28 szczytów w 76 godzin – rozmowa z rekordzistą Grzegorzem Leszkiem

przez Administrator | Opublikowano 10 lipca 2015 16:43

Pod koniec czerwca Grzegorz Leszek z Jeleniej Góry postawił przed sobą wyzwanie pobicia rekordu Polski: chciał zdobyć 28 górskich szczytów w mniej niż 89,5 godziny. Udało się z nawiązką. Jeleniogórzanin zaczął od Tarnicy w Bieszczadach, a zakończył na Śnieżce. Całość zajęła mu 76 godzin. 

Outdoor Magazyn: Oczywiście gratulujemy wyczynu! Zaczynając od początku – skąd pomysł właśnie na taką wyprawę?

Grzegorz Leszek: Dziękuję. Znajomi zbierają wpisy do Książeczki Zdobywców Korony Gór Polski wydawanej przez Wydawnictwo Amos. W naszych rozmowach pojawiał się temat rekordu zdobycia wszystkich szczytów, co jakiś czas ktoś wyszukiwał nowe informacje w internecie na ten temat. Tak rozkwitał w mojej głowie plan zmierzenia się z dystansem i czasem. Narodził się projekt GórskieRekordy.pl.

Grzegorz Leszek w trakcie bicia rekordu (fot. arch. Grzegorz Leszek)

Grzegorz Leszek w trakcie bicia rekordu (fot. arch. Grzegorz Leszek)

DSCN4183

1610948_1071827926215496_8973597096072133783_n

Jak przygotowywałeś się do bicia rekordu?

Przygotowania można podzielić na dwa aspekty: kondycyjny i związany z rekonesansem szczytów.

Etap kondycyjny. Tu było dość łatwo, gdyż odkąd sięgam pamięcią miałem kontakt ze sportem. Rodzice mocno postawili na wychowanie w duchu sportu. Narty zjazdowe, biegowe, szkoła lekkoatletyczna, przygoda z kolarstwem. To kolarstwu zawdzięczam najwięcej pod kątem wytrzymałości siłowej, walki z czasem i piekielnym bólem mięśni, który trzeba przezwyciężyć. Bieganie zawsze było jako uzupełnienie, a od trzech lat stanowi już podstawę i bazę treningową.

Bezpośrednio do rekordu możemy przyjąć, że przygotowania zaczęły się zimą. Mieszkam w Jeleniej Górze, więc często wyskakiwałem na trening na Śnieżkę i mniejsze pagórki lub z czołówką wieczorem podbiegałem na nartach biegowych pod stok narciarski w Karpaczu. Reakcje narciarzy były zabawne :). Gdy miałem więcej czasu, to oczywiście Jakuszyce i narty biegowe. Cały czas pod górę.

Rekonesans szczytów. Postawiliśmy na pełen profesjonalizm. Nie chcieliśmy pozostawić wiele przypadkowi. Bezpośrednio przed podjęciem próby pobicia rekordu odwiedziliśmy 20 z 28 szczytów, rozpoznając miejsca rozpoczęcia szlaków, dróg dojazdów, specyfiki podbiegów i wyglądu szczytów. Zaowocowało to praktycznie bezbłędnym nawigowaniem zarówno kierowców, jak i moim na szlakach.

Czego obawiałeś się najbardziej, a co rzeczywiście było największym wyzwaniem?

Obawiałem się tych ośmiu szczytów, które zostawiliśmy bez rozpoznania. W Bieszczadach byłem pierwszy raz w życiu. Martwiłem się, że szlaki będą źle oznaczone, dlatego kombinowałem tak, aby jak najwięcej z nich zaliczyć w dzień, a tym samym ułatwić sobie nawigowanie. Obawy rodziły również Rysy. Był to najdłuższy odcinek biegowy z największym przewyższeniem i praktycznie bez odwrotu. Rysy były piątym w kolejności szczytem i tak musiało pozostać. Zatem w chwili totalnego załamania pogody „chciał – nie chciał – musiał!”. Na szczęście pogoda była idealna i wszystko przebiegło bezproblemowo. Największym wyzwaniem chyba było przezwyciężenie senności i zrywania się po 20 minutach drzemki na kolejny szczyt. Trudno to wytrenować, musiałbym chyba zająć się medytacją :).

Strony: 1 | 2 | 3 | 4

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn