Warto to robić – Monika Strojny o organizacji zawodów Flexistav Bieg Granią Tatr

przez Administrator | Opublikowano 31 sierpnia 2017 11:02

Zawody Flexistav Bieg Granią Tatr to nie tylko jedne z najbardziej wymagających biegów ultra w Polsce, ale także jedne z najpiękniejszych oraz najbardziej nieprzewidywalnych pogodowo. Jak wygląda organizacja tych zawodów „od kuchni”? O tym rozmawiamy z jedną z organizatorek – Moniką Strojny.

Monika Strojny (fot. UltraLovers / BUGT)

Za nami trzecia edycja zawodów Flexistav Bieg Granią Tatr. Jak oceniasz tegoroczne zawody?

Monika Strojny (współorganizatorka Flexistav Bieg Granią Tatr): To była najcięższa z edycji pod względem pogody. Może mniej dla zawodników, ale dla obsługi i wolontariuszy na pewno. Od godziny 15 aż do nocy niemal cały czas padało… Natomiast pozostałe sprawy – zawsze są jakieś zaskoczenia, ale generalnie chyba było dobrze. 

Magdalena Łączak – Mistrzyni Polski Skyrunning Ultra 2017 (fot. UltraLovers / BUGT)

Jak ocenisz wyniki zwycięzców?

Czasy nieco gorsze niż w pierwszej i drugiej edycji (porównując też międzyczasy, bo meta w pierwszej edycji była 2km wcześniej niż w drugiej i trzeciej), ale tu karty rozdawała pogoda: rano na grani wiał potężny wiatr do 80km/h, który skutecznie spowalniał i męczył, potem gorące słońce – czołówka panów na deszcz się nie załapała, ale panie już tak (choć większości takie schłodzenie się podobało). U pań wynik Magdy Łączak wspaniały – 10 miejsce w open, 1,5h przewagi nad drugą i trzecią zawodniczką. Magda jest klasą sama dla siebie.

Natomiast u panów niesamowita walka, różnica na mecie 45 sekund – tego jeszcze nie było! No i rzeczywiście w czołówce dużo się zmieniało, co akurat dla nas kibiców było tym ciekawsze.

Cała trójka panów to byli biegacze narciarscy, dodatkowo Marcin Rzeszótko i Przemek Sobczyk to aktywni skitourowcy – pudło więc należało do ludzi gór i nart.

Robert Faron, Przemyslaw Sobczyk, Piotr Biernawski, Paweł Góralczyk, Paweł Dybek i Dawid Ancew na trasie BUGT 2017 (fot. UltraLovers / BUGT)

Kto stoi za organizacją zawodów? Ile osób jest w to zaangażowanych?

Trzon organizacyjny to Justyna Żyszkowska, Mariusz „Gienek” Rogus i ja – wszyscy z Klubu TKN Tatra Team. Bardzo nam też pomagają Jan Krzysztof, Kasia Krzysztof, Ania Marasek, Misiek Ślusarczyk, Witek Cikowski i Marcin Sitarz. Na same zawody dołączają nasze rodziny i przyjaciele, koledzy z klubu i TOPRu oraz wolontariusze z całego kraju. W sumie zawody przygotowało około 90 osób.

Pierwsze zawody odbyły się w 2013 roku. Jak wspominasz ten „pierwszy raz”?

Wszystko było nowe, nieznane. Wcześniej organizowaliśmy (i nadal to robimy) zawody skitourowe, m.in. Memoriał Piotra Malinowskiego, jeździłyśmy z Justyną na różne zawody biegowe (ona jako zawodniczka, ja jako fotograf i suport), ale w organizacji biegu ultra nie miałyśmy doświadczenia. Uczyliśmy się na własnych błędach, podpatrywaliśmy innych organizatorów, pytaliśmy zawodników i jakoś poszło. Choć pamiętam, że przed startem nie mogłam zmrużyć oka – tak się stresowałam. A w tym roku przespałam całe 1,5 godziny.

Czy od razu było tak jak trzeba, czy zaliczyliście jakieś wpadki organizacyjne?

Ależ skąd – zabrakło trochę jedzenia, nie wszystko było trafione (mowa o rodzaju jedzenia), nie wiedzieliśmy, że powinna być Coca-Cola. Meta była ustawiona w Kuźnicach po partyzancku, nie było stołów, zaplecza. Można tak wymieniać…

Skąd w ogóle pojawił się pomysł na Bieg Granią Tatr?

Jak to w życiu – przypadkiem. To było w 2012 roku, obie dużo wtedy jeździłyśmy na zawody, tyle że w różnych rolach. No i któregoś wieczora przy winie Justyna rzuciła pomysł, żeby taki bieg zrobić w Tatrach. Palcem po mapie wymyśliła trasę i zaczęłyśmy robić podchody czy to w ogóle realne. A potem jak ogłosiłyśmy pomysł, to już poszła lawina i nie było odwrotu. Nawet w końcu Tatrzański Park Narodowy się zgodził.

Czy spotkałyście duży opór otoczenia w przekuciu idei w konkretną imprezę?

Biegacze byli zachwyceni, gdy tylko dowiedzieli się o pomyśle. Właściwie szał był taki, że nie można było się już z tego pomysłu wycofać. Mieliśmy pewne perturbacje z TPN, ale koniec końców udało się dojść do porozumienia.

Czym te zawody są dla Ciebie? Dlaczego to robisz?

Teraz robię to już siłą rozpęd. Przede wszystkim jest to świetna sprawa towarzysko – biegacze, wolontariusze, ratownicy to już taka nasza paczka znajomych. Z wieloma widujemy się znacznie częściej niż raz na dwa lata… Teraz to nieodłączna część mojego życia.

Czy Twoim zdaniem wciąż trzeba jeszcze coś dopracować czy formuła biegu jest już optymalna?

Formuła jest optymalna, ale na pewno do dopracowania jest nadal meta i punkty odżywcze. Tu ciągle możemy sporo poprawić.

Praca organizatorów i wolontariuszy (fot. Magdalena Stawiszyńska)

Czy coś Cię zaskoczyło w tym roku?

Przygotowanie zawodników – nie było właściwie żadnych wypadków, mimo że warunki były naprawdę trudne. Cieszy to, że już nie ma ludzi przypadkowych – w pierwszej edycji różnie z tym było. Teraz to naprawdę świetnie przygotowani biegacze.

A właśnie – jak oceniasz te zawody pod względem urazów u zawodników? Czy dużo zdarza się wypadków? 

Właśnie nie dużo – w tym roku jeden drobny uraz nogi zawodniczki, w poprzednich edycjach przede wszystkim skręcenia kostek i kolan, odwodnienia, osłabienia. Plus rozbite kolana i jeden złamany nos, z którym zawodnik biegł jeszcze 30km i dotarł do mety.

III edycja Flexistav Bieg Granią Tatr (fot. Piotr Dymus)

Chętnych do biegu jest więcej niż miejsc, czy możliwe jest by w przyszłości w zawodach mogło wziąć więcej osób?

Wszystko zależy od Tatrzańskiego Parku Narodowego, bardzo byśmy chcieli choć 50 miejsc więcej, ale jeśli zostaniemy przy limicie 350 osób to i tak będzie dobrze. Na pewno nie chcemy robić imprezy masowej i wpuszczać w Tatry tysiąc osób. To nie nasza bajka.

Bieg odbywa się w Tatrach – z jakimi trudnościami się to wiąże dla organizatorów?

Komplikuje to logistykę. Jedzenie i zapas picia trzeba wywieźć do schronisk na kilka razy. Pomaga nam w tym także obsługa. Na dzień przed zawodami wolontariusze z kierownikami poszczególnych odcinków przechodzą swoją trasę, żeby dokładnie wiedzieć jak ją oznaczyć następnego dnia, jakimi szlakami mogą się wycofać w razie przerwania/skrócenia zawodów. No i zawsze przeraża nas perspektywa burzy, gwałtownego pogorszenia pogody – część zawodników jest już na mecie, gdy inni dopiero podchodzą na Krzyżne. Na szczęście jeszcze się nie zdarzyło, byśmy musieli przerwać lub skrócić zawody, choć w drugiej edycji było blisko, burza rozwijała się w okolicy. Na szczęście uciekła na Słowację.

Jak wygląda Wasza współpraca z Tatrzańskim Parkiem Narodowym?

Jest szereg wytycznych, które musimy spełnić i staramy się z całych sił, żeby ich przestrzegać. Chodzi przede wszystkim o to aby nie schodzić ze szlaków (dotyczy to wolontariuszy i zawodników), nie zostawiać śmieci, nie zakłócać spokoju zwierząt i nie utrudniać poruszania się turystom. Przed zawodami wysyłamy także trasę alternatywną na wypadek bardzo złej pogody. TPN wyznacza nam limit zawodników oraz możliwość organizacji zawodów raz na 2 lata i my to akceptujemy. Mamy nadzieję, że ta współpraca będzie trwać nadal.

III edycja Flexistav Bieg Granią Tatr (fot. Piotr Dymus)

A właściwie dlaczego zawody odbywają się co dwa lata?

„Wymieniamy” się pozwoleniem z Tatra Fest Bieg, który robi KW Zakopane – robimy zawody na zmianę.

Ile czasu zajmuje Wam przygotowanie zawodów? Czy możesz przybliżyć na czym konkretnie polega ta praca?

Praca nad zawodami trwa około roku, najwcześniej rozmawiamy ze sponsorami. Jesienią składamy podanie do TPN o pozwolenie na zawody, a w międzyczasie powoli dogrywamy ekipę i całą listę spraw: od grafiki, przez logistykę przed i w trakcie zawodów, po opiekę nad metą i wolontariuszami. Oczywiście najwięcej pracy było przed pierwszą edycją, teraz to już idzie swoim torem. No i pomaga nam więcej osób.

Co jest w tym wszystkim najtrudniejsze?

Niepewność – czy uda się pozyskać sponsorów, czy zawodnicy będą zadowoleni z pakietów, wreszcie największa niewiadoma, a przy tym niemożliwa do przewidzenia – gwałtowne pogorszenie pogody, opady śniegu czy burze.

Co jest najprzyjemniejsze?

Jak jest już po i spływają pozytywne komentarze, podziękowania, a zawodnicy i wolontariusze chcą wracać do nas w następnej edycji. To daje wielką satysfakcję i naprawdę dużo radości. Dlatego warto to robić.

Współpracujecie z wieloma firmami partnerskimi, czy pozyskanie sponsorów na imprezę biegową jest obecnie dużym wyzwaniem? 

Tu największe zasługi ma Justyna, ale łatwo nie jest. Choć może mamy nieco bardziej z górki, bo robimy zawody co dwa lata i nie drenujemy kieszeni sponsorów co roku. A tak na serio – w tej chwili współpracujemy z firmami, z którymi jesteśmy mniej lub bardziej związani od kilku lat przy różnych imprezach, także zimowych. Mam nadzieję, że sponsorzy są zadowoleni. U nas jest o tyle specyficznie, że nigdy nie będziemy dużą i liczną imprezą dla 1500 zawodników, więc my i nasi sponsorzy musimy iść w jakość, a nie ilość.

Bieg przyciąga najlepszych górskich biegaczy, jednocześnie jesteś związana także z innymi górskimi środowiskami. Czy możesz powiedzieć czym Twoim zdaniem wyróżnia się środowisko biegaczy górskich i ultra? Jak byś je scharakteryzowała?

Teraz z biegami górskimi jestem mniej związana niż kiedyś, bardziej zaangażowałam się w skialpinizm, ale mam jakiś ogląd sytuacji. Nie chciałabym oceniać środowiska jako takiego, bo to nie moje prawo. Na pewno podoba mi się, że widać biegaczy w Tatrach jak trenują do naszego biegu i nie tylko, jak na lekko biegają po Czerwonych Wierchach, jaki mają spręż do przyjeżdżania z odległych miast. Natomiast czasem przeraża mnie ich niefrasobliwość, szczególnie zimą. Wtedy Tatry wymagają znacznie więcej przygotowania i doświadczenia, a niektórym wydaje się, że jedyna różnica polega na tym, że jest zimniej…

Czy widzisz jakieś zmiany w przygotowaniu do biegu wśród zawodników na przestrzeni lat? 

Jest znacznie lepiej niż w pierwszej edycji, ale to chyba dlatego, że trzeba zebrać punkty kwalifikacyjne w trzech innych biegach ultra. A to znaczy, że już nie ma u nas ludzi przypadkowych – i to widać. W tym roku warunki były trudne, szczególnie po południu i wieczorem gdy lał deszcz – a wtedy nie odnotowaliśmy żadnej kontuzji czy wypadku. To bardzo dobrze świadczy o przygotowaniu i rozsądku. Bardzo nas to cieszy.

Co jest Twoim zdaniem najtrudniejsze dla zawodników w tym biegu?

Trudności techniczne, szczególnie na zbiegach. Dystans nie jest wielki jak na ultra, ale przy naszych tatrzańskich skałach daje naprawdę w kość. I rzeczywiście kilka odcinków – z Krzyżnego, z Wołowca, z Ornaku – przedstawia obiektywne spore trudności, jeśli chce się je pokonać szybko. 

Czy myślicie już o kolejnej edycji?

Bardzo powoli…

 

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn