzie na terenie swojej posiadłości, w grobie w formie ziemnego kurhanu, który zwieńczyła niezwykle ekspresyjna rzeźba „Zmartwychwstanie” – muskularna postać, która podrywa się z gimnastycznego mostka.

Z okazji 100-lecia wyprawy rowerowej Zamoyskiego, Muzeum Augusta Zamoyskiego w Jabłoniu oraz Gmina Jabłoń zorganizowały w zeszłym roku Rajd Rowerowy im. Augusta Zamoyskiego z Jabłonia do Zakopanego, który zakończył się uroczystym wjazdem do Zakopanego 23 sierpnia.
*
Dziękujemy Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie za pomoc w stworzeniu niniejszego tekstu i udostępnienie archiwum fotografii.










