Wiedzieć kiedy się wycofać, to wygrać – Magda i Krzysztof Dołęgowscy o UTMB

przez Administrator | Opublikowano 09 września 2014 14:55

Lata planów, miesiące przygotowań, wysiłku, wyrzeczeń, planowania strategii startu. W końcu przychodzi dzień zawodów, a nasz organizm….. mówi „nie”. Udział w maratonach, czyli ultramaratonach to okazja do przesunięcia granic swoich możliwości, jednak tylko w zgodzie ze swoim ciałem. Najtrudniejsze biegi na świecie niosą z sobą wiele zagrożeń, a wiedza, o tym, kiedy należy się wycofać świadczy o klasie ich uczestników. W tym roku, na metę The North Face Ultra-Trail du Mont-Blanc dotarło 70 proc. uczestników – oczami Magdy Ostrowskiej-Dołęgowskiej przedstawiamy wyzwania, przed którymi stanęli.

Magda Dołęgowska w Chamonix

Magda Ostrowska-Dołęgowska w Chamonix

W ostatni weekend sierpnia w Chamonix zakończyła się 12. edycja The North Face Ultra Trail du Mont Blanc, jednego z najbardziej wymagających biegów górskich na świecie. Opinię tę zawody zawdzięczają przede wszystkim niezwykle trudnej, 168 km trasie biegu głównego, o sumie podejść wynoszącej 9563 m. Ponad to zawodnicy zmierzyć się muszą ze zróżnicowanymi warunkami pogodowymi: upałami, silnym wiatrem, deszczem, a – w wyższych partiach gór – również ze śniegiem.

W obawie o bezpieczeństwo biegaczy, w 12 – letniej historii UTMB, jego trasa była wielokrotnie skracana lub zawody przerywano. Często sami startujący, nie wytrzymując morderczego dystansu, decydują się na przerwanie rywalizacji. Nie inaczej było również w tym roku. Spośród 2434 zawodników, którzy podjęli wyzwanie 168 km biegu, na metę dotarło 1578 mężczyzn (65 proc. startujących) i 114 kobiet (57 proc.).

Wśród biegaczek, które zdecydowały o zejściu z trasy znalazła się również znakomita polska zawodniczka Magdalena Ostrowska-Dołęgowska.

Nie spodziewałam się, że totalnie pokona mnie żołądek. I to przy tak leniwym tempie! Podczas tegorocznych zawodów The North Face Transgrancanaria, gdzie zajęłam 7. miejsce pokonując 125 km w 20,5 godziny, miałam problem żołądkowy podczas ostatniej godziny, może półtorej, a intensywność była znacznie większa. 

Jak mówi pierwsze problemy z żołądkiem zaczęły się już w nocy, około ośmiu godzin po starcie. Nie była wtedy w stanie jeść ani pić. Następnie pojawił się ból stóp spowodowany licznymi otarciami. Po krótkim odpoczynku, kiedy wydawało się, że sytuacja została opanowana, żołądek znów dał o sobie znać.

Zbieg do Courmayeur zrobiliśmy mocno, wyprzedzając zespoły. Tam, na przepaku, dałam sobie pół godziny na zjedzenie i doprowadzenie żołądka do ładu. Jednak jak tylko zaczęliśmy się piąć w górę dopadł mnie odruch wymiotny. Zatrzymywałam się bez sił co 100 m w pionie, wymiotowałam, męczyłam się. Z trudem wyszłam na górę do schroniska Bertone. Tam właściwie podjęliśmy już decyzję o wycofaniu się, ale ponieważ odcinek, który nas czekał był przepiękny i pamiętałam go z CCC z 2011 roku, chciałam iść dalej. W Betone przespałam się 20 minut, zjadłam. Zdawało się, że będzie lepiej. Ale na niemal płaskiej drodze do schroniska Bonatti znowu męczyły mnie nudności. Stamtąd do Arnuvy doszliśmy już spokojnym marszem, przepuszczając uczestników biegu, kibicując. Może to po prostu nie był mój dzień albo źle spędziłam ostatnie 2 tygodnie? – Mówi Dołęgowska.

Jednak jak sama przyznaje nie zamierza na tym kończyć swojej przygody z UTMB:

Mam już trochę wniosków. Bardzo chcę wrócić na UTMB, ponieważ to wspaniała impreza, zrobiona z niezwykłym przepychem. Przechodząc przez bramę startową przy dźwiękach Vangelis, myślałam, że się popłaczę! Góry są piękne, dystans bardzo trudny ale kibice sprawiają, że leci się jak na skrzydłach. To wielkie wydarzenie, chciałabym jeszcze się z nim rozprawić. Może jeszcze będę miała szczęście przeciąć metę w Chamonix? 

Krzysztof Dołęgowski w Chamonix

Krzysztof Dołęgowski w Chamonix

Na zejście z trasy zdecydował się również mąż zawodniczki, Krzysztof Dołęgowski:

Miałem ostatnio problemy ze zdrowiem. Po świetnych treningach w rumuńskich Karpatach byłem trochę zmęczony. Do tego po kolejnej wyprawie w góry przypałętała się infekcja, która rozłożyła mnie na ponad tydzień. Jeszcze parę dni przed startem czułem się słabo. Mimo to chciałem spróbować. Wziąłem sobie rozpiskę biegu w 2011 roku, żeby kontrolować swoje tempo. Po 5 godzinach wiedziałem już, że daję z siebie za dużo by utrzymać założenia przez ponad dobę biegu. Zrezygnowałem z rywalizacji na swoje konto i postanowiłem wspierać żonę. Poczekałem na nią na punkcie kontrolnym w La Balme i dalej ruszyliśmy razem z założeniem, że będę po prostu jej towarzyszył.

Magda Krzysiek i Kamil w Chamonix UTMB 2014

Strony: 1 | 2

Wyświetlam 2 komentarze
Dodaj swój komentarz
  1. Prawdziwy zwycięzca napisał(a):

    A ja uważam że wycofanie się z trasy nie njest aż tak wielkim zwycięstwem jak wskazuje na to tytuł. Zawsze to jednak porazka, porażka z której trzeba wyciągnąć jak najwięcej nauki. Jeśli ta nauka zaprocentuje w przyszłości eliminacją popełnionych błędów wtedy jest sukces. Inna sprawa, że tak doświadczeni biegacze jak Krzysiek i Magda powinni już to wiedzieć od dawna, a ja chętnie przeczytałbym ich relację opisującą to że pokornie przyjmują porażkę, a nie odtrąbiają wielki sukces bo wiedzieli kiedy zejść. Wyzwania sa po to żeby je podejmować, realizować z trudem i po osiągnięciu celu cieszyć się zwycięstwem nad własnymi słabościami. W tym kontekście przerwanie takiego biegu jest porażką, może bardzo cenną jednak porażką. Wiem że nie jest łatwo to mówić, ale warto nazywać rzeczy po imieniu.
    Życzę powodzenia w dalszej karierze biagaczy, a przede wszystkim dystansu i pokory :-)

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn