Fragmenty książki „Biec albo umrzeć” Kiliana Jorneta

przez Aneta Żukowska | Opublikowano 03 października 2013 12:37

Niebawem nakładem wydawnictwa SQN ukaże się książka „Biec albo umrzeć” Kiliana Jorneta. Już teraz prezentujemy jej fragmenty. Niebawem ogłosimy także konkurs, w którym do wygrania będą egzemplarze dzieła mistrza skyrunningu. Miłej lektury!

biec_albo_umrzec_1000px

MANIFEST SKYRUNNERA

Kiss or kill. Pocałuj albo zabij. Pocałuj chwałę albo zgiń podczas próby. Porażka to śmierć, zwycięstwo to emocje. Walka jest tym, co wyróżnia zwycięstwo, zwycięzcę. Ile razy płakałeś ze złości i z bólu? Ile razy straciłeś pamięć, głos i rozum przez wycieńczenie? I ile razy w takiej sytuacji mówiłeś sobie: „Jeszcze raz! Jeszcze kilka godzin! Jeszcze jedno podejście! Ból nie istnieje, on jest tylko w twojej głowie. Kontroluj go, zniszcz go, wyeliminuj go i idź dalej. Spraw, by to twoi rywale cierpieli. Zabij ich”? Jestem egoistą, prawda? Sport jest egoistyczny, ponieważ trzeba być samolubem, żeby umieć walczyć i cierpieć, żeby kochać samotność i piekło. Zatrzymać się, zakaszleć, znosić zimno, nie czuć nóg, wymiotować, mieć mdłości, bóle głowy, siniaki, krwawić… Czy istnieje coś lepszego?

Sekret nie tkwi w nogach, lecz w tym, by zmusić się do wyjścia z domu i biegania, kiedy pada deszcz, śnieg i wieje wiatr; kiedy błyskawice rozświetlają mijane drzewa; kiedy śnieżki albo lodowe kamienie trafiają w twoje nogi i bezbronne ciało, powodując, że płaczesz. Ale musisz wytrzeć łzy, żeby biec dalej, widzieć kamienie, ściany czy niebo. Musisz zrezygnować z imprezy, z lepszej oceny, powiedzieć „nie” dziewczynie. Trzeba być odważnym, wyjść na deszcz, nawet jeśli nogi będą ci krwawić, gdy upadniesz na ziemię, w błoto, a ty podniesiesz się na nowo, aby dalej się wspinać… aż twoje nogi zawołają z całych sił: „Dosyć!”. I zostaniesz w środku burzy na najdalszych szczytach, aż do śmierci.

Strój przemoczony przez śnieg, targany wiatrem, który uderza cię w twarz i zamraża pot. Lekkie ciało, lekkie nogi. Czuć, jak ciężar twoich nóg, ciężar twojego ciała skupia się na śródstopiu, na palcach twoich stóp i wywiera presję zdolną burzyć skały, niszczyć planety i przemieszczać kontynenty. Nogi zawieszone w powietrzu, unoszące się jak lecący orzeł i biegnące szybciej od geparda. Albo gdy schodzisz, a twoje nogi ślizgają się po śniegu i błocie, zanim znów zechcesz się czuć wolnym, żeby fruwać, żeby krzyczeć ze złości, nienawiści i miłości w samym sercu gór, tam, gdzie tylko najbardziej odważne gryzonie i ptaki, schowane w swoich gniazdach pod skałami, mogą stać się twoimi spowiednikami. Tylko one znają moje sekrety, moje obawy. Bo porażka to śmierć. A człowiek nie może umrzeć, nie dając z siebie wszystkiego, nie płacząc z bólu i na skutek odniesionych ran, człowiek nie może zrezygnować. Trzeba walczyć aż do śmierci. Ponieważ najważniejsza jest chwała. I należy do niej dążyć, nawet jeśli zostaniesz gdzieś po drodze. Najważniejsze, żebyś dawał z siebie wszystko. Nie wolno nie walczyć, nie wolno nie cierpieć, nie wolno nie umierać… Nadszedł czas, by cierpieć, nadszedł czas, by walczyć, nadszedł czas, by wygrywać. Pocałuj albo zabij.

Właśnie te słowa, zawieszone na drzwiach starego mieszkania, w trakcie tamtych wszystkich lat czytałem każdego ranka przed wyjściem na trening.

Kilian Jornet na Matterhornie (fot. summitsofmylife.com)

Kilian Jornet na Matterhornie (fot. summitsofmylife.com)

1

KIM CHCESZ BYĆ,  GDY DOROŚNIESZ? 

Chcę liczyć jeziora. Gdy dorosnę, chcę liczyć jeziora!

Nauczycielka oderwała wzrok od tablicy, na której tworzyła listę zawodów, jakie dzieci z klasy chciałyby wykonywać, gdy dorosną, i skierowała go na moją ławkę.

– Tak. Chcę liczyć jeziora. Ale tylko liczyć, ile ich jest. Będę szedł przez góry i kiedy znajdę jezioro, sprawdzę, jak jest głębokie, rzucając w środek wody kamień przywiązany do sznurka, i zobaczę, jaką ma głębokość i szerokość. Poznam rzeki, które do niego wpadają, i dowiem się, skąd płyną. I te, które z niego wypływają i dokąd płyną. Zobaczę, czy są w nim ryby, żaby albo kijanki. I czy woda jest czysta, czy nie.

Rosa popatrzyła na mnie z jeszcze większym zdziwieniem, ponieważ nie jest to zajęcie, o jakim zazwyczaj marzą pięcioletnie dzieci, ja jednak byłem już zdecydowany. To było moje przeznaczenie.

Ze wszystkich wspinaczek i wycieczek, które odbyłem, odkąd sięgam pamięcią, zawsze wracałem do domu z co najmniej jednym kamieniem ze szczytu albo najwyższego punktu, na jaki udało nam się wspiąć (to przyzwyczajenie pozostało mi do dziś, bo kolekcjonuję kamienie wszystkich rodzajów i kolorów: wulkaniczne z Kilimandżaro i La Garrotxa, granity z Pirenejów i Alp, ochry z Maroka i Kapadocji, niebieskie z Erciyes, płytki z Cerro Pla­ta…). Każe mi to myśleć, że moim przeznaczeniem jest bycie geografem albo kimś podobnym. Że zostałem stworzony, by odkrywać wnętrzności Ziemi, szukając kamieni na wszystkich szczytach i w jaskiniach, by poznawać jej krajobrazy i zrozumieć, w jaki sposób wzniosła tak kompletne konstrukcje jak łańcuchy górskie z górami, dolinami, jeziorami… I jak to wszystko, w taki czy inny sposób, funkcjonuje perfekcyjnie niczym szwajcarski zegarek, i nic ani nikt, nawet najpotężniejsi ludzie, nie mogą zatrzymać tego rytmu.

Myślę, że był to jeden z nielicznych razów, kiedy powiedziałem: „Chcę być”. Zawsze zaliczałem się do grona tych osób, które mówią: „Spróbuję…”. Byłem nieśmiały i zawsze uważałem, że trzeba pozwolić, by czas mijał, a ostatecznie wszystko trafi na swoje miejsce. I czas stopniowo umieszczał mnie na miejscu, które było mi przeznaczone.

Moje dzieciństwo było zupełnie normalne. Po lekcjach bawiłem się wokół domu moich rodziców, sam, z siostrą albo z kolegami ze szkoły, którzy czasem przychodzili popołudniami. Bawiliśmy się w chowanego, w berka, budowaliśmy szałasy i twierdze, zamienialiśmy otoczenie w wyimaginowane miejsce znane nam z komiksów albo filmów. Nigdy nie zamykałem się w domu i miałem szczęście, że moi rodzice mieszkali w górskim schronisku – gdzie tata pracował jako strażnik – położonym na wysokości dwóch tysięcy metrów na północnym zboczu Cerdanyi, między granicznymi szczytami Francji i Andory. Moim placem zabaw nigdy nie było patio ani ulica, lecz lasy Cap del Rec, trasy biegów narciarskich i szczyty Tossa Plana, La Muga, przełęcz Perafita… To właśnie tam zacząłem odkrywać fascynujący świat przyrody.

Po powrocie ze szkoły ledwo zdążyliśmy zostawić plecaki w salonie i już byliśmy na zewnątrz, wspinaliśmy się na skały albo uwieszaliśmy na konarach drzew latem, a zimą z przyczepionymi nartami biegowymi wygłupialiśmy się na polach pokrytych śniegiem.

Każdego wieczoru przed pójściem spać, gdy mieliśmy już na sobie piżamy, moja siostra, mama i ja wychodziliśmy na spacer po ciemnym lesie, bez żadnego konkretnego kierunku. Unikaliśmy ścieżek i w końcu, kiedy nasze oczy przyzwyczaiły się do ciemności, a uszy do ciszy, byliśmy w stanie usłyszeć, jak oddycha las, i zobaczyć podłoże dzięki stopom. Posiadamy zmysł obserwacyjny nie do przecenienia, a kiedy nam go brakuje, czujemy się pozbawieni ochrony i bezbronni wobec niebezpieczeństw ze strony świata. Co jednak może czyhać nocą w pirenejskim lesie? Tak naprawdę jedyni naturalni drapieżnicy, wilki i niedźwiedzie, nie występują tu od lat. A jakie niebezpieczeństwo może nieść spotkanie na drodze lisa albo zająca dla kogoś, kto jest dziesięć czy piętnaście razy większy? A drzewa? Uczysz się słuchać, jak wiatr kołysze liśćmi, i w ten sposób możesz je zobaczyć. A teren? Stopy wskazują nam, czy są korzenie, trawa, błoto czy woda. Czy teren wznosi się, czy opada, czy nagle pojawia się jakaś nierówność.

W ten sposób lata mijały błyskawicznie: na zabawach wokół schroniska oraz wycieczkach w weekendy i podczas wakacji. Zawsze kiedy mieliśmy dwa lub więcej dni wolnego, wykorzystywaliśmy je, żeby poznać jakąś nową górę. Kiedy nauczyliśmy się chodzić, zaczynaliśmy od wspinania się na wzniesienia, które znajdowały się najbliżej schroniska. I stopniowo szukaliśmy nowych przygód coraz dalej i dalej. Gdy miałem trzy lata, wszedłem już na Tossa Plana, na Perafitę i La Mugę. W wieku sześciu lat wspiąłem się na mój pierwszy czterotysięcznik, a mając dziesięć lat, w ciągu czterdziestu dwóch dni pokonałem Pireneje… Nigdy jednak nie szliśmy na te wyprawy, podążając śladami naszych rodziców. Jasne, że to oni zabierali nas na szczyt i prowadzili, ale to my musieliśmy odkryć ścieżkę, szukać znaków i zrozumieć, dlaczego szlak przebiega tędy, a nie tamtędy. Nie byliśmy jedynie zwykłymi obserwatorami tego, co działo się wokół nas. Góry nabierały większego znaczenia niż plac zabaw. Był to teren życia, który musieliśmy poznać, żeby pewnie sobie na nim radzić, żeby móc interpretować i przewidywać wiążące się z nim niebezpieczeństwa. Słowem, musieliśmy przystosować się do miejsca, w którym się urodziliśmy. W taki właśnie sposób nasi rodzice nauczyli nas kochać góry: sprawiając, że czuliśmy się ich częścią. W gruncie rzeczy góry są jak ludzie: żeby je kochać, najpierw trzeba je poznać, a kiedy się je pozna, wiadomo, kiedy się złoszczą, a kiedy są zadowolone, jak się z nimi obchodzić, jak się z nimi bawić, jak o nie dbać, gdy ktoś wyrządza im krzywdę, kiedy lepiej im nie przeszkadzać… Należy też pamiętać, że góry, natura, ziemia są nieporównywalnie większe od ciebie. Nie można nigdy zapominać, że jesteś jedynie maleńkim punktem, punkcikiem w przestrzeni, w nieskończoności, i że to one w każdej chwili mogą zdecydować, czy zetrzeć ten punkt, czy też nie.

Pod_Patronatem_Outdoor_Magazyn

Wyświetlam 2 komentarze
Dodaj swój komentarz
  1. […] Odpowiedzi szukajcie w zamieszczonym na naszych łamach fragmencie książki „Biec albo umrzeć”. […]

  2. […] Ten pochodzący z Katalonii biegacz długodystansowy, skialpinista, kolarz górski to urodzony zawodnik. Jest trzykrotnym zwycięzcą Skyrunner World Series w latach 2007-2009, zwycięzcą Western States Endurance Run w 2011 roku oraz UTMB (2008, 2009, 2011). Równie imponujące są jego dokonania skiapinistyczne. Jest Mistrzem Świata (2010, 2011) i Mistrzem Europy (2009, 2012). Jornet jest też autorem światowego bestselleru „Biec albo umrzeć”. […]

Skomentuj

XHTML: Możesz korzystać z tych znaczników HTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

 


Outdoor Magazyn