Zawsze marzyłem o tym, co odkrywcze, pionierskie – rozmawiamy z Krzysztofem Starnawskim

przez Piotr Turkot | Opublikowano 31 października 2016 11:07

Tak. Trafiłem na  jakiś nawiedzonych bioenergoterapeutów, którzy próbowali poskładać moje połamane kości za pomocą bioprądów. Dopiero, kiedy przemówiłem im do rozsądku używając paru niecenzuralnych słów, podreptali w stronę schroniska i zawiadomili ratowników. Tak poznałem mojego pierwszego kolegę z TOPR, Jaśka Stawowego.

Co jakiś czas w mediach ukazują się kuriozalne opowieści o ludziach traktujących śmigłowiec czy pojazdy TOPR jak bezpłatny transport. Nie cisną Ci się wówczas na usta mocne słowa?

Staram się zawsze pamiętać o tym, że jestem w pogotowiu z własnej, nieprzymuszonej woli. Poza tym nigdy nie wiadomo, jaki jest powód wzywania pomocy. Zawsze zakładam, że jest zasadny. Staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej i nie oceniać zachowania poszkodowanego. Może się zdarzyć nieuzasadnione wezwanie, ale raczej rzadko.

Praca w TOPR (fot. Krzysztof Starnawski)

Praca w TOPR (fot. Krzysztof Starnawski)

Głębokie nurkowanie jaskiniowe jest w pewnym sensie odwrotnością alpinizmu: w górach wysokich konieczna jest aklimatyzacja, pod wodą dekompresja. Oba rodzaje działalności wymagają dobrego przygotowania, predyspozycji, racjonalnego myślenia.

Można to tak ująć. Oczywiście aklimatyzacja następuje przed atakiem szczytowym, a dekompresja po zanurzeniu, ale tu i tu obowiązują pewne stałe zasady. No i rzeczywiście trzeba myśleć racjonalnie, wszystko zaplanować, działać sprawnie w warunkach stresu.

Z przebywaniem wysoko w górach wiążą się zagrażające życiu choroby  wysokogórskie (jak wysokościowy obrzęk płuc czy mózgu), zaś głęboko pod wodą nurek narażony jest na HPNS (zespół neurologiczny wysokich ciśnień), a przy zbyt szybkim wynurzaniu na chorobę dekompresyjną.

Z zapadalnością na HPNS jest trochę tak, jak z chorobą wysokogórską – jedni są na nią bardzo odporni, inni mają objawy chorobowe już na stosunkowo niedużych wysokościach.  Zarówno jedno, jak i drugie dopadnie w końcu każdego, kto pozostanie powyżej 7 tys. metrów wysokości  czy poniżej 200 metrów głębokości. To tylko kwestia czasu.

Jak udaje Ci się oszukać ten czas?

Po pierwsze: sporo nurkuję głęboko, więc myślę, że mój organizm się już przyzwyczaił do dużych głębokości. Po drugie: sam dobieram adekwatne dla mojego organizmu anestetyki, które zmniejszają objawy HPNS, a po trzecie: myślę, że mam pewne predyspozycje, które nie wiedzieć skąd się wzięły ;)

Alpiniści przed atakiem szczytowym osiągają pewną wysokość, po czym schodzą niżej. Dzięki temu organizm adaptuje się do środowiska. Ty odbywasz mozolną dekompresję po nurkowaniu.

Dekompresja przebiega inaczej, bo też o co innego w niej chodzi. Człowiek nie może przyzwyczaić się do życia pod wodą. Nurek oddycha mieszaniną gazów, które muszą być dostarczane pod takim ciśnieniem, jakie panuje na danej głębokości. To sprawia, że do organizmu wnikają ogromne ilości gazu obojętnego (azotu i helu). W miarę wynurzania się ciśnienie spada i musimy dać naszemu organizmowi dość czasu, by te nadmiary gazu poprzez pęcherzyki płucne wydostały się z naszego organizmu. Jeśli nie zrobimy tego w odpowiednim tempie, tylko się szybko wynurzymy na powierzchnię, to nasza krew będzie wyglądać jak wzburzona coca cola po szybkim otwarciu korka. Żaden organizm tego nie wytrzyma.

Co robisz podczas dekompresji?

Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn