Korporacja SpaceX obchodzi specyficzny jubileusz. Pod koniec marca tego roku Elon Musk wysłał na orbitę swoją dziesięciotysięczną satelitę, a w ostatnich latach zasięg internetu zawędrował w najdalsze zakątki Ziemi. Niestety jednak ma to również swoje ciemne strony.
***
Cena Starlink Mini, ultralekkiego (1,2 kg) przenośnego terminala satelitarnego z wbudowanym routerem i zasilaczem spadła z początkiem tego roku do niecałych 900 zł. Plan miesięczny zawierający 100 GB przesyłu danych kosztuje 175 zł miesięcznie. Dostęp do internetu w najdzikszych zakątkach globu stał się dostępny dla każdego.

Łączność na ekstremalnych wyprawach to oczywiście kluczowa sprawa, podstawa bezpieczeństwa. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić eksplorację na miarę praojców, którzy znikali na kilka miesięcy, nie dając – z braku takiej możliwości – żadnych znaków życia. Niemniej jednak, jak donoszą niektórzy podróżnicy, dostęp do internetu w namiocie na końcu świata, ma swoje ciemne strony. Rodzi poczucie obowiązku zachowania ciągłego kontaktu, a także – w przypadku profesjonalnych podróżników – obowiązku pracy. Bo skoro zasięg jest, to czemu by z niego nie skorzystać, nie odpowiedzieć na kilka maili, nie przygotować relacji, nie połączyć się z rodziną…
Czy to w przypadku profesjonalistów, czy zwykłych śmiertelników, łatwy i stosunkowo przystępny dostęp do internetu z każdego miejsca na ziemi z pewnością wpływa na odbiór tego, co do tej pory uznawaliśmy za dziką, niejednokrotnie samotną, wymagającą fizycznie i obciążającą psychicznie eksplorację. Oczywiści korzystać nie trzeba, a ostatecznie plusy prawdopodobnie przeważają minusy, jest to jednak nowy czynnik, który zmienia obraz dzisiejszych wypraw w „nieznane”.
Druga sprawa to zanieczyszczenie światłem. Od lat astronomowie uskarżają się na rosnącą liczbę satelitów, które utrudniają obserwacje z wykorzystaniem teleskopów takich ja Hubble, SPHEREx czy Xuntian. W zeszłym roku podczas konferencji NASA Alejandro Borlaff powiedział:
Do niedawna większość zanieczyszczenia światłem pochodziła od miast i pojazdów. Teraz satelity telekomunikacyjne w znacznym stopniu pogłębiły ten problem.
Liczba satelitów szybko rośnie, głównie za sprawą tak zwanych konstelacji internetowych. To małe satelity wysyłane na niskie orbity Ziemi. Pod koniec lat 20. było ich około 2000. Później liczba ta drastycznie wzrosła – do 15000 w 2025 roku. Firmy takie jak SpaceX, OneWeb i Amazon planują teraz wysyłać w kosmos setki tysięcy takich małych satelitów rocznie! SpaceX jest największym operatorem, a ich satelity stanowią ponad połowę wszystkich obiektów na orbicie.
Przed satelitami nie da się uciec. Nie emitują światła, ale odbijają silne światło słoneczne, i zakłócają obrazy pozyskiwane nie tylko z teleskopów naziemnych, ale również teleskopów kosmicznych (np. wspomniany teleskop Hubbla). Niebo jest nimi dosłownie usiane, niezależnie od tego w jak odludne i trudno dostępne miejsce byśmy się nie udali.
Zobrazował to doskonale astrofotograf Joshua Rozells, który w 2022 roku wykonał serię zdjęć z długim czasem naświetlania, rejestrując satelity przecinające niebo nad dzikimi ostępami Australii Zachodniej.

Aparat był ustawiony na statywie i połączony ze specjalnym samowyzwalaczem. W ciągu 85 minut Rozells wykonał 343 zdjęcia – każde z nich zawierało przynajmniej jeden ślad satelity! Na koniec fotograf połączył je w jedno, uzyskując szokujący obraz – gęstą siatkę satelitów pokrywającą fragment nieba w niespełna półtorej godziny, i to w wyjątkowo odludnym miejscu na Ziemi.
Źródła: NASA, explorersweb, Australian Geographic










