Wybraliśmy różny los – Emilio Previtali o sytuacji na Nanga Parbat

przez Administrator | Opublikowano 10 marca 2014 19:12

Jak już informowaliśmy, dwóch członków polskiej zimowej wyprawy na Nanga Parbat – Michał Obrycki i Paweł Dunaj, zostało porwanych przez lawinę. W efekcie wypadku wspinacze są mocno poturbowani (m.in. złamanie ręki i żeber), a obecnie czekają na przylot helikoptera.

Niestety pogoda nie sprzyja akcji i helikopter choć jest w gotowości, wciąż nie może dotrzeć do Polaków. Niewykluczone więc, że będą się próbowali wydostać do „cywilizacji „przy pomocy porterów z noszami. Sytuacja jest trudna, zwłaszcza, że skończyły im się już leki przeciwbólowe.

Zdjęcie z 3 marca - Tomasz Mackiewicz, Jacek Teler i Emilio Previtali (fot. ©thenorthface/emilioprevitali)

Zdjęcie z 3 marca – Tomasz Mackiewicz, Paweł Dunaj, Jacek Teler i Emilio Previtali tuż przed opuszczeniem bazy Nanga Parbat przez Emilio (fot. ©thenorthface/emilioprevitali)

Wsparciem na odległość służą Simone Moro i Emilio Previtali.

Emilio Previtali skomentował obecną sytuację, jak i moment rozstania z Polakami:

Na chwilę przed tym, jak opuściliśmy bazę i wyjechaliśmy, zatrzymaliśmy się jeszcze ze zarzuconymi już na ramiona plecakami. W miejscu, gdzie kilka godzin temu stały rozstawione nasze namioty, zostały tylko sześciokątne miejsca bez śniegu. Pożegnaliśmy się z chłopakami z Polski. Uścisnęliśmy sobie dłonie i objęliśmy się. Nastał ten nieuchronny moment, kiedy jedni wyjeżdżają, a drudzy zostają.

Wybraliśmy w ten sposób dwie różne drogi i różny los. To jest porządek rzeczy, wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że prędzej czy później wyprawa się zakończy i wrócimy do domów.

Jednak, gdy my, ja, David i Simone już wiedzieliśmy, że góra się zmieniła, że już nie jest taka sama, że nie puści i że czas na coś nowego, Tomasz, Paweł i Jacek nadal tam byli, mieli ciągle ten sam plan, żeby zdobyć szczyt. Wydaje się, że w ich umysłach nic się nie zmieniło w porównaniu do tego, co było dwa i pół miesiąca temu, gdy tu przyjechaliśmy. Może po za tym, że ta góra i ta droga są zbyt ogromne, a my zbyt słabi.

Oni po prostu nie wydawali się bać czegokolwiek, czy martwić się czymś. Wdawało się, że odbierali tą górę tak samo jak w grudniu, styczniu, czy lutym.

Byli tam jeszcze 4 marca i jeśli nawet to był nieśmiały pomysł (głównym pretekstem było bowiem odzyskanie sprzętu z C2, który tam zostawili), nadal mieli nadzieję i marzyli o zdobyciu szczytu Nanga Parbat.

W tym momencie stało się dla mnie już jasne, że w ich świadomości jest wyraźnie zarysowana linia, granica, wyznaczająca „przed” i „po”. Granica, pomiędzy cierpliwością i nieustępliwością, pomiędzy marzeniami i rzeczywistością.

Gdy tak stałem i obejmowaliśmy się z Tomaszem, gdy mówiliśmy, że niedługo znów się zobaczymy w Bergamo, albo w Polsce, nie wiedziałem, po której stronie tej granicy jesteśmy z Davidem i Simone.

Nie byłem wcale pewny, czy nasze przeświadczenie, że nie ma szans na zdobycie szczytu, nie wynikało przypadkiem z chęci wyjazdu stamtąd. Żeby zakończyć tą historię, zanim komuś się coś stanie.

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn