Mark Synnott – gość 11. Krakowskiego Festiwalu Górskiego

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 02 grudnia 2013 20:48

Jakiś czas temu anonsowaliśmy wizytę Marka Synnotta na 11. Krakowskim Festiwalu Górskim. Tym razem dłuższy tekst, portretujący tego znakomitego amerykańskiego alpinistę.

Mark Synnott to jeden z najlepszych na świecie specjalistów od wspinaczek big-wall. 44-letni Amerykanin ma na swoim koncie kilkadziesiąt wypraw we wszystkie zakątki ziemi. Wspinał się w górach Nepalu, Pakistanu, Chin, Indii, na Grenlandii i Alasce, w Patagonii i gorących górach Omanu i Czadu. W kolebce amerykańskiego Big Wall-u Synnott może poszczycić się przeszło 20 wspinaczkami na wizytówce Doliny, jaką jest ściana El Capitan. Nie są mu obce krótkie tradowe drogi z moralną asekuracją, jak i sportowe obite drogi, na których osiągnął poziom 5.12 OS i 5.13 RP. Poniżej przedstawiamy sylwetkę Marka i niektóre z jego najlepszych przejść w karierze górskiej.

Mark Synnott

Mark Synnott

Mark Synnott urodził się w 1969 roku w Bostonie na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Jako dziecko często wyjeżdżał do letniego domu, jaki jego rodzina posiadała w sercu White Mountains w stanie New Hampshire. Ojciec Marka, zafascynowany wspinaczką, choć sam się nie wspinał, często zabierał syna pod ścianę Cathedral Ledge, gdzie wspólnie obserwowali przez lornetkę wspinających się na klifie wspinaczy.

Swoją pierwszą wspinaczkę Mark odbył w wieku 15 lat. Postanowił wspiąć się, oczywiście bez wiedzy rodziców, na Cathedral Ledge. Razem z kolegą obwiązali się w pasie znalezioną w szopie z narzędziami liną i postanowili wcielić postanowienie w życie. Poza liną nie mieli żadnego sprzętu ani wiedzy o wspinaniu, na cud więc zakrawa, że udało im się dotrzeć do góry klifu skalną depresją o trudnościach 5.6. (V-), bez założenia po drodze jakiejkolwiek asekuracji. Po latach Mark sam przyznał, że wtedy nie bardzo mieli pojęcie o tym, co robią.

W szkole średniej Synnott zobaczył na jakimś zdjęciu Nameless Tower w Karakorum i od tamtej pory nosił w pamięci ten obraz, jako „góry idealnej”, marząc jednocześnie, że kiedyś będzie się wspinał właśnie po takich ścianach. To go zainspirowało do pierwszej wizyty w Yosemite. Ze swoim przyjacielem Simonem wyruszył autobusem linii Greyhound z Bostonu do Yosemite na swoją pierwszą wspinaczkową wyprawę. Mark miał wtedy 18 lat.

Pierwszą drogą, jaką zrobili w Dolinie, była North Buttress Direct (5.10, 17 wyciągów) na Middle Cathedral. Z tą pierwszą wspinaczką wiąże się zresztą zabawna historia, bowiem tuż po przybyciu na Camp 4, Mark i Simon spotkali wspinaczy nazywających się „Piratami” (ubierali się jak piraci, mówili jak oni itp.), którzy wypuścili ich, świadomie bądź nie, na North Buttress Direct – która jest drogą cokolwiek trudną, jak na pierwszy raz w Dolinie, zwłaszcza dla takich żółtodziobów jak Synnott i jego przyjaciel.

Z opisu, jaki otrzymali od „Piratów” wynikało, że w połowie ściany będzie duża póła, na którą jednak nigdy nie natrafili. Rankiem, drugiego dnia wspinania myśląc, że są już blisko końca ściany, która zaczęła się w tym miejscu kłaść, pozbyli się całych zapasów wody, nie chcąc jej targać ze sobą. Po kolejnym wyciągu okazało się, że do końca jest jeszcze kawał wspinania. Kolejny dzień i kolejną noc spędzili bez wody, ale ścianę przeszli, choć zapewne przedstawiali nie najciekawszy widok.

W tym samym sezonie udało im się jeszcze razem przejść ścianę Half Dome. Była to pierwsza big-wallowa droga Marka o wycenie VI Big Wall. Kolejny sezon to kolejne liczne wspinaczki w Yosemite – padła wtedy m.in. Salathe Wall.

Po skończeniu college’u w 1993 roku Synnott wspinał się bardzo dużo, mając za sobą bardzo intensywne sezony w Yosemite (przeszedł m.in. South Seas) i Boogaboos. Wtedy też podjął decyzję, że chciałby być zawodowym wspinaczem, po prostu wspinać się, ile się da. W 1994 roku przeczytał w amerykańskim „Climbingu” artykuł o Ziemi Baffina zilustrowany m.in. zdjęciem ogromnego skalnego monolitu podpisanego „Polar Sun Spire”. Ziarno zostało zasiane. Od tamtej pory Mark myślał już tylko o wyjeździe na Ziemię Baffina, jednak na przeszkodzie stały finanse.  W końcu udało mu się zdobyć pieniądze, choć w nietypowy sposób, o czym opowiadał w jednym z wywiadów:

Jadę tam! Przeliczyłem swoje fundusze, których tak naprawdę prawie nie miałem, ponieważ nie pracowałem zbyt wiele. Po prostu się wspinałem, mieszkając w samochodzie  i w jaskini. Unikałem pracy i wspinałem się tyle, ile się dało. Pewnego razu byłem w Colorado. Zostawiłem samochód na parkingu i poszedłem w góry.

Wróciłem rano. Droga była oblodzona i dwóch gości próbując ruszyć swoim samochodem, straciło nad nim panowanie. Wpadli w poślizg i uderzyli w moje Subaru. Okazali się uczciwymi ludźmi – zostawili na moim samochodzie kartkę z przeprosinami i prośbą o kontakt, żeby mogli załatwić sprawę z firmą ubezpieczeniową. W ten sposób dostałem 3 tysiące dolarów odszkodowania, a mój tata stwierdził, że mogę naprawić swoje Subaru. Nie zrobiłem tego, bo auto nadal jeździło, choć było całe powgniatane. Wziąłem pieniądze i pojechałem na Ziemię Baffina.

Był maj 1995 roku. Mark wraz z Warrenem Holingerem wyjechał na Ziemię Baffina z zamiarem przejścia ściany Polar Sun Spire. Jak to jednak w życiu często bywa, zderzenie rzeczywistości ze zdjęciami było dla nich bardzo bolesne. Na miejscu okazało się, że ściana jest naprawdę przerażająca a w dodatku jej północna wystawa sprawiała, że zalegało w niej sporo śniegu i było naprawdę zimno. Co prawda Mark i Warren wbili się w urwisko, ale po urobieniu około 200 metrów stwierdzili, że ściana przerasta ich możliwości i wycofali się.

Strony: 1 | 2 | 3 | 4

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn