Kinga Baranowska: W górach słucham swojego wewnętrznego głosu

przez Administrator | Opublikowano 12 września 2015 13:30

17 lipca 2015 roku Kinga Baranowska stanęła na Gasherbrumie II, który jest dziewiątym ośmiotysięcznikiem w górskiej karierze himalaistki. O swojej ostatniej wyprawie, a także o pozostałych ośmiu ekspedycjach opowiadała Januszowi Majerowi podczas Spotkań z Filmem Górskim w Zakopanem.

Kinga Baranowska i Janusz Majer w Zakopanem (fot. Spotkania z Filmem Górskim)

Kinga Baranowska i Janusz Majer w Zakopanem (fot. Spotkania z Filmem Górskim)

***

Janusz Majer: Weszłaś na swój dziewiąty ośmiotysięcznik, to może na początek powiedz parę słów o tej ostatniej wyprawie.

Kinga Baranowska: Osoby, które pojawiają się na zdjęciach (podczas spotkania publiczność mogła podziwiać na ekranie zdjęcia z wyprawy na Gasherbrum II – red.) były głównie na moim pozwoleniu. Na pozwoleniu zawsze jest więcej osób niż w bazie. Przede wszystkim będzie to moja czteroosobowa baza. Miałam zaszczyt dzielić bazę m.in. z Yannickiem Grazianim, wspinaczem kilkukrotnie nominowanym do Złotego Czekana. Oprócz tego miałam też przyjemność spotkać kilkoro Polaków po drodze, m.in. Ewę Berbekę z Zakopanego, która organizowała swoją trekkingową wyprawę pod Broad Peak. Było też kilkoro Polaków pod Gasherbrumami. W wielkim skrócie – ta wyprawa była taką, jakiej bardzo nie lubią dziennikarze. Mówię stricte o samej wyprawie, nie o akcji poszukiwawczej Olka Ostrowskiego, która była później. Dziennikarze często zadają pytanie „jakie były wielkie zwroty akcji?”, a tu ich nie było i powiem szczerze, że takie wyprawy lubię najbardziej, trochę przynudnawe, czyli akcja idzie w miarę wartko. Wszystko skończyło się tym, że piętnastego dnia od przyjścia do bazy stanęłam na szczycie Gasherbruma II. Po tym stwierdziłam, że nie wybieram się na Gasherbrum I, gdyż siadły mi – nie pierwszy raz w górach – zatoki. Zaczęło mnie też dosyć poważnie boleć gardło, tak więc stwierdziłam, że po Gasherbrumie II zwijam bazę i wracam do domu.

Kinga Baranowska na Gasherbrumie II (fot. arch. Kinga Baranowska)

Kinga Baranowska na Gasherbrumie II (fot. arch. Kinga Baranowska)

Wróciłaś do bazy po zejściu ze szczytu i wtedy przyszła wiadomość, że Olek Ostrowski zaginął zjeżdżając z obozu drugiego do jedynki. Prawdopodobnie wpadł do szczeliny razem z lawiną, która go porwała. Czy mogłabyś powiedzieć parę słów o akcji poszukiwawczej, którą usiłowałaś wtedy zorganizować?

To się faktycznie wydarzyło chyba osiem dni po moim wejściu na szczyt. Mieliśmy już następnego dnia zbierać się do wyjścia, przyszli nasi tragarze i dostaliśmy wiadomość, że tuż przy obozie drugim Olek zjeżdżając podciął lawinę, która wepchnęła go do szczeliny. Nie chcę tutaj za dużo omawiać całej tej sytuacji, jeśli ktoś będzie zainteresowany, to wywiad ze mną przeprowadził Kacper Tekieli i wisi on na wspinanie.pl. Starałam się tam szczegółowo opisać te trudne dla nas dni. Niemniej jednak można powiedzieć, że ta wyprawa będzie mi się na pewno kojarzyć nie tylko z wejściem na szczyt, ale właśnie z akcją poszukiwawczą Olka, który niestety nie wrócił.

Na wspinanie.pl znajdziecie też relację partnera Olka, Piotra Śnigórskiego. Olek został w górach, w tej szczelinie, a jego ukochane Bieszczady pożegnały go mszą świętą, którą zorganizowali przyjaciele i rodzina. Wróćmy jednak teraz do twojego wchodzenia na szczyty ośmiotysięczne.

Chciałabym jeszcze parę słów dodać a propos wyprawy na Gasherbruma. Wcześniej zadałeś mi pytanie, czy miałam jakieś trudności na tej górze, czy tak po prostu sobie weszłam. Oczywiście nie będę tu opowiadać o jakiś wielkich trudnościach technicznych, bo zwyczajnie na Gasherbrumie II, na drodze normalnej ich nie ma. Niemniej jednak jest tam bardzo dużo trudności obiektywnych, m.in. jest bardzo dużo szczelin i góra jest bardzo zagrożona lawinowo. Pomyślałam sobie, że mówiąc często o Gasherbrumie II, że jest to szczyt dobry na początek jako pierwszy ośmiotysięcznik, mówi się kłamstwo. Nie ma tam trudności technicznych, jednak ta góra jest zwyczajnie niebezpieczna, szczególnie lodowiec. Zobaczycie po drodze pasmo szczelin, idzie się mniej więcej dziesięć kilometrów przez tysiące szczelin i trzeba się naprawdę bardzo skrupulatnie asekurować. Nie było osoby, która by przynajmniej raz nie wpadła minimum do pasa, jest to jeden wielki slalom gigant. Odcinek do obozu pierwszego jest bardzo niebezpieczny, dla mnie dużo niebezpieczniejszy niż lodowiec Khumbu na Evereście.

Posłuchajcie więc tej rady Kingi, że dla ludzi którzy chcą zaczynać swoją turystyczną przygodę z wysokimi górami, mimo że Gasherbrum II uchodzi za szczyt łatwy, to jednak wymaga od adepta umiejętności poruszania się po lodowcu i szczelinach. A teraz spróbujmy od początku. W 2003 roku weszłaś na swój pierwszy ośmiotysięcznik, był to Cho Oyu, w 2006 roku weszłaś na Broad Peak, w 2007 na Nanga Parbat. A kiedy pomyślałaś o tym, że warto by zrobić Koronę Himalajów?

Cho Oyu było dla mnie ogromnym niewypałem, kiepsko się do tej góry przygotowałam i solidnie się na niej poodmrażałam. To jest właśnie liczenie na łut szczęścia, gdy siłą entuzjazmu chce się wejść na szczyt. Niestety porządnie się poodmrażałam i stąd ta przerwa między Cho Oyu a Broad Peakiem. Trochę mnie wyprowadził na prostą Piotrek Pustelnik, który powiedział mi konkretnie jak się przygotować do następnego ośmiotysięcznika. I ten następny ośmiotysięcznik, na którym byłam z Piotrem Pustelnikiem i Piotrem Morawskim, był dla mnie fajną szkołą uczenia się od starszych kolegów. Dlatego też jestem wielką fanką wypraw, na których są osoby bardziej i mniej doświadczone, gdzie te drugie mogą się bardzo dużo nauczyć.

Droga do obozu II (fot. Kinga Baranowska)

Droga do obozu II (fot. Kinga Baranowska)

Kiedy jednak powstał pomysł na Koronę? Czy wtedy gdy jechałaś na Nangę? Byłaś tam latem, a jesienią z tym samym teamem pojechałaś na Dhaulagiri, więc chyba już miałaś ciąg na ośmiotysięczniki?

Miałam wtedy ciąg, natomiast nie myślałam w ogóle o Koronie Himalajów. Cały czas mam dewizę, że staram się myśleć tylko o tym następnym szczycie.

Przypominam sobie wywiad, który kiedyś udzieliłaś Januszowi Kurczabowi, w którym mówiłaś, że twoja strategia, to strategia małych kroków. Gdy śledziłem twoje poczynania na ośmiotysięcznikach, to zawsze podziwiałem umiejętność szybkiej aklimatyzacji, być może są to wrodzone zdolności twojego organizmu. Jeszcze jedna rzecz, która mnie zadziwiła – mnie wychowanego w szkole tradycyjnej, która zakłada, że aklimatyzację trzeba zdobywać łażąc do góry i na dół – a ty mówiłaś, że nie za bardzo lubisz tak chodzić. Dziwiło mnie, że twój organizm to znosi, że wchodzisz w jednym ciągu na wysokość i możesz tam siedzieć parę dni, aklimatyzacja przychodzi. Jak ty to odczuwasz? Boli cię głowa czy niekoniecznie?

Strony: 1 | 2 | 3

Wyświetlam 1 Comments
Dodaj swój komentarz
  1. Polak napisał(a):

    Kinga nie psuj Korony wejściem z tlenem.

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn