Fotografia outdoorowa – jak to się robi? Część trzecia

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 07 lutego 2014 9:48

Sprzęt fotograficzny jest już przygotowany, trzeba go tylko spakować tak, aby go nie uszkodzić w trakcie transportu i użytkowania. Idealna do tego byłaby walizka typu Pelican, czyli pancerny i wodoszczelny kufer chroniący aparat, obiektywy, lampy błyskowe i akcesoria schowane w dołączonym organizerze. Niestety taka walizka jest mało poręczna – można z nią wejść na pokład samolotu, ale podróżować z nią w plenerze to musiałby być horror (no chyba że na grzbiecie wynajętego konia, muła lub jaka).

Wybrać profesjonalny, ale duży i ciężki futerał, czy mały i lekki pokrowiec noname? Bezpieczeństwo aparatu czy mniejszy ciężar do dźwigania?

Wybrać profesjonalny, ale duży i ciężki futerał, czy mały i lekki pokrowiec noname? Bezpieczeństwo aparatu czy mniejszy ciężar do dźwigania?

Decydując się na minimalizm sprzętowy (czyli chleb powszedni typowego fotografa-amatora) trzeba odpowiednio zabezpieczyć swoje narzędzia pracy. W Himalajach czekało mnie 55 dni wędrówki z plecakiem, codzienne upadki, zsuwanie się po stromych polach śnieżnych, niekontrolowane kąpiele w lodowatej wodzie, opady deszczu, śniegu i gradu. Do tego okazjonalne rzucanie 30 kilogramowym plecakiem o ziemię w chwili skrajnego wyczerpania i postojów. Jak zabezpieczyłem mój sprzęt? Aparat trzymałem w pokrowcu, który kupiłem na mniejszą lustrzankę za niewielkie pieniądze.

Ten patent sprawdził mi się nie raz podczas wspinaczki – lekki i mały futerał zajmował niewiele miejsca, ważył mało i dawał podstawową ochronę. Kiedy nie korzystałem z aparatu, chowałem go do plecaka, a ubrania upchnięte dookoła pokrowca izolowały go skutecznie np. przed bliższym spotkaniem ze skałą.

Zrezygnowałem z profesjonalnego wodoszczelnego futerału na aparat – był za duży i za ciężki. Obiektywy przechowywałem w oddzielnych futerałach, które mogłem łatwo schować w zakamarkach plecaka. System się sprawdził – w ciągu 55 dni żaden element nie uległ zniszczeniu. Większy futerał, czy też plecak na sprzęt fotograficzny nie wchodził w grę – w moim plecaku był 2-osobowy namiot, śpiwór, ubrania, sprzęt do gotowania, zapas jedzenia, pozostałe akcesoria fotograficzne.

Statyw

Statyw jest nieodłącznym towarzyszem fotografa, zwłaszcza outdoorowego. Dzięki niemu można zrealizować większość tematów fotograficznych bez obawy np. zrobienia poruszonego zdjęcia. Jest nieoceniony w fotografowaniu w plenerze o świcie lub zmierzchu (kiedy mamy mało światła, a nie chcemy kompensować tego dużym otworem przysłony w obiektywie lub zwiększoną liczbą ISO), w fotografii wymagającej długich czasów naświetlenia (np. sceny nocne, malowanie światłem), przy fotografowaniu panoram (kiedy należy wykonać dużą liczbę zdjęć wodząc aparatem na statywie w osi poziomej), fotografując w technice timelapse lub bracketing (wiele zdjęć tego samego kadru), czy w końcu kiedy chcemy wykonać swój autoportret robiąc zdjęcie z wyzwalaczem czasowym.

Można też przypiąć do niego zewnętrzną lampę błyskową korzystając z lekkiego klipsa z gwintem. Niestety statyw dużo waży, a im większa jego waga, tym lepsza wytrzymałość, stabilność i jakość głowicy, do której przymocowany jest aparat. Taki statyw warto dodatkowo obciążyć, np. podwieszając ciężki przedmiot lub plecak. Czasami duży obiektyw lub nagły podmuch wiatru może przeważyć nam statyw, wówczas nasz sprzęt ląduje na ziemi. Kupując tani i lekki (aluminiowy) statyw należy się liczyć z jego szybkim mechanicznym uszkodzeniem (jeśli mamy go przytroczonego do plecaka, to nie rzucajmy nim o ziemię podczas postojów).

Czasami warto zostawić statyw w domu – można postawić aparat na płaskiej skale, wcześniej zabezpieczając go przed upadkiem. Oszczędzicie wówczas ponad kilogram bagażu. Alternatywą są monopody – statywy przypominające kijek trekkingowy, które stabilizują nam minimalnie nasz aparat (nadal jednak trzeba go trzymać w ręce).

Nie macie statywu? Postawcie aparat na skale, zabezpieczcie przed upadkiem, ustawcie samowyzwalacz czasowy i szybko wróćcie w kadr.

Nie macie statywu? Postawcie aparat na skale, zabezpieczcie przed upadkiem, ustawcie samowyzwalacz czasowy i szybko wróćcie w kadr

Jeśli operujecie długimi czasami otwarcia migawki, to postawienie aparatu na statywie nie zagwarantuje dobrego zdjęcia – może ono wyjść poruszone. Dzieje się tak jeśli używamy za dużo siły przy naciśnięciu spustu migawki. Zdjęcie można zrobić podłączając do aparatu wężyk spustowy, korzystając z wbudowanego wyzwalacza czasowego (2 lub 10 sekund) lub bezprzewodowego pilota.

Ładowarka, akumulatorki, baterie

Bez nich nie zrobimy zdjęcia aparatem cyfrowym, baterie (np. AA i AAA) zasilają nasz osprzęt (lampy błyskowe, zewnętrzne wyzwalacze czasowe, itp.). Wybierając się w plener na dłuższy czas należy zaplanować odpowiednią ilość baterii i akumulatorków. W przeciwnym razie skończymy nasze zdjęcia z rozładowanym aparatem gdzieś w środku gór lub lasu. Jeśli nie mamy dostępu do sieci elektrycznej, w której możemy podładować akumulatorki, to warto zabrać ze sobą agregat prądotwórczy z zapasem paliwa (niestety takie urządzenia ważą od kilkunastu kilogramów w górę) lub ładowarkę słoneczną z przejściówką pozwalającą ładować baterie do aparatu cyfrowego.

Agregat prądotwórczy przydaje się tam, gdzie nie ma słońca. Nie zapomnijcie o zapasie paliwa. Fot. Maniek.

Agregat prądotwórczy przydaje się tam, gdzie nie ma słońca. Nie zapomnijcie o zapasie paliwa. Fot. Maniek.

Baterie AA zasilają lampę błyskową. Można je także wykorzystać jako zapasowe baterie w czołówce (pozwala nam to zaoszczędzić na wadze).

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn