Skupiam się na mikroświatach – rozmowa z podróżnikiem, Mateuszem Waligórą

przez Administrator | Opublikowano 10 października 2017 13:33

Mateusz Waligóra to specjalista od wyczynowych wypraw w najbardziej odludne miejsca naszej planety. Podczas swoich ekspedycji nie tylko dokumentuje miejsca i kultury, które właśnie ulegają nieodwracalnym przemianom, ale również testuje sprzęt outdoorowy. W wywiadzie dla Outdoor Magazynu zdradza motywacje dla swojej pasji oraz szczegóły dotyczące sponsorskiej współpracy z markami outdoorowymi.

Aneta Żukowska: Skąd pomysł na projekt „Before it’s gone”?

Mateusz Waligóra: Po raz pierwszy pomyślałem o tym by skupić swą uwagę na miejscach, które ulegają bardzo intensywnym przemianom w trakcie kolejnej wyprawy w góry Kordyliery Królewskiej w Boliwii. To właśnie tam, u podnóża sześciotysięcznika Huayna Potosi zobaczyłem lagunę polodowcową. Nic nadzwyczajnego. Szkopuł jednak w tym, że dwa lata wcześniej, gdy byłem tam po raz pierwszy w tym samym miejscu znajdował się piękny lodowiec. To tempo zmian było dla mnie szokujące i zdałem sobie sprawę z tego, że fotografie, które mam na twardych dyskach, mają już wartość historyczną i dokumentalną. To było przygnębiające. Ponadto swój rekonesans świata mam już za sobą. Długie, pozbawione sprecyzowanego celu wyprawy są fajne, tak jak półtoraroczna rowerowa wyprawa przez Andy. Teraz szukam jednak konkretnych historii, które chciałbym opowiedzieć. Skupiam się na niewielkich wycinkach globu, w zasadzie na pewnych mikroświatach.

Mateusz Waligóra podczas wyprawy do Peru (fot. Michał Dzikowski / clearskiesahead.com)

Co konkretnie Was interesuje, na jakiej podstawie wybieracie kolejne miejsca na podróż?

Chcemy wraz z Michałem Dzikowskim – fotografem, który towarzyszył mi w Indiach i Peru – dokumentować miejsca i kultury, które właśnie ulegają nieodwracalnym przemianom. Nie zmieniały się i nie będą się zmieniać, zmieniają się teraz. Interesują nas wszystkie przemiany: społeczne i kulturowe, związane z degradacją środowiska czy przekształcaniem natury przez człowieka. Ruszamy w drogę nie po to, by odkrywać coś, co dawno zostało odkryte lub ocalić coś, co z góry skazane jest na zagładę. Jedziemy tam, by wysłuchać historii ludzi, a następnie przekazać te historie dalej. Chcemy dokumentować zmiany, wykorzystując przy tym jak najlepiej swoje doświadczenie dziennikarskie i fotograficzne. W Himalaje Indyjskie ruszyliśmy w związku z kilkusetletnią tradycją wędrowania po zamarzniętej rzece Zanskar. Wędrówka, ta którą nazywa się Chadar, zostanie prawdopodobnie zaprzestana w związku z inwestycjami drogowymi prowadzonymi przez rząd Indii. W Peru, w trakcie drugiej wyprawy obiektem naszych zainteresowań był wpływ topniejących andyjskich lodowców na życie mieszkańców niewielkich wiosek, których głównym źródłem utrzymania jest uprawa roli. Każda wyprawa projektu Before It Is Gone składa się z dwóch charakterystycznych części – historii, którą chcemy opowiedzieć, ale też przygody. Z tego powodu szliśmy po zamarzniętej rzece ciągnąc za sobą polarne pulki albo przemierzaliśmy Andy ścieżkami wytyczonymi przez Inków. Ten przygodowy aspekt ma dla nas ogromne znaczenie. 

Co jest w tym projekcie najtrudniejsze?

Czas. Przygotowanie dwóch pierwszych wypraw zajęło nam osiem miesięcy, w trakcie których Before It Is Gone stał się moim pełnowymiarowym etatem – niestety bez wynagrodzenia. Począwszy od pomysłu, przez zainteresowanie mediów, pozyskanie finansowania, zdobycie niezbędnych pozwoleń po samą wyprawę i pracę nad przywiezionym materiałem – wszystko to robimy sami. Oczywiście fakt, że te dwie wyprawy wyszły tak dobrze, daje nam wiele satysfakcji, bo projekt ten powstał z naszej pasji przemierzania świata, fotografii i pisania. Przychodzi jednak taki moment, że czujesz, że to zbyt dużo. Pomysł zaczyna cię całkowicie pochłaniać. Dla mnie ten moment przyszedł właśnie teraz, dlatego zdecydowaliśmy o odwołaniu trzeciej wyprawy, na co wpływ miał też problem ze zdobyciem wymaganych pozwoleń. Miejsca, w których się poruszamy są bardzo często trudno dostępne lub chronione prawnie, w związku z czym zdobycie niezbędnych pozwoleń trwa miesiącami i nie zawsze kończy się powodzeniem.

Co cieszy Was w tym najbardziej? Co jest najprzyjemniejszego?

Uwielbiam moment, gdy po tych długich przygotowaniach wysiadam z samolotu w miejscu docelowym i wiem, że właśnie teraz zaczyna się prawdziwa przygoda. Tak jak ta w trakcie Victorinox Qhapaq Ñan – to była wyprawa, o której czyta się w książkach, latami marząc o tym, że może kiedyś też uda się coś takiego przeżyć. Udało się. Czuję też satysfakcję, gdy osoby ze środowiska podróżniczego wpierają nas w tym co robimy – wystarczy dobre słowo, potwierdzenie, że ten projekt ma sens. I choć sami to wiemy, to taka reakcja zawsze nas cieszy. Niestety czasem też rzuca nam się kłody pod nogi.

Którą ze wszystkich Twoich podróży oceniasz jako najtrudniejszą?

Zdecydowania samotny rowerowy trawers Canning Stock Route w Australii. To była przygoda wyczerpująca w każdym tego słowa znaczeniu. To właśnie wtedy zakochałem się w pustyniach, a tak naprawdę myślę, że po prostu uzależniłem się od adrenaliny.

Jak udaje Ci się łączyć życie rodzinne z podróżowaniem?

Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn