Wypadek Bieleckiego na Nanga Parbat

przez Administrator | Opublikowano 14 stycznia 2016 11:32

13 stycznia podczas akcji na Nanga Parbat Adam Bielecki odpadł od ściany. 80-metrowy lot zakończył się na szczęście jedynie stosunkowo drobnymi obrażeniami, ale Polak musiał przerwać akcję górską i zawrócić na dół.

Adam Bielecki któtko po upadku na Nanga Parbat

Adam Bielecki któtko po upadku na Nanga Parbat

Informację o wypadku przekazał Daniele Nardi, którego wyprawa, jak pisaliśmy, połączyła siły z ekipą Adama Bieleckiego i Jacka Czecha. Nardi tak relacjonuje przebieg wypadku:

Brakowało nam ok. 200 metrów, by osiągnąć ścianę Kinshofera i kolejnych 200 m do obozu drugiego. Wspinaliśmy się bardzo szybko, mimo dużego obciążenia. Złożyliśmy depozyt na 5700 m i wzięliśmy ze sobą 400 metrów liny. Adam prowadził. Przeszedł lodową rynnę i zatrzymał się na wys. ok. 5800 m. Słyszałem jak wbija haka, coś się stało i odpadł. Leciał około 80 metrów. Czekałem na uderzenie, kalkulowałem, byłem pewien, że dwie śruby lodowe w twardym lodzie utrzymają lot. Na szczęście upadek nastąpił na stoku wolnym od skał. […] Jeśli by sobie coś złamał, nie byłoby łatwo zabrać go w dół, ale na szczęście upadek spowodował jedynie wiele siniaków i utratę sprzętu. […] Przez chwilę Adam myślał o kontynuowaniu wspinaczki, jednak zawróciliśmy do jedynki, a następnie do bazy by go opatrzyć. Gdy schodziliśmy Adam uśmiechnął się i podziękował.To był trudny moment, który przeszliśmy razem. Dzisiaj będziemy świętować.

Nanga Parbat - schemat drogi Kinshofera (fot. Altitiude Pakistan, schemat Kacper Tekieli)

Nanga Parbat – schemat drogi Kinshofera (fot. Altitiude Pakistan, schemat Kacper Tekieli)

Adam Bielecki tak opisuje wypadek:

Nanga nie pobłaża… Trzecie wyjście w stronę dwójki i znowu przygoda. Podczas poręczowania poleciałem z urwaną liną, którą chwilę wcześniej zawiesiłem. Na szczęście Daniele asekurował mnie drugą liną. Pomimo długiego lotu nic groźnego mi się nie stało chociaż trochę poturbowałem prawą dłoń. Siedzimy w bazie, liżemy rany, śledzimy prognozy i zastanawiamy się co dalej.

Tymczasem nowi wyprawowi partnerzy Adama, Alex Txikon i Ali Sadpara, podciągnęli poręczówki pod start ściany Kinshofera (ok. 6050 m).

U podstawy ściany Kinshofera (fot. Alex Txikon)

U podstawy ściany Kinshofera (fot. Alex Txikon)

Jutro zamierzają pokonać, korzystając m.in. z ubiegłorocznych poręczówek, najtrudniejszy fragment drogi, czyli właśnie ścianę Kinshofera i dotrzeć do miejsca obozu drugiego na wysokości 6100 m.

Wojciech Słowakiewicz/wspinanie.pl

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn