Relacja Maćka Ciesielskiego z Patagonii

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 15 grudnia 2013 14:14

Niestety ze względu na złe warunki nie udało się zespołowi w składzie Mariusz Serda WKW, Andrzej Sokołowski WKW i Maciej Ciesielski UKA zrealizować głównego celu wyprawy, jakim było pierwsze polskie wejście na Torre Egger drogą Titanic.

***

Wyprawa działała w dniach od 25 listopada  do 19 grudnia. Po przybyciu na miejsce okazało się, iż po suchej zimie, jest stosunkowo mało lodu w ścianach, a lodowce są mocno pootwierane. Dodatkowo, zdaniem miejscowych, pogoda w tym roku wróciła do normy – było bardzo wietrznie, a okna pogodowe bardzo krótkie – często krótsze niż 24h. Nie zdarzały się praktycznie okna bezwietrzne. Było ich też mało.
PataTeam: Maciek Ciesielski UKA, Andrzej Sokołowski WKW, Mariusz Serda WKW

PataTeam: Maciek Ciesielski UKA, Andrzej Sokołowski WKW, Mariusz Serda WKW

Od spotkanego Tomaza Jakofcica – (wielokrotny bywalec w Patagonii), dowiedzieliśmy się, że było za zimno na wspinanie skalne, a w miarę dobrych warunkach jest Superkuluar na Fitz Royu (kilka przejść), oraz Exocet na Torre Standard (jedno przejście). Popularna rok wcześniej droga Ferrariego na Cerro Torre, nie miała w tym sezonie przejścia, jedynie próbę mocnego słoweńskiego zespołu, który wycofał się w powodu przewieszonego słabego śniego/lodu.

Nasi przyjaciele z Trango – Austriacy kończą swój dwutygodniowy pobyt wynikiem praktycznie zerowym. Z tymi optymistycznymi wieściami, decydujemy się na Exoceta. Chcemy działać w Dolinie Torre. W końcu tam znajduje się nas cel główny.

Po dotarciu do Niponino (a’la baza pod Cerro Torre) okazuje się, że jednodniowe okno pogodowe chcą wykorzystać poza nami, aż trzy inne zespoły i wszystkie na tej samej drodze (dla każdego z nich była to kolejna próba).

Podczas nocnego podejścia (niestety nie jesteśmy pierwsi) zrywa się wiatr i jest bardzo ciepło. Rezygnujemy ze wspinania i podchodzimy pod nasz cel główny: Titanic. Znajdujemy podejście przez uszczelniony lodowiec i robimy dokumentację zdjęciową. Wiatr wieje coraz bardziej i wszystkie zespoły z Exoceta wycofują się (mimo, że droga ta relatywnie jest schowana od wiatru).

Po zostawieniu depozytu wracamy na dół. Porównujemy naszą dokumentację zdjęciową z zdjęciami z wcześniejszych przejść Titanica. Zdecydowanie warunki teraz są gorsze, praktycznie wszystkie szczeliny są zalodzone/zaśnieżone (potwierdzi to później zespół, który wycofa się po dwóch wyciągach).

W zacięciu...

W zacięciu…

Kolejne okno postanawiamy wykorzystać na powrót na Exoceta.
Przed opuszczeniem Niponino zostawiliśmy nasz wyprawowy namiot (wiele pałąków) rozbity, a  rzeczy wsadziliśmy w workach do środka. Był to zapewne nasz błąd, prawdopodobnie namiot zaczął pracować i ktoś schodzący po nas złożył go, niestety sprawiło to, że stała na nim woda i praktycznie wszystkie nasze rzeczy, w tym ciężkie buty, były mokre.
Ponieważ na lodową drogę jaką jest Exocet nie mieliśmy zbyt wielu camów, z tym zestawem co mamy, decydujemy się iść na drogę Pioli na El Mocho. Ma ona 450 merów długości i wycenę 6c C1 lub od 2011 roku 7b+. Jest to jedna z najpopularniejszych dróg w tym rejonie, jednak jak się okazuje 99 proc. zespołów omija dwa pierwsze bardzo psychiczne i generalnie dość trudne wyciągi, wchodząc łatwą rampą bez trudności od prawej strony pod trzeci wyciąg.
Drogę według oryginalnego schematu można porównać do Voyage selon Gulliver na Capucynie w Alpach. Drogę przechodzimy klasycznie, poza kluczowym wyciągiem pokonanym w stylu RP, resztę przechodzimy oesem. Również idący na drugiego poza pojedynczymi AO starają się wspinać klasycznie. W czasie przejścia niestety dość mocno wiało i przez chwile padał śnieg.
Schodzimy na dół.
Kolejne załamanie pogody przedłużą się. Początkowo ma być super długie okno, planujemy nawet dwie drogi, potem już tylko jedną, a na końcu, po podejściu w wichurze i bardzo wietrznej nocy (nasz namiot ulega lekkiemu zniszczeniu) cieszymy się, że udaje nam się wszystko znieś na dół.
Pisząc te słowa widzimy nasze wymarzone góry w chmurach, z których w następnych dniach ma spaść ponad pół metra śniegu.
Kilka rad:
1. Odległości i dystanse do pokonania są większe niż to się wydaję. Teren który się pokonuje, zwłaszcza moreny ciągle cofającego się lodowca jest bardzo trudny i dość niebezpieczny (bardzo niestabilny).
2. Warto mieć wygodne półbuty na dobrej podeszwie.
3. Warto zadbać o to, by mieć 40-metrową linę na dole w mieście, można się wtedy wspinać w tutejszych rejonach skalnych.
3. Nawet jak jest pochmurnie i jest mały opad, to są to lepsze warunki niż „lampa” i wiatr.
4. Siedząc w Chalten wydaję Ci się, że jest OK, bo słabo wieje – jednak jeśli wieje choć trochę w mieście, to znaczy, że u góry jest huragan.
5. Dostępne prognozy są w miarę OK, przynajmniej na dzień do przodu. Najlepiej sprawdzać na kilku serwisach. Internet w mieście jest, ale bardzo słaby. Nie ma zasięgu telefonów komórkowych.
6. Praktycznie wszystko na temat wspinania w Patagonii znajduje się w nowym przewodniku, lub na stronie pataclimb.com.
***
Nasza wyprawa działała przy wsparciu Polskiego Związku Alpinizmu, oraz Fundacji Kukuczki, bez których to pomocy nasz wyjazd nie doszedł by do skutku.
Dodatkowo wsparły nas nasze kluby – Kw. Wrocław oraz UKA, a także Firma Roca oraz sieć sklepów Skalnik. Maćka na co dzień wspierają firmy Arc’teryx i Petzl/ AMC, a Mariusza firma Arc’teryx Polska.
Za całą pomoc serdecznie dziękujemy
Mariusz Serda
Andrzej Sokołowski
Maciek Ciesielski

 

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn