Wyprawy PHZ na K2: Artur Małek relacjonuje ostatnie wydarzenia

przez Administrator | Opublikowano 14 lipca 2014 9:49

Za nami już dwa wyjścia do góry na K2, mamy założone dwa obozy: C1 na około 6100m i C2 6650m. Na koncie mamy prawie wszyscy po sześć noclegów powyżej ABC.

Wydawałoby się, że to niewiele, bo działamy już od końca czerwca na tej górze gór, ale wiele się wydarzyło w międzyczasie, i te właśnie zdarzenia determinowały system w jakim działaliśmy naszą piątką. Do tego trzeba dodać, że pomiędzy tymi wyjściami było ponad tygodniowe przymusowe siedzenie w BC, ze względu na niesprzyjającą pogodę. Reasumując, wyjścia były tak intensywne, że czasem po dojściu do obozu padaliśmy w namiocie na 20 minutową drzemkę, która zamieniała się w godzinne porządne chrapanie;).

Uczestnicy wprawy na K2 (fot. PHZ)

Uczestnicy wprawy na K2 (fot. PHZ)

Ale zacznijmy od początku, czyli pomijając zakładanie bazy, stawianie namiotów, kopanie platform pod nie, na tętnie 180, na tej wysokości – około 5000m, bez aklimatyzacji, gdzie każdy ruch łopatą powoduje odczuwalne tętnienie w potylicy i skroni.

W tym roku, jest 60. rocznica pierwszego zdobycia K2, z tej okazji jak to bywa przy pełnych datach, zjawiło się mnóstwo wypraw, i baza na morenie lodowca Godwin Austen, wygląda bardzo kolorowo, co niesamowicie kontrastuje z szaro-biało-brązowymi kolosami stojącymi na około. Pod górą działa kilkanaście wypraw, w sumie na drodze klasycznej, działa ponad 60 osób, w tym multum pakistańskich porterów wysokogórskich oraz szerpów, którzy za zadanie postanowili sobie, że zaporęczują drogę klasyczną na K2 oraz odpowiednio za to skasują zagranicznych wspinaczy.

Obóz wyprawy PHZ na K2 (fot. PHZ)

Obóz wyprawy PHZ na K2 (fot. PHZ)

My polscy wspinacze nastawiliśmy się na udział w pracach przy poręczowaniu, więc nawet nie chcieliśmy godzić się z tą formą wspinania na K2. Niestety pakistańscy habsi (odpowiednik nepalskiego szerpy), którzy koordynowali działania przy poręczowaniu tej drogi, nie rozumieli naszego sportowego podejścia do sprawy i dziwili się, że nie chcemy siedzieć w bazie i czekać aż oni zrobią robotę, do tego nie brali innej opcji naszego udziału na tej górze. Długo musieliśmy czekać na przełom w ich myśleniu, i w końcu stanęło na tym, że mamy wnieść do C2 600m lin poręczowych Tendona 9mm, oraz zaporęczować około 400m technicznego terenu kilkaset metrów nad C1, otwierającego drogę do C2. Na co ochoczo przystaliśmy i od razu przystąpiliśmy do działania;)

Ale przeczytajcie jak to wszystko wyglądało ;)

Pierwsze wyjście (26.06)

Po dotarciu 21 czerwca do bazy i solidnym kilkudniowym odpoczynku oraz jednym rekonesansie do ABC przez lodowiec, nadszedł czas na to, aby w końcu wejść w ścianę, zacząć robić to co wspinacze lubią najbardziej, czyli łoić ;P .

Zapakowaliśmy się solidnie jak na pierwsze wyjście, bo zamierzaliśmy spędzić w górach klika dni, założyć C1 z dwoma namiotami, więc oprócz sprzętu biwakowego, do góry poszła apteczka obozowa, zestaw-tlen ratunkowy, itd. Tak solidnie doładowani szpejem, do biwakowania i wspinania wystartowaliśmy już przed 5 rano z bazy, chcieliśmy uniknąć palącego słońca na lodowcu, które w lato, w Karakorum, potrafi wypalić nawet największe zasoby mocy i skutecznie spowolnić wszelkie działania. Słońce dopadło nas w połowie drogi do obozu 1, na poręczach w stoku śnieżnym, już około 9 rano, paliło niemiłosiernie, trzeba nawet było rozebrać się do bielizny aby się nie przegrzać.

W drodze (fot. PHZ)

W drodze (fot. PHZ)

Wszyscy doszli do obozu 1 z bazy w dobrym czasie jak na pierwsze wyjście i z pełnym obciążeniem, dotarliśmy cało wszyscy od 11.30 do 14. Minęliśmy nawet niektórych zagranicznych wspinaczy, którzy wyszli dzień wcześniej do C1. Po niecałej 1,5h mieliśmy gotowe już platformy pod nasze dwa namioty, co nie było lekkim zadaniem, zważywszy na usytuowanie C1, które mieści się na wąskim siodle w grani żebra oraz w spadzistym stoku. Następnego dnia czekało nas poręczowanie do obozu C2, już nie mogliśmy się doczekać przecierania szlaku.

Rano po wczesnym wystartowaniu z namiotów, około 6, Janusz przejął pałeczkę i całe pół dnia, niebywale skutecznie poręczował alpejski teren, gdzie warunki były najmniej czujne, brak starych poręczy, miękki płytki śnieg pokrywający zalodzone ściany, i wszystko najczęściej bez możliwości zakładania asekuracji;). Asekurując go wyczuwałem niezwykły spokój z jakim to robił. Reszta ekipy tylko transportowała liny potrzebne do poręczowania, popołudniu zjechaliśmy na odpoczynek do namiotów, bo następnego dnia czekała nas dalsza robota, a tak naprawdę, jednocześnie było to przecież wyjście głównie aklimatyzacyjne, więc trzeba było też dać sobie odpocząć i przyzwyczaić się do środowiska z rozrzedzonym powietrzem.

Rano, po drugim noclegu, okazało się, że wysokość daje już w kość, niektórym z ekipy, i tak Paweł z Piotrkiem postanowili zjeżdżać do bazy. My w trójkę, dalej napieraliśmy, jak najbliżej się da, do C2, po 100m Janusz postanowił wycofać się z chłopakami na dół, bo zaczął odczuwać braki aklimatyzacji, wiec tylko we dwójkę: Marcin i ja, wspinaliśmy się do góry, poręczując wyżej, zdeponowanymi poprzedniego dnia linami, a jak się skończyły, to pomykaliśmy na lotnej asekuracji. Mieliśmy też namiot, do założenia następnego obozu. Skutek tego był taki, że położyliśmy 150m poręczy i dotarliśmy dziewiczym (od poprzedniego sezonu) terenem do wypłaszczenia pod kominem Hausa, była około 11.30, do C2 było jeszcze około 1,5h wspinaczki. Postanowiliśmy jednak zdeponować namiot i parę drobiazgów, i wycofać się do bazy, gdzie już na nas czekała reszta wyprawy. Popołudniem byliśmy już w bazie, zadowoleni z pierwszego wyjścia!

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn