Od początku do końca musiałem polegać na sobie – rozmowa z Piotrem Hercogiem po Ultra Fiord 2017

przez Administrator | Opublikowano 30 kwietnia 2017 22:58

Na początku kwietnia Piotr Hercog wygrał zawody Ultra Fiord na dystansie 100 mil w chilijskiej Patagonii. Z Piotrem rozmawiamy o tym jak wyglądała trasa, co było najtrudniejsze oraz o przygotowaniach do najbliższych zmaganiach pod Mount Everestem.

Piotr Hercog w Patagonii (fot. Piotr Dymus)

Aneta Żukowska: Gratulujemy zwycięstwa w Ultra Fiord 2017! Czy możesz opowiedzieć jak wyglądały przygotowania już tam na miejscu?

Piotr Hercog: Cały nasz wyjazd był podzielony na dwa etapy, a całość trwała miesiąc. Założenie było takie, że pierwsze dwa tygodnie spędzamy na północy Chile, w większości powyżej 4000 m n.p.m. Drugie dwa tygodnie, to już góry Patagonii na południu, gdzie po tygodniu treningów zaplanowany był start w zawodach. Chcieliśmy podróżować terenowym samochodem, a jednocześnie trenować w górach. Poza przygotowaniem pod Ultra Fiord, moim głównym celem było przygotowanie pod zawody Tenzing-Hillary Everest Marathon, które odbywają się w maju. Wcześniej spałem już w namiocie hipoksyjnym. Tak więc pierwsze dwa tygodnie spędziliśmy głównie na podróżach i wysokogórskich treningach. Łącznie zrobiliśmy samochodem 8 tys. kilometrów – od wybrzeża po granicę z Peru, z finiszem wejścia na najwyższy wulkan na świecie, czyli Ojos del Salado. Ze względu na wysokość były to nieco wolniejsze treningi biegowo-trekingowe. Później przedostaliśmy się samolotem na południe, czyli do Puerto Natales, gdzie miały odbywać się zawody. Tam było nieco niżej – między zero a 2000 m n.p.m. – mogłem więc kontynuować znacznie szybsze treningi. Pojechaliśmy też na stronę argentyńską pod Cerro Torre i pod Fitz Roy, gdzie byliśmy cztery dni, zwiedzając i trenując jednocześnie.

I wreszcie nadszedł czas na zawody.

Wszystko odbywało się w okolicach parku narodowego Torres Del Paine. Na same zawody uczestnicy byli odwiezieni autokarem, start był o północy. Trasa zawodów na 100 mil w Patagonii rusza około 20 kilometrów przed parkiem narodowym, bokiem obchodząc cały masyw. Początek był łatwy, ścieżki i drogi szutrowe, choć już na drugim kilometrze trzeba było przebiec przez rzekę, więc od razu przemoczyłem buty, co mnie trochę martwiło. Ze względu na łatwość tych pierwszych 20 kilometrów, było to bardziej ściganie i badanie się z konkurentami. Starałem się kontrolować sytuację na czele stawki. Przez pierwsze 20 kilometrów biegłem wraz z Chilijczykiem. To była współpraca, razem staraliśmy się szukać oznaczenia trasy. Największą trudnością, której się obawiałem, było to, że organizatorzy przed zawodami nie dali nam możliwości ściągnięcia dokładnego tracka trasy, żeby można było go sobie wgrać w zegarek czy GPS. Z drugiej strony nie dawali także zbyt dokładnych map.

To było celowe, czy też było to niedopatrzenie ze strony organizatorów?

Myślę, że nie brali pod uwagę, że jest to ważne. Założyli, że cała trasa będzie bezbłędnie oznaczona. Oznaczyli ją dosyć dobrze słupkami z obrazkami, co ostatecznie sprawdzało się bardzo fajnie. Nie mieliśmy wątpliwości, jeśli te słupki były poustawiane dosyć blisko koło siebie. Jednak po 20 kilometrach pojawił się odcinek mgły i wtedy mieliśmy problem. Światło latarki rozpraszało się tak, że widoczność mieliśmy jedynie na około 5 metrów. Do tego brak ścieżek, były tylko łąki i pola. Na szczęście mgieł było bardzo mało, tworzyły się tylko przy wodach. Po około kolejnych pięciu kilometrach biegu z Chilijczykiem, zauważyłem, że biegnie on trochę zbyt wolno, a chciałem utrzymać swoje tempo, więc pognałem dalej. Teren się zmienił i po początkowym tempie, powiedzmy 12 kilometrów na godzinę, wpadłem na wąskie, zrobione przez zwierzęta ścieżki, trawersujące jeziora i rzekę. Właściwie do 65-kilometra było to nieustanne góra-dół, wzdłuż koryta rzeki, gdzie można było wpaść w błoto po kostki, łydki, czy nawet kolana. Brnąłem przez mikstowe tereny, włącznie z przeprawą przez jezioro, przez które trzeba było przejść wpław, z wodą po pas.

Przy jakich temperaturach powietrza?

Temperatura w nocy była od minus pięciu do plus trzech stopni. Bałem się jednak głównie pogubienia na trasie, co mogłoby być przeszkodą w zwycięstwie, nawet jeśli ma się dobrą formę. Jeszcze innym problemem było to, że przez około 90 proc. trasy nie było zasięgu sieci komórkowej. Jeśli więc ktoś by się pogubił, nie byłoby żadnej możliwości wezwania pomocy. Na szczęście okazało się, że poza krótkimi fragmentami gdzie brakowało tyczek, cała trasa była dobrze oznakowana.

Prowadziłeś cały czas, więc wyszukanie trasy było tylko na Twojej głowie?

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn