„Chiński maharadża” – powiastka filozoficzna pod pozorem wspinaczkowego thrillera

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 30 grudnia 2013 15:39

Od wejścia na rynek „Chińskiego maharadży” Wojtka Kurtyki minęło już trochę czasu, wystarczająco dużo by nieco bardziej wnikliwie zapoznać się z treścią tej małej książeczki. Czasowy dystans otwiera możliwości dyskusji i pozwala pokusić się o interpretacje. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że to tylko w oryginalny sposób sfabularyzowany fragment historii polskiego wspinania. Bohaterowie są znani, a dlaczego nie występują pod własnym imieniem? Aha, to już licenta poetica i sprawa stylu.

Jest mi jednak trudno uznać preferencje stylistyczne za fundamentalne przyczyny działań i  dzieł. Rzeczy oprócz zewnętrznego pozoru mają głębię, a jak jej nie mają to są pozorne właśnie – lub są po prostu puste. Literatura to sztuka sprawiania pozorów, jeśli ma być pustym słowotwórstwem to mamy do czynienia z potęgowaniem pozoru, czyli pustki. Czyli w zgodzie z matematyką po prostu z niczym, i a fortiori – z niczym ważnym.

A przecież książka Kurtyki oddziałuje na czytelnika i wytwarza grawitację właściwą obiektom o znacznej masie. Nie jest to tylko pozór, nie tylko ciekawa zabawa słowami czy gra w „zgadnij kto to i gdzie”. Powieść ma masę, a więc i treść; coś kryje się pod słowami.

W promocyjnym filmowym wywiadzie autor sam stwierdza, że temat jest niezwykle osobisty i poważny – a forma miała jedynie złagodzić jego odbiór, i zapewne, uczynić go bardziej przystępnym.

Chiński-maharadża-Wojtek-Kurtyka-400x511

Chciałbym przedstawić moje odczytanie powieści, według którego udało się autorowi w literackiej formie wyrazić uniwersalne doświadczenie egzystencjalne, na które wskazuje wielu wspinaczy. Oczywiście nie twierdzę, że autor miał taki zamiar. Nie czuję się na siłach aby komukolwiek sugerować co zamierzał. Mogę jednak stawiać hipotezy, tym bardziej jeśli chodzi o literaturę, która według niektórych jest jak piknik – autor przynosi słowa, a czytelnik znaczenie. Niemniej jednak te a nie inne kilkanaście tysięcy słów nie jest czymś, co można pominąć milczeniem. Dlatego będę jednak odwoływał się do autora.

W mojej opinii Wojciech Kurtyka oddaje w obrazowej formie coś co wielu z nas czasem doświadcza, ale co też trudno dostrzec. Coś o czym mówią filozofowie w sposób zbyt skomplikowany, a inni wizjonerzy (np. wspinacze) w sposób zbyt prosty, by treść ta mogła utrzymać się na orbicie naszej uwagi.

Dżem – smuga cienia

Fundament mojej interpretacji stanowi sieć metafor i symboli, którymi autor oplótł fabułę znanych skądinąd zdarzeń. W moim odczytaniu powieści Dżem – i mniejsza o słowo – jest figurą specyficznego nastawienia egzystencjalnego. Lęku przed tym co nieznane, krępującym aktywność twórczej wyobraźni aż do granic gestualnej ekspresji. Daje się poznać jako gęstnienie przestrzeni, które wręcz fizycznie krępuje ruchy, jak gęsta plazma jak „rozpostarty w przestrzeni dżem”. Niemniej jednak, nasz bohater ma to szczęście, że rodzi się z „impulsem nakazującym przeciwstawienie się dżemowi”.

Wojtek Kurtyka (fot. HybrydaTV)

Wojtek Kurtyka (fot. Hybryda.TV)

Jeśli uznać Dżem za siłę skłaniającą ku konformizmowi i zachowawczym postawom, to bohater rodzi się ze skorelowanym z owym dżemowatym skrępowaniem i lękiem imperatywem transgresji, wykroczenia poza zgęstniałą atmosferę wypełnionej Dżemem przestrzeni.

„Tym co trwale mnie zmieniło był odruch sprzeciwu wobec strachu”, a wiec wyjątkowy typ odwagi, a może po prostu odwaga, o której mówi się, że nie tyle jest brakiem lęku, ale świadomością istnienia rzeczy ważniejszych niż strach. Odważny jest nie ten, kto nie czuje lęku, ale kto potrafi nad nim zapanować i mimo wszystko podjąć działanie. Bohater „Chińskiego Maharadży” musi rzucić wyzwanie Dżemowi: ”ilekroć w moim życiu pojawiał się lęk, zawsze podejmowałem wyzwanie i usiłowałem się mu sprzeciwić”. Narrator stwierdza nawet, że to właśnie było prawdziwym zagrożeniem.

Zagrożeniem, bo uniemożliwiało bezpieczne, spokojne życie toczone utartą koleiną, którą przeszły pokolenia; zagrożeniem, bo prowadziło do przekroczenia smugi cienia, albo może w przypadku naszego bohatera – skłaniało do wkraczania w nią raz za razem.

Strony: 1 | 2 | 3 | 4 | 5

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn