Z mapą po krzakach, czyli maratony na orientację

przez Administrator | Opublikowano 24 lutego 2014 11:01

Jak mawiał Johan Cruyff, jeden z najlepszych piłkarzy w historii futbolu: lepiej mądrze stać, niż głupio biegać. To powiedzenie idealnie sprawdza się w przypadku pieszych maratonów na orientację, które z roku na rok stanowią coraz mocniejszą konkurencję dla ubijania kilometrów po oznakowanych trasach. Wystarczy powiedzieć, że tegoroczny kalendarz imprez pęka w szwach – w sumie zaplanowano 33 maratony rozsiane po całym kraju. 

Z mapą po krzakach (fot. Michał Unolt)

Z mapą po krzakach (fot. Michał Unolt)

W przeciwieństwie do biegów ulicznych, maratony na orientację to dość kameralne imprezy, organizowane przez grupki zapaleńców, często po kosztach i bez medialnego szumu. Nawet jeśli startuje w nich kilkaset (!) osób.

Paradoksalnie, choć dystans jest dłuższy niż maraton (50 lub 100 km), w tego typu zawodach spokojnie startować mogą dużo słabiej wytrenowani biegacze, czy wręcz piechurzy. (Swoją drogą, jeśli ktoś nie jest fanem chodzenia, na większości imprez są również przygotowane trasy rowerowe). No ale do rzeczy, czyli:

O co w tym chodzi?

Zazwyczaj na kilka minut przed startem zawodnicy dostają do ręki mapę turystyczną z zaznaczonymi na niej punktami kontrolnymi. Zadaniem jest zebranie wszystkich (albo chociaż „jak najwięcej”) tych punktów w limicie 12 h (dla dystansu 50 km) lub 24 h (dla trasy 100 km). Jak więc łatwo policzyć, całą trasę można spokojnie pokonać bez biegania. Grunt, żeby tylko za bardzo nie pobłądzić. Łatwiej jednak powiedzieć niż zrobić.

Tak naprawdę, zasadniczym celem jest wybranie optymalnej drogi pokonania całej trasy i reagowanie na zmieniające się po drodze okoliczności. Uwaga na słowo-klucz: „optymalna” droga to wcale nie to samo co „najkrótsza”. Co bowiem będzie lepsze: droga przez szczyt, czy jego obejście? Przejście przez grząskie, zaorane pole, czy nadłożenie kawałka ubitą drogą? Dojście do pobliskiego mostu czy… przepłynięcie rzeki? Im dalej w las, tym więcej tego typu decyzji.

W maratonach na orientację startuje się raczej indywidualnie, lecz swobodnie można się łączyć w większe lub mniejsze grupy. Warto z tego skorzystać zwłaszcza przy okazji pierwszych doświadczeń z tą dyscypliną. Mówiąc delikatnie – jeśli nie macie obycia z mapą i kompasem lub końskiego zdrowia, pokonanie całej trasy zajmie sporo czasu, raczej bliżej limitu, niż dalej.

Nie ma w tym nic złego, satysfakcja z odnalezienia wszystkich punktów jest i tak ogromna, jednak przyjemniej i weselej jest przemieszczać się w kilka osób. Jak to mówią: w kupie raźniej. Nawet wtedy należy jednak przez cały czas kontrolować swoją pozycję na mapie (albo chociaż próbować), tak żeby wiedzieć gdzie się jest i czy aby na pewno nie idzie się w złą stronę. Zasada numer jeden – kompas ma być zawsze pod ręką, a najlepiej na nadgarstku.

Wujek dobra rada

Na co zwrócić uwagę, czego unikać, a o czym pamiętać startując w maratonie na orientację? Przede wszystkim – wyposażenie. W plecaku nie powinno zabraknąć zapasu picia i energetycznego jedzenia, kilku plastrów, środka przeciwbólowego i telefonu. Przydatny będzie również szczelny mapnik i zapasowe skarpety. Dla tych, którzy nie są przyzwyczajeni do pokonywania większych dystansów pieszo, sporym ułatwieniem może być zabranie kijków trekkingowych lub do Nordic Walking.

Fani dwóch kółek też znajdą coś dla siebie (fot. Michał Unolt)

Fani dwóch kółek też znajdą coś dla siebie (fot. Michał Unolt)

Jeśli chodzi o odzież, jestem zatwardziałym przeciwnikiem stylu „na komandosa”. Choć nie brak osób lubiących przez kilkanaście godzin maszerować w wojskowych butach, mundurze i z wielkim plecakiem z zaczepem na karabin i granaty, osobiście polecam skorzystać jednak z najnowszych osiągnięć myśli technicznej, takich jak lekkie sportowe buty, leginsy, koszulki oddychające, czy chusty wielofunkcyjne. Pamiętajcie, że każdą rzecz, którą zabierzecie, będziecie musieli nieść przez długie kilometry na plecach.

Mapy

W związku z tym, że na niektórych imprezach trafiają się stare mapy, pierwsza rzecz, to sprawdzenie roku wydania (albo upewnienie się wcześniej na odprawie). To, co nie powinno ulec zmianie nawet w ciągu kilkudziesięciu lat (jeśli mapy są naprawdę stare), to przede wszystkim ukształtowanie terenu.

 

Z drogami i granicami miejscowości trzeba być już dużo bardziej czujnym, nie mówiąc już o łąkach (które mogły zarosnąć lasem), czy lesie (który mógł zostać wycięty, że tak powiem, w pień). Dość pewnymi elementami, względem których warto orientować się nawigując na trasie są:

  • drogi asfaltowe i skrzyżowania szerokich dróg leśnych
  • tory kolejowe i mosty (czasem nawet warto po nich pójść, tylko uwaga na pociąg)
  • słupki działowe (jeśli na mapie oznaczone są numery działów, to zdecydowanie ułatwia zabawę)
  • rzeki i jeziora
  • zabytki, ruiny i stojące przy drogach krzyże czy kapliczki
  • linie wysokiego napięcia (tylko uwaga, bo pole magnetyczne kabli całkowicie zaburza działanie kompasu; trzeba kawałek odejść, żeby igła znów zaczęła wskazywać „prawdziwą” północ).

Na koniec kilka porad z życia wziętych

  • Na początku dobrze jest skierować się do takiego punktu, którego znalezienie nie powinno przysporzyć trudności. Dzięki temu na pierwszych kilometrach można „wejść w mapę”, zobaczyć na ile jest dokładna i na ile można jej zaufać.
  • Przez cały czas trzeba pamiętać o skali – króluje 1:50000, czyli 1 cm na mapie odpowiada 500 metrom w terenie. Siłą rzeczy, w rzeczywistości jest np. znacznie więcej dróg niż na mapie.
  • Jeśli myślisz, że mapa coś źle pokazuje, prawdopodobnie to Ty jesteś w innym miejscu niż zakładasz. Cofnij się do ostatniego miejsca, w którym na 100 proc. możesz określić swoją pozycję.
  • Jeżeli masz pewność, że jesteś w miejscu, gdzie powinien stać punkt, a go nie ma, nie wahaj się i zadzwoń do organizatorów. Grzybiarze słyną z tego, że oprócz borowików zrywają też lampiony i perforatory, a czasem to sami organizatorzy źle postawią punkt.
  • Nie ciągnij się za kimś, kogo nie znasz. Ludzie robią błędy, nawet jeśli sprawiają wrażenie obytych z tematem. Lepiej więc próbuj nawigować samemu – to nie takie trudne, a w rzeczywistości bardzo przyjemne i satysfakcjonujące (jak już wychodzi).
  • Odchodząc od punktu kontrolnego zorientuj mapę i upewnij się, że idziesz w dobrą stronę. Paradoksalnie, to dość częsty błąd.
Nie ciągnij się za kimś, kogo nie znasz (fot. Michał Unolt)

Nie ciągnij się za kimś, kogo nie znasz (fot. Michał Unolt)

Aha, czy mówiłem już, że lepiej mądrze stać (i pomyśleć) niż głupio biegać?

Kalendarz imprez na cały rok 2014 znaleźć można na oficjalnych stronach Pucharu Polski w Pieszych Martonach na Orientację www.pmno.pl lub Maratonach Rowerowych na Orientację http://maratony.home.pl/ppm/

 Michał Unolt

 

Wyświetlam 1 Comments
Dodaj swój komentarz
  1. Mateusz napisał(a):

    Jeżeli ktoś nie czuje się na siłach w bieganiu zapraszam także na lżejszą formę czy Marsze na Orientację. Tu można swobodniej iść niż biegać choć za to zdarza się że mapy tworzą różne formy i kształty.

    Co nieco więcej o Marszach – MnO
    http://ino.pttk.pl/
    bądź wszelkie podstawy zabawy :
    http://orientpark.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=8&Itemid=15&lang=pl

    Ruch to zdrowie i nie liczy się forma.

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn