Góry Skaliste na nartach – relacja Natalii Tomasiak

przez Piotr Turkot | Opublikowano 18 kwietnia 2017 15:39

Góry Skaliste – Rocky Mountains, to ogromne pasmo górskie ciągnące się od granicy Montany w Stanach Zjednoczonych aż po Alaskę, są częścią pasma Kordylierów. Dla wielu osób to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie. Cztery obszary tego pasma zostały wciągnięte na listę UNESCO, a ponadto w pobliżu Lake Louis znajduje się największy lodowiec (poza lodowcami na kręgach polarnych).

Najwyższy szczyt pasma to Mount Elbert (4401 m n.p.m.) znajdujący się w amerykańskim stanie Kolorado, a z kolei najwyższy szczyt w kanadyjskiej części gór to Mount Robson (3954 m n.p.m.).

Łańcuch Gór Skalistych w Kanadzie ma długość 850 km i przebiega wzdłuż granicy administracyjnej prowincji Alberta i Brytyjska Kolumbia. Canadian Rockies to młode góry –  ukształtowały się jakieś 65 do 100 milionów lat temu. Ich szczyty to ogromne baszty – skalne twierdze z poszarpanymi graniami. Częste są tu gładkie, pionowe ściany skalne o deniwelacji 1,5-2 kilometrów. Pomiędzy wierzchołkami, w głębokich polodowcowych dolinach mienią się turkusową wodą niesamowicie piękne jeziora. Ja dostałam szansę po obcować z tym pięknym miejscem zimą.

Zapraszam do świata ski-tourów, puchu, gór i syropu klonowego…

To był długo wyczekiwany wyjazd, który był prezentem urodzinowym. Od razu wiedziałam, że to będzie coś niezapomnianego i chciałam się do niego jak najlepiej przygotować.  Oprócz tego, że samo miejsce wydawało się niesamowite to miał to być powrót do wyjazdów outdoorowych, które trochę odstawiłam na bok w momencie gdy biegi górskie zdominowały mój wolny czas i pochłaniały cały budżet domowy.

Jak to bywa przed wyjazdami i u mnie zrobiło się nerwowo pomimo, że większość rzeczy miałam przygotowane i dopięte na przysłowiowy ostatni guzik. Ale wiadomo – dodatkowe szkolenie w pracy, awaria pralki i zalanie sąsiadów, trzeba było szybko gasić pożary. W końcu nastała godzina zero i niemal z marszu stawiłam się na lotnisko. Trasa: Kraków-Amsterdam-Calgary, skład: Adam, Maciek, Michał i ja – gotowi do działania, ruszamy!

W trakcie ośmiu godzin lotu za ocean spoglądamy za okno samolotu, pod nami rozpościerają się niesamowite widoki na Grenlandię, góry lodowe i wielkie zaśnieżone obszary północnej Kanady.

Rejon Roger Pass i nasza pierwsza wycieczka skitourowa (fot. Adam Michalik)

W końcu jest Calgary  – miasto Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 1988 roku – dość zaskakujące, bo wokół jest płasko i szaro, ani śladu śniegu. Góry, które niedaleko stąd gwałtownie przechodzą w równinę schowały się gdzieś w chmurach.

Pożyczamy samochód, ruszamy i na szczęście niedługo pojawiają się gdzieś we mgle niesamowite ściany. Jest ich tak dużo, że nie wiadomo w którą stronę patrzyć!

Pierwszą noc spędzamy w Lake Louise, gdzie wieczorem jeszcze udało się zrobić krótki rozruch nad jeziorem. Rano pobudka o 5.00, szybkie śniadanie i ruszamy przez miejscowość Golden na Rogers Pass – kultowe miejsce skitourowe. Po drodze spotykamy się z mieszkającym w Golden Russellem, z którym umówiliśmy się przez polskich znajomych na ten dzień.

Na Rogers Pass rejestrujemy się w biurze Glacier National Park, umieszczamy identyfikatory za szybą i rozstawiamy auta nasze i Russela na dwóch różnych parkingach. Ruszamy w górę Loop Valley by przejść przez przełęcz i zjechać doliną Asulkan.

Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn