Black Diamond: „Jeśli jeszcze się nie zepsuło – zepsuj to!”

przez Piotr Turkot | Opublikowano 24 października 2014 12:15

Black Diamond słynie z tego, że nieustannie wymyśla nowe sposoby „znęcania się” nad sprzętem, zanim trafi on w ręce użytkowników. Tej jesieni firma planuje wypuszczenie kolejnych produktów mocno doświadczonych w tej swoistej „szkole tortur”.

Dr Zagłada

Zacytowane w tytule zdanie zostało wypowiedziane na początku lat 90. XX wieku w laboratorium Black Diamonda w Salt Lake City, kiedy to grupa inżynierów i ekspertów do spraw jakości skupiła się wokół maszyny służącej do rozszarpywania sprzętu, który w „realu” nie może zawieść – szczególnie w chwili, kiedy ma od niego zależeć czyjeś życie. Ta maszyna (o dumnej nazwie „Tester Wytrzymałości na Rozciąganie” Instron 3300) jest w stanie wytworzyć ciąg o sile ponad 8 ton – czyli ekwiwalent sił wywieranych przez ciężar trzech samochodów terenowych Toyoty. Powód do rozrywania sprzętu wspinaczkowego jest prozaiczny: należy go zniszczyć, zlokalizować jego słabe punkty, a następnie stworzyć nową, mocniejszą wersję.

Heike i Erik Schmitt podczas wspinaczki w Rjukan, Norwegia (fot. Thomas Senf / visualimpact.ch / Black Diamond Equipment)

Heike i Erik Schmitt podczas wspinaczki w Rjukan, Norwegia (fot. Thomas Senf / visualimpact.ch / Black Diamond Equipment)

Ogólnie mówiąc, większość przedmiotów szybko rozpada się w konfrontacji z potęgą Instrona. Karabinki pękają przy obciążeniu około 2,7 tony. Metalowe linki, stosowane w niektórych mniejszych rozmiarach Camalotów, rozrywają się przy dwukrotnie mniejszej sile, co i tak jest o wiele większym obciążeniem niż to, jakie ludzkie ciało wywiera na sprzęt nawet przy najgorszym locie. Jednak tego pamiętnego dnia Instron w końcu trafił na godnego przeciwnika. Maszyna przykładała coraz większą siłę – 4 tony, 5 ton, 6 ton… Instron powoli zaczął „jęczeć”. Wszyscy cofnęli się o krok do tyłu.

Wewnątrz maszyny, zamocowany pomiędzy dwoma punktami przypominającymi imadła, znajdował się niedorzecznie wyglądający czekan. Stylisko miało około 15 cm, było pomalowane na kolor wściekle pomarańczowy i wykonane z tłoczonego aluminium. Do jednego końca tego nietypowo krótkiego styliska przymocowano, jak można się było spodziewać, ostrze czekana oraz łopatkę, jednak na drugim końcu, gdzie normalnie powinien znajdować się ząb do wbijania w twardy śnieg, zamontowano kolejną, bliźniaczą głowicę z ostrzem i łopatką. To był „dwugłowy” czekan – najbardziej bezużyteczny przedmiot, jaki można sobie wyobrazić.

Projektowanie czekanów (fot. Black Diamond Equipment)

Projektowanie czekanów (fot. Black Diamond Equipment)

Specami od jakości byli ludzie Dr. Zagłady – mówi Kolin Powick, szef działu wspinaczkowego w Black Diamond. – Nieustannie kombinują, jak wspinacze będą używać danego rodzaju szpeju. W jaki sposób mogą go uszkodzić? Co może zawieść? Hardkorowcy w pięć godzin mogą zużyć sprzęt w sposób odpowiadający pięciu latom standardowego użytkowania.

Mężczyźni stojący wokół maszyny tamtego pamiętnego dnia nie byli jednak zainteresowani symulacją zużywania sprzętu. Nigdy w życiu nie spróbowaliby sprzedać tak dziwacznego czekana. Testowali coś, co Powick określa mianem „supertajnego kleju” – kleju tak mocnego, że prawdopodobnie można by go użyć do przyklejenia skrzydeł do samolotu. Projektanci chcieli użyć kleju do zamocowania głowicy czekana do styliska zamiast stosowania nitów, których otwory osłabiały wytrzymałość materiału. Jeśli ta tajna substancja byłaby równie mocna jak oczekiwano, pozwoliłoby to na zastosowanie nowych konstrukcji oraz materiałów, co uczyniłoby czekan Black Diamonda najbardziej wytrzymałym w stosunku do jego wagi na całym rynku wspinaczkowym. Jednak trudno było stwierdzić, czy eksperyment się powiódł, gdyż grot na spodzie czekana był zamocowany za pomocą nitu, który pękał szybciej niż klej na głowicy. Dlatego eksperci postanowili stworzyć dwugłową wersję czekana.

Ostrzenie dziab (fot. Thomas Senf / visualimpact.ch / Black Diamond Equipment)

Ostrzenie dziab (fot. Thomas Senf / visualimpact.ch / Black Diamond Equipment)

Dopiero przy obciążeniu 7,7 tony klej w końcu się poddał. Nawet w obliczu tak potężnej siły nie doszło do dezintegracji ani wybuchu elementów czekana. Szrapnele nie przeleciały przez pomieszczenie. – Usłyszeliśmy tylko ciche pyknięcie – wzruszył ramionami Douglas Heinrich, wiceszef działu sprzętu oraz były wspinacz lodowy startujący w X Games. Jednak to „ciche pyknięcie” doprowadziło do powstania Black Prophet, pierwszego na świecie czekana wykonanego z włókien węglowych. Jego późniejsza wersja, Cobra, zawiśnie pewnego dnia w Instytucie Smithsona jako dowód na to, jak daleko zaszła ewolucja czekanów.

Opisany eksperyment stanowił sedno tego, co uczyniło firmę Black Diamond jednym z najbardziej szanowanych producentów outdoorowych na świecie. Firma miała swoje początki w skromnym garażu Yvona Chouinarda, gdzie kuto toporne haki wspinaczkowe za półtora dolara za sztukę. Obecnie firma warta jest 200 mln dolarów, posiada główną siedzibę w sercu jednych z najpiękniejszych gór Ameryki, a do tego prężnie się rozwija i jest notowana na giełdzie. Niewiele innych firm outdoorowych zatrudnia więcej inżynierów (32 na 296 pracowników) lub poświęca tyle czasu i zasobów na rozrywanie, zgniatanie i masakrowanie swojego własnego sprzętu w celu sprawdzenia tego, co działa, a co nie.
Dzięki temu wspinacze i narciarze z całego świata mogą obecnie używać czekanów, które są kompatybilne z kijkami narciarskimi oraz mocnych czołówek, które praktycznie nic nie ważą. Plecaki wyposażone w system zwany JetForce Technology po pociągnięciu rączki błyskawicznie pompują 200-litrową poduszkę, 7 razy większą od ich własnej objętości, której celem jest ratowanie życia ofiar wypadków lawinowych. Wystarczy zajrzeć do dowolnej szafy wspinacza lub skialpinisty, aby znaleźć jakiś sprzęt, który przeszedł mordercze testy przeprowadzone przy pomocy Instrona lub innego narzędzia „tortur” opracowanego przez inżynierów Black Diamonda.

Choć czekan Black Prophet robił wtedy duże wrażenie, to od tamtych eksperymentów minęło już 20 lat i w międzyczasie miało miejsce dużo magicznych wydarzeń. Ludzie zjechali na nartach z Everestu. Fakt, że dwóch facetów robi w jeden dzień dwie największe ściany Yosemite, nie jest już tak imponujący, biorąc pod uwagę, że Alex Honnold jest w stanie przejść trzy ściany – samotnie i bez liny – w tym samym czasie.
– Innowacje powstają w przestrzeni pomiędzy obecną pozycją sportu a tą, do której dana dyscyplina zmierza – podkreślił Peter Metcalf, dyrektor generalny firmy. Wypowiadając te słowa, Metcalf siedział akurat w swoim biurze udekorowanym starymi karabinkami, drewnianym czekanem, którego używał w 1970 roku podczas kursu National Outdoor Leadership School oraz stroną wydartą z magazynu „Outdoor”, która w niezbyt subtelny sposób przypominała o misji jego firmy: „Pain is temporary. Suck is forever” (Ból mija. Dziadostwo nigdy).

– Jest wiele ścieżek, które wiodą donikąd w sferze innowacji – dodaje. – Cała sztuka polega na tym, aby odkryć te, które zaprowadzą nas do doskonałego sprzętu, jednak to wymaga zaangażowania ludzi, którzy sami uprawiają daną dyscyplinę sportu.

Black Diamond ma największy zespół profesjonalnych sportowców i testerów w porównaniu do jakiejkolwiek innej innowacyjnej firmy próbującej udoskonalić swoje produkty. Ci profesjonalni sportowcy wspinają się na klify Grenlandii, używając magnetycznych karabinków, lub zjeżdżają na nartach z dziewiczych szczytów Antarktydy, testując prototypy nart oraz foki. Każdego dnia pracownicy z Salt Lake City sami również ruszają w góry Wasatch w towarzystwie stworzonych przez siebie prototypów. Każdy w firmie jest „użytkownikiem”. O świcie projektanci zjeżdżają na nartach freeride’owymi liniami Scotties Bowl lub Pink Pine, podczas gdy po południu marketingowcy wspinają się na wygrzane w słońcu niedalekie skały.

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn