Denis Urubko: Polski NIElistopad

przez Administrator | Opublikowano 07 kwietnia 2014 12:53

Pierwszy raz poznałem Polaków wiosną 2000 roku. Kierownikiem wyprawy był Piotr Pustelnik. Troskliwie pomagał młodemu chorążemu spalać życie na obczyźnie. Dobrym słowem, pewnym spojrzeniem, sprzętem w najbardziej odpowiedniej chwili trzeba wspierać podczas drogi na szczyt. I on to zrobił.

Potem szczęście uśmiechnęło się pod koniec 2002 roku. Do poczekalni na lotnisku Biszkek w Kirgizji wkroczył NIEwysoki człowiek z wąsami i zdecydowaniem w  spojrzeniu. Omiótłszy tym spojrzeniem kazachską dwójkę uczestników zimowej wyprawy na K2, powiedział:

– Mam pomysł: rozdzielę was. Na grupy, chłopaki, na grupy.

Gdyby wiedzieć wtedy, jak Pan Krzysztof był bliski rzeczywistości. Grupę z krajów byłego ZSSR życie podzieliło, ale… Ach, ten dziwny los! Splot Nierealności rzucił mnie w kierunku Polski. Cóż, nieudana wyprawa! Ale w zespole byli prawdziwi ludzie. Piotr Morawski, który ustawił namiot  obozu czwartego najwyżej ze wszystkich zimowych wypraw na K2 w historii. Pan Bogdan Jankowski, swoim serdecznym ciepłem i rosyjską muzyką pomagał mi wyrwać się z samotności.

Źródło: http://urubko.blogspot.com/

Źródło: http://urubko.blogspot.com/

Marcin Kaczkan, który bez strachu wyszedł na szturm szczytu. Krzysztof Wielicki, jedyny ze wszystkich Polaków poparł szturm i przyniósł dla chorego przyjaciela łyk wody. Jacek Teler, Maciek Pawłowski i inni, którzy pomagali zrobić ważną i potrzebną sprawę…

A za kilka lat bystry i szczery chłopak – Bogusław Magrel – zaprosił mnie na festiwal do miasteczka Bukowina. Ludzie żyli górami! Mi się to podobało; już po paru latach NIE mogłem sobie wyobrazić, że NIE będę w Polsce. W interesach, na treningi, dla rozmów „o życiu”, czy w sprawie książek.

– Jeżeli będą robić tłumaczenie następnej książki, to niech mi dadzą  na ekspertyzę – radził Pan Bogdan Jankowski.

– Jak to? Wyszło źle?

– Wyszło dobrze – dyplomatycznie NIE zaprzeczył Pan Bogdan. – Ale trzeba sprawdzać, gdyż w każdym razie… cywilne tłumaczenie jest NIE precyzyjne dla czytelników związanych z alpinizmem.

Tak. W górskiej tematyce tutaj była ogromna ilość ludzi. Kiedy pierwszy raz znalazłem się w Polsce, byłem zaskoczony widokiem ludzi w ubraniach i ze sprzętem outdoorowym. Po prostu na zwykłej ulicy, na osiedlach ludzie chodzili z plecakami, w butach trekkingowych, w wiatroszczelnych kurtkach, w kapturach… Jesienią w Polsce zimno, przenikający chłód. Takie ubranie jest praktyczne, kolorowe, wygodne.

„Niech będzie – pomyślałem. – To Kraków, miasto studentów, młodzież. Ale pewnie w innych miastach, gdzie mieszkańcy są starsi, pewnie wszyscy chodzą „cywilnie”.

Zrozumcie moje zaskoczenie, kiedy na ulicach wielu miast Polski widziałem mnóstwo ludzi, którzy wyglądali tak,  jak by właśnie przed chwilą wrócili z wyprawy albo wybierali się na trekking pod Everest. Dla mnie to było odkryciem, że istnieje kultura BEZ klapek na oczach. Ubierali się w rzeczy praktyczne i nowoczesne, zrobione dla najlepszej ochrony od uciążliwych warunków klimatycznych.

To właśnie zainteresowanie górami sprawiło, że jesienią 2013 roku cała społeczność alpinistyczna Polski falowała. Tragedia na zimowym Broad Peak, śmierć Artura Hajzera latem na Hidden podzieliły społeczność na dwa obozy. Polacy słynęli z tego, że każdy miał własne zdanie i palił się żeby o nie walczyć. Tak samo jak w czasach szlachty i hetmanów, tak i w okresie między dwoma wojnami światowymi.

Denis Urubko na festiwalu w Lądku Zdroju (fot. Piotr Dymus)

Denis Urubko na festiwalu w Lądku Zdroju (fot. Piotr Dymus)

denis8

denis7

denis6

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn