Wielka trójka na wielkiej czwórce – przyjaciele wbiegli na Mt. Blanc

przez Administrator | Opublikowano 07 września 2015 15:01

Ciemno. Anna Figura wciska na zegarku start, choć Ania Tybor już od 45 minut jest na trasie. W nocy biegnie się rześko i przyjemnie, na dole jest cieplej, nie ma śniegu. Komfort. Początkowo trasa wiedzie wzdłuż torów tramwaju du Mot Blanc prowadzących do górnej stacji Nid d’Aigle. Sprężają się by przebiec ten fragment zanim tramwaj zacznie kursować.

Dalej ścieżka wije się głównie między kamieniami, czasem trawami do schroniska Tete-Rousse. Stąd zaczyna się najbardziej niebezpieczny odcinek: trawers słynnego żlebu „Rolling Stones”. Nazwa nie jest przypadkowa – tłumaczy spadające bardzo często kamienie. Trzeba biec szybko i pewnie. I mieć szczęście. Tym razem wszyscy mają. Przed nimi podejście stromą granią do schroniska Gouter, gdzie już czeka “Dziki” – Łukasz Polaczyk z rakami, piciem, jedzeniem i ciepłą kurtką. “Ania “Tibi” Tybor niestety nie załapała się na ciepłą herbatę, bo tak szybko przybiegła, że zaskoczyła Dzikiego” – wspomina śmiejąc się Figura. “Od tego momentu szłam już w rakach, cienkich spodniach od wiatru, primalofcie i kurtce „wiatrówce”. Wysokość ponad 3800 m n.p.m. dała się już odczuć. W dodatku wiał wiatr, który w porywach był naprawdę mocny i zawiewał wydeptaną ścieżkę, przez co miejscami grzęzło się i delikatnie ujeżdżało.” – opowiada dalej Ania.

Czasowka na Mont Blanc (fot. Łukasz Polaczyk)

Czasowka na Mont Blanc (fot. Łukasz Polaczyk)

2

5

Ruszają dalej. Do schronu Vallot Figura idzie w towarzystwie dogonionej Tybor. Tam czekał Sławek Cyndecki z kolejną warstwą odzieży i ponowną gorącą herbatą. “Na chwilę musiałyśmy wejść do środka, zagrzać się i zadać sobie pytanie: czy walczyć dalej?” – wspomina Figura.  Wiatr utrudniał im podejście, zaszronieni ludzie schodzący już ze szczytu nie napawają optymizmem, a widoczność robi coraz gorsza. Właściwie cały wierzchołek ukryty jest w chmurach. Wszyscy postanawiają jednak spróbować, z zaznaczeniem, że w razie pogarszających się warunków lub samopoczucia zawrócą. Marcin Rzeszótko przybywa zaraz po dziewczynach i też po chwili wahania ruszył w stronę wierzchołka.

Na szczycie Wielka Trójka zameldowała się po następujących czasach:

Anna Figura:  5 godz. 17 min.

Anna Tybor: 6 godz. 15 min.

Marcin Rzeszótko: 5 godz. 53 min.

Powrót

Nie biegną, schodzą. Przy lepszej pogodzie można było pokusić się o zbieganie, ale plan zakładał jednie wbieg. Przy zejściu z wierzchołaka pomagają im Sławek i Dziki, którzy wyszli Aniom i Marcinowi naprzeciw. Zastanawiam się jak z ich siłami. Taki bieg i to przy takiej złej pogodzie musi pochłaniać mnóstwo energii. Ania jakby czytając moich myślach wyprzedza pytanie. “W schronisku Gouter zjedliśmy zasłużony makaron. Bez tego pokrzepiającego posiłku bardo trudno byłoby zejść na dół.” Przed sobą mieli jeszcze spory kawałek drogi. Czekał ich m.in. trawers przez niebezpieczny Grand Couloir, gdzie co kilkanaście minut spadały liczne kamienie. Dla bezpieczeństwa chłopaki z ekipy wspierającej dzień wcześniej wynieśli reszcie kaski, w których schodzili od schroniska Gouter do Tete Rousse. Ich pomoc po raz kolejny okazała się nieoceniona. Po równych 12 godzinach wszyscy szczęśliwie dochodzą do górnej stacji tramwaju du Mont Blanc. Ciała proszą o odpoczynek. Wrażeń dużo, satysfakcji jeszcze więcej, a do tego zmęczenie i powoli ustępująca adrenalina sprawiają, że na dół zjeżdżają już tramwajem. Spełnieni i bardzo zadowoleni. Cel został osiągnięty.

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn