Denis Urubko i „Cień Wielkiej Góry”, czyli ciąg dalszy relacji młodego taternika

przez Administrator | Opublikowano 24 marca 2014 10:56

Wieczorem 5 marca, kiedy nad doliną Morskiego Oka mgła się zagęściła, Polacy zaczęli snuć prognozy pogody. Niejedno już widziałem przez ostatnie dwa dni, więc z dystansem i ironią patrzyłem na to. Rozpatrywali różne wersje.

– Wczoraj zapowiadali słoneczną pogodę, ale była potworna mgła.

– Ale to są góry, ty tego nie rozumiesz?! – Zasępiły się chłopaki.

– Bardzo dobrze rozumiem – kiwałem głową – Na jutro zapowiadają niewielkie opady śniegu… Ale wnioskując z poprzedniej „spełnionej” prognozy, można sobie wyobrazić, jaka będzie zawierucha!

Adam Bielecki milczał powstrzymując uśmiech – gotowy na wszystko. I tylko Kacprowi oczy błyszczały odwagą i optymizmem. Tak samo było rano – ledwo co oderwałem głowę od poduszki a już zobaczyłem jak Kacper opuszcza nogi z łóżka naprzeciwko. W szarym półmroku, wśród śpiących wkoło, przywitaliśmy się, założyliśmy buty i po schodach czmychnęliśmy do kuchni.

– No to jak!? Idziemy?

– Nie wiem, przyjacielu – rozłożyłem ręce. – To są wasze góry, sami musicie zdecydować!

– Zaraz Adama zawołam na herbatę – Kacper poleciał na piętro. Stamtąd doleciał wściekły szept: – Bielecki! Starczy tego spania! Denis chce już iść się wspinać.

«Denis chce?!» – Niekończące się zdziwienie wpatrywało się w mgłę otaczającą schronisko. Las stał smutny, jak podczas Epoki Lodowcowej. Sypał śnieg, w nocy napadało około 15 centymetrów. Pewnie jest zagrożenie lawinowe?

Ale po godzinie już żwawo brnęliśmy po gładzi zmarzniętego jeziora w kierunku Kazalnicy. Ten szczyt wznosi się 600 metrową zerwą nad Czarnym Stawem. Właśnie ją najbardziej najbardziej w Tatrach szanują Kurtyka i Cichy. I Pan Bogdan Jankowski. Dawno temu, w czasach „złotej epoki” to właśnie oni zaliczyli na niej dziesiątki niesamowicie trudnych przejść. To są takie drogi, które nawet latem sprawiają kłopoty najlepszym i trzeba dać z siebie wszystko. A co dopiero zimą?!

Denis Urubko na drugim wyciągu drogi Cień Wielkiej Góry (fot. Kacper Tekieli)

Denis Urubko na drugim wyciągu drogi Cień Wielkiej Góry (fot. Kacper Tekieli)

Kacper znalazł dla nas krótką na pięć wyciągów drogę „Cień Wielkiej Góry”. Droga ta, jak sama nazwa wskazuje, jest w cieniu Kazalnicy, z lewej strony. Adam rozsądnie zauważył, że czas odpocząć po dwóch dniach ostrej walki na skraju możliwości. No, ale wypoczęty i świeży Tekieli niech no pokaże temu niespokojnemu Rosjaninowi, gdzie raki zimują.

– Tydzień temu zrobiłem wariant z prawej – od niechcenia powiedział Kacper, kiedy w śniegu po kolano dobijaliśmy pod ścianę – Solo.

– Solo? A tej drogi jeszcze nie robiłeś?

– Nie. Właśnie dlatego ciekaw jestem co i jak.

Droga zaczynała się na ładniej i gładkiej płycie z wyjściem w przewieszeniu. Już przyzwyczaiłem się do kępków trawy. Brzdęk! Brzdęk!- zgrabnie wchodziły dziaby.

Mój towarzysz szybciutko wzbił się do góry. Żałowałem że wcześniej nie wspinałem się w Tatrach. „Życie przeżyłem na próżno” – pomyślałem z uśmiechem, kiedy mocnymi uderzeniami czekanów piąłem się wyżej i wyżej. Ostrza czekanów pewnie trzymały na krawądkach, zahaczały w pionowych szczelinach, wpijały się w zamrożone kępki traw. Raki teraz już pewnie trzymały jednym zębem na stopniach. Ciało pracowało balansując – z jednej strony na drugą, na każdym kroku – zgodnie z wieloletnim wypracowanym schematem. Skąd ja mam w sobie te ruchy taternika?!

Kacper na drugim wyciągu (fot. Denis Urubko)

Kacper na drugim wyciągu (fot. Denis Urubko)

Kiedy Kacper poszedł pod okap, przeraziłem się. Z wielkim trudem udało się przekonać go, żeby poszedł z prawej, po płycie, bardziej dla ludzi. Pewnie później żałował, że to zrobił, ponieważ przeszedł odcinek szybko i z łatwością. Ale cała droga była taka: ścianka – okap, ścianka – okap. Każdy 10 -12 metrowy odcinek dało by się obejść obok z łatwością.

Denis Urubko w tatrzańskich trawkach (fot. Kacper Tekieli)

Denis Urubko w tatrzańskich trawkach (fot. Kacper Tekieli)

Po dwóch i pół godzinie staliśmy już na szczycie drogi. Ściągając liny po ostatnim wyciągu, przez wciąż spadający śnieg i mgłę, wpatrywaliśmy się w połączenia skał nad nami – rozmach był porównywalny do ścian himalajskich. Kazalnica, nie ma co!

Na ścieżce od strony jeziora pojawiła postać, kanciaste ruchy. Znajome ruchy.

– To Adam! Idzie nas przywitać, – zaśmiał się Kacper. – No, zuch chłopak!

– Jak go rozpoznałeś?

– Po czapce … takie wdzianko hippisowskie. Jaskrawy jak grzbiet tropikalnej jaszczurki.

Wtedy zrozumiałem, że te kanciaste ruchy wyrabia się właśnie w zimowych Tatrach. Charakterystyczne balansowanie podczas przejścia drogi, podczas chodzenia – to właśnie wyrabia się podczas wspinania w mikstowym terenie. Adamowi weszło to już w krew. Złapaliśmy go podczas schodzenia, odradziliśmy mu wejście na Rysy, było zbyt lawiniasto. Więc wrócił razem z nami do schroniska.

Trzeci wyciąg drogi (fot. Kacper Tekieli)

Trzeci wyciąg drogi (fot. Kacper Tekieli)

Kacper Tekieli, Adam Bielecki i Denis Urubko w Tatrach (fot. arch. Kacper Tekieli)

Kacper Tekieli, Adam Bielecki i Denis Urubko w Tatrach (fot. arch. Kacper Tekieli)

A już po dwóch dniach, kiedy zahaczyłem o Wrocław, piłem kawę u Bogdana Jankowskiego. On nigdy nie pozwalał mi parzyć kawy – zawsze robił to sam. Już jednej filiżanki wystarczyło, żeby nacieszyć zmarznięte ciało, zwariowane po zimowym wspinaniu w Tatrach. Tym razem z radością wypytywał o moich wrażeniach w polskich górach. Od czasu do czasu wracając wspomnieniami do swoich doświadczeń.

Strony: 1 | 2

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn