Jharkot, między Annapurną a Dhaulagiri – reminiscencje po pierwszych warsztatach fotograficznych w Mustangu

przez Piotr Turkot | Opublikowano 15 lutego 2018 13:01

Ta wioska ma to ulotne coś, podkreślone brzozowymi drzewkami, które jesienią lśnią złotem swoich liści, trochę podobnie jak w polskich górach o tej porze roku. Ma światło, piękne i o wschodzie i o zachodzie, ma tumany kurzu gnające za pielgrzymami grzebiącymi się w górę drogi do rozmodlonego Muktinath, hinduistycznego kompleksu świątynnego położonego kilkaset metrów wyżej.

Dhaulagiri (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata)

Gdybym kiedykolwiek mógł wybrać miejsce w górach, które na dłużej miałoby stać się moim schronieniem, mogłoby to być Jharkot. Pewnie dlatego, że nie ma tu ani jakiś szczególnie atrakcyjnych zabytków, ani świetnych, górskich hoteli, nie ma też za dużo ludzi. To tylko kilka ulic na krzyż, stary klasztor i paręnaście, no może parędziesiąt glinianych domów pomalowanych białą farbą, z drewnem suszącym się na dachach. Niespieszna lekkość bytu miałaby tu swoje i miejsce i czas. Na pewno. Z dachu budynków otaczających ceglanoczerwony monastyr widać całą dolinę, od jej wylotu w stronę Kali Gandaki po ponad pięciotysięczną przełęcz Thorong La po drugiej stronie. Czasem, zaraz po wschodzie słońca, po dachu spacerują mnisi, wpatrują się w przestrzeń obracając w palcach paciorki różańca i mrucząc pod nosem mantry.

Dolina o poranku (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata)

W takich miejscach, gdzie natura przytłacza tak swoim pięknem jak i potęgą, nie potrafię uciec od elementarnych egzystencjalnych pytań: po co nam to wszystko, co mamy? Po co nam ta cała cywilizacja z jej materią, z jej chwiejną równowagą burzoną nie cyklami przyrody, a cyklami przemocy, rodzącej się co rusz to w innym miejscu globu, której, choć tacy wykształceni i dorobieni, nie umiemy zatrzymać? Po co nam edukować się, po co nam rozwijać, po co nam Ziemia poddana? Po co?

Jharkot (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata)

W buddyjskiej szkole działającej przy ceglanoczerwonym klasztorze spotkałem dzieciaki, z którymi kilkudniowy kontakt sprawiał, że pytania te wracały do mnie wyjątkowo natarczywie. Pochodzą z prowincji jeszcze do niedawna zamkniętej dla obcych, przez całe stulecia rządzącej się własnymi zasadami i zakonserwowanej w swojej samowystarczalności, która choć nadwerężona zamknięciem himalajskich szlaków handlowych po chińskiej inwazji na Tybet, trwała jednak, na przekór nowoczesności. Kilka lat temu ten średniowieczny świat nagle przyspieszył. Turystyka przyniosła zachodnie wzorce, globalizacja włączyła niepiśmienny Mustang do azjatyckiego wyścigu ku bogactwu. Jak nie znaleźć się w jego peletonie? Jak uczestniczyć w nim i nie zatracić własnej tożsamości?

Jharkot (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata)

Dla nich edukacja to dar. Od Boga? Dar, po prostu. Kiedy byłem dzieckiem moja szkoła wydawała mi się przekleństwem, czymś co przerywało beztroski czas rozrób na podwórku. W Mustangu, w Jharkot, szkoła jest celem samym w sobie. Uczy, jak zrozumieć współczesny świat, jak zdobyć zawód, jak żyć, jak pomagać innym. Patrzyłem w oczy tych młodych ludzi i widziałem pokorę, szacunek do innych, pewną równowagę pomiędzy tym co dziecięce, czego nie warto i nie trzeba się pozbywać – tej codziennej beztroski – a tym co ważne, co może zaważyć o przyszłości.

Warsztaty w Jharkot (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata

Przez paręnaście dni podglądałem jak wstawali o poranku, modlili się, sprzątali, myli, jedli śniadanie, pracowali, uczyli. I tak godzina po godzinie, dzień po dniu, zapewne miesiąc po miesiącu, rok po roku. Jakby nie chcieli porzucić tego swojego świata, a równocześnie pragnęli, by ta cała nowoczesność nie umknęła im z przed nosa. Rozmawiałem, pytałem, próbowałem zrozumieć. Zastanawiałem się, czy będąc dzieckiem myślałem o przeszłości? Czy czułem jak ważne jest to co robię tu i teraz? Nie, chyba w ogóle o niczym nie myślałem, od myślenia byli rodzice. Tymczasem w Jharkot miałem wrażenie, że obok dziecięcych trosk i chęci zabawy niepewność jutra zmusza do tego, by myśleć na wiele lat do przodu. Mądrość siedmiolatka? Tak, istnieje.

Uczniowie (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata

Uczniowie (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata

Uczniowie (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata

Uczniowie (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata

Fotografujemy. Portrety, scenki wokół świątyni, na placu przed, w pokojach gdzie śpią, uczą się, sprzątają, w czasie posiłku. Na portretach wyglądają spokojnie, czasem tylko ktoś zawstydzi się, zaczerwieni, albo uśmiechnie rozradowany. Nie wiedzą dlaczego przyjechaliśmy tutaj, po co robimy te zdjęcia. Tłumaczymy, a oni zaczynają rozumieć, że my nie chcemy ich zmieniać, nie chcemy egzotycznych fotografii w przepięknej himalajskiej scenerii ośnieżonych szczytów i starych klasztorów. Chcemy odpowiedzi na pytanie, czy środowisko, w którym dorastają pozwoli im zachować swoje „ja” , odnaleźć się w nowoczesności, zachować swoją wyjątkową tożsamość. Kim mają szansę się stać te rozganiane wokół pięciusetletniej tybetańskiej świątyni dzieci?

Uczennice (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata

Stypendyści – Bodnath (fot. Piotr Trybalski / Szkoły na Krańcu Świata)

W drodze powrotnej w Katmandu spotykam pięcioro dawnych uczniów szkoły w Jharkot. Od kilku lat studiują w stolicy. Niedługo zostaną lekarzami, malarzami tradycyjnych tybetańskich obrazów sakralnych, dwójka rozpocznie naukę w szkole administracji. Oprowadzają nas po Bodnath, placu ze słynną olbrzymią tybetańską stupą zwieńczoną złotymi oczami buddy. Są stylowo ubrani, mają modne fryzury, smartphoony, konta na facebooku i na massengerze, dzięki którym zresztą udało nam się umówić. Rozmawiamy po angielsku, swobodnie. Patrząc na nich jednak wiem, że musieli dobrze się czuć na dziedzińcu starego klasztoru w Jharkot. I że za jakiś czas chętnie tam wrócą. A nawet jak nie, przynajmniej nie będą musieli pracować za dolara dziennie w chińskiej fabryce podkoszulków.

Piotr Trybalski

Pierwsze warsztaty fotograficzne w Mustangu zostały zorganizowane wraz z fundacją Szkoły na Końcu Świata, która od 7 lat finansuje naukę młodzieży z tej himalajskiej prowincji w Nepalu.

www.szkolynakoncuswiata.org

fotografwpodrozy.pl

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn