Piotr Smulski: bez tytułu

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 12 listopada 2013 11:41

Zdjąłem plecak i ja. Powoli wyjąłem z niego mój namiot trzyosobowy i zabraliśmy się za jego rozkładanie. Najpierw znaleźliśmy kawałek trawy, na którym nie było aż tak wielu kamieni, a trzeba dodać, że to zadanie okazało się nie być łatwe. Następnie zabrałem się za rozkładanie sypialni, a Ola w tym czasie składała stelaż.

– Ja potrzymam śledzia, a Ty wbij go kamieniem. – powiedziałem do Oli.

– Nie ma sprawy. – odpowiedziała.

Niczym się nie obejrzeliśmy a sypialnia już stała na swoim miejscu. Szybkim ruchem narzuciłem tropik na sypialnie i porządnie go naciągnęliśmy. Ola z radością wskoczyła do środka, a ja podałem jej nasze karimaty i śpiwory. Plecaki zostawiłem w przedsionku i sam dołączyłem do koleżanki w środku. Poleżeliśmy trochę, pogadaliśmy o planach na jutro, no i trochę zgłodnieliśmy.

Po półgodzinny odpoczynku wyszliśmy na zewnątrz, żeby rozpalić ognisko w odległości bezpiecznej od lasu i przygotować zabrane przez Olę kiełbaski. Poszedłem nazbierać gałązek, podczas gdy koleżanka kroiła pętka kiełbasy na mniejsze części. Gdy już wróciłem, z entuzjazmem zabrałem się za rozpalanie ognia za pomocą krzesiwa. Tak, udało się za pierwszym razem. Muszę przyznać, że Ola była pod wrażeniem. Gdy ogień był już trochę większy dorzuciłem drewna i na wcześniej przygotowanych kijkach zaczęliśmy smażyć pokarm. Siedząc na polanie zobaczyliśmy piękny zachód słońca, chyba najpiękniejszy w moim życiu.

– Jak tu pięknie, dziękuje, że mnie namówiłeś na ten wyjazd. – skwitowała Ola dając mi całusa.

Po zjedzeniu kiełbasek i ugaszeniu ogniska wskoczyliśmy z powrotem do namiotu, bo zanosiło się na deszcz tej nocy. Niczym się nie myliliśmy. Wkrótce potem obudziły nas ogromne krople spadające na nasz namiot. Temperatura też spadła, było naprawdę zimno.

– Ale zimno, przytul mnie, bo zamarznę. – poprosiła dziewczyna.

To też zrobiłem, w końcu kobietom się nie odmawia. Popadało jeszcze przez godzinę i wreszcie pogoda trochę ucichła. Udało nam się dalej zasnąć i nic nie zdołało obudzić nas do rano po tak długim i męczącym marszu, który odbyliśmy poprzedniego dnia.

Następnego ranka wyspani i wypoczęci wstaliśmy wcześnie, przygotowaliśmy kanapki z pozostałą kiełbasą na śniadanie, jak i na późniejszą wędrówkę i zaczęliśmy się zbierać do dalszej drogi. Na końcu spakowaliśmy namiot, przytroczyliśmy karimaty do plecaków i zadbaliśmy, żeby zostawić miejsce naszego biwaku, takim jak je zastaliśmy. Nasuwały mi się przemyślenia, że warto by było w Polsce wprowadzić takie prawo jak obowiązuje w państwach skandynawskich.

– Do dzieła! – krzyknęła ochoczo Ola.

I ruszyliśmy, tym razem obóz czeka nas dopiero na miejscu. Wolnym krokiem, głównie przez gąszcz, który musieliśmy omijać, brnęliśmy do przodu, aż po około czterech godzinach marszu wreszcie stanęliśmy pod górą, na którą mieliśmy się wspiąć.

Strony: 1 | 2 | 3

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn